Znakiem była lilijka z Rodłem

Z podharcmistrzem Rudolfem Tauerem rozmawia Marek Zygmunt

Pana legitymacja harcerska znajduje się w zbiorach wrocławskiego Muzeum Narodowego. Jest ona podobno jedynym zachowanym dokumentem świadczącym o istnieniu we Wrocławiu w latach trzydziestych ubiegłego stulecia Związku Harcerstwa Polskiego w Niemczech?

– Wielu członków harcerstwa twierdzi wprawdzie, że historia polskiego harcerstwa we Wrocławiu zaczęła się dopiero po 1945 r. – od chwili powrotu Ziem Zachodnich do Macierzy. Mało kto jednak wie, że już przed rokiem 1939 istniała we Wrocławiu polska drużyna harcerska. Pierwsza drużyna powstała w 1913 r. w Berlinie. Wrocław natomiast był bodaj ostatnim ośrodkiem na obczyźnie, w którym przed II wojną światową zaczęli działać polscy harcerze.

Stało się to, jak zresztą wszystko, co akcentowało tam polskość, za przyczyną Związku Polaków w Niemczech. Jego ówczesne kierownictwo chciało już w 1924 r. powołać drużynę harcerską, ale nie było wtedy do tego odpowiednich ludzi. Dwa lata później wysłano zatem do Polski dwóch młodych chłopców na specjalny kurs instruktorski. Byli to rodowici wrocławianie, synowie znanych działaczy polskich: Tadeusz Grajkowski i Wiktor Urbanowicz.

Po dwumiesięcznym przeszkoleniu powrócili do Wrocławia i na przełomie roku 1926/1927 założyli Oddział Harcerzy, do którego wstąpiło 30 dziewcząt i chłopców. Drużyna została umundurowana i wyekwipowana przez Związek Polaków w Niemczech. Ich wyposażenie nie różniło się zasadniczo od normalnego harcerskiego ubioru z wyjątkiem dwóch szczegółów: noszono biało-zielono-czerwone krajki, a na prawym rękawie bluzy zamiast herbu miasta lub województwa naszyta była harcerska lilijka z Rodłem na czerwonym tle. Rodło było symbolem Polaków w Niemczech, przedstawiając w sposób stylizowany bieg Wisły.


Jakie cele stawiali sobie wówczas wrocławscy harcerze?


– Wynikały one przede wszystkim z oczekiwań, jakie wiązał z harcerstwem Związek Polaków w Niemczech. Zrzeszał on tylko ludzi dorosłych, dlatego też był bardzo zainteresowany taką działalnością, która przyciągałaby dzieci i młodzież urodzoną tutaj, w rodzinach pochodzenia polskiego. Chodziło głównie o to, aby nie dopuścić do wynarodowienia tego pokolenia.

Zbiórki drużyny odbywały się zazwyczaj co tydzień, najczęściej bezpośrednio po lekcjach w „Szkółce Polskiej”. Do stałego programu zbiorek należała m.in. nauka polskich pieśni i tańców ludowych, a czasem zamiast harcerskiej gawędy odczytywano wspólnie najciekawsze artykuły z miesięczników „Mały Polak w Niemczech” „i Młody Polak w Niemczech”. Organizowano również wycieczki, na których uczono się praktycznie terenoznawstwa, pionierki – jednym słowem, wszystkich niezbędnych i atrakcyjnych czynników wychowania harcerskiego. W czasie obchodów świąt państwowych urządzano uroczyste zbiórki, na które harcerze zapraszali także swoich rodziców.


Można więc mówić już o ponad 80-letniej tradycji polskiego harcerstwa we Wrocławiu?


– Wydaje mi się, że tak, bo jeszcze w 1927 r. Oddział Harcerski przemianowano na Męską Drużynę Harcerską im. Bolesława Chrobrego we Wrocławiu. Pierwszym drużynowym został Wiktor Urbanowicz, a przybocznym – Tadeusz Grajkowski.


Czy gazety, o których mówił Pan wcześniej, były jedynym łącznikiem integrującym działalność polskich drużyn harcerskich w Niemczech?


– Nie. Istniał też bowiem Związek Harcerstwa Polskiego w Niemczech. Była to organizacja niezależna od ZHP w Polsce, ale obie ze sobą ściśle współpracowały. Kwatera Główna mieściła się w Opolu, a jej pierwszym naczelnikiem został harcmistrz Władysław Kwietniewski, organizator drużyny berlińskiej. Po nim funkcję tę przejął drużynowy Paweł Kochel z Bytomia.


Domyślam się, że większość z przedstawionych tutaj faktów zna Pan zapewne jedynie z przekazów?


– Rzeczywiście. Sam wstąpiłem do harcerstwa w 1936 r., kiedy zacząłem uczęszczać do niemieckiej szkoły powszechnej. Równocześnie dwa razy w tygodniu chodziłem na naukę języka polskiego do szkółki prowadzonej przez Polskie Towarzystwo Szkolne. Przeważnie po jednej z tych lekcji raz w tygodniu mieliśmy zbiórki harcerskie.


Ilu młodych ludzi należało wówczas do Waszej drużyny?


– Składała się ona z 18-24 osób zgrupowanych w dwóch zastępach. Ostatni okres przed wybuchem II wojny światowej był dla nas bardzo trudny. Naszym drużynowym był wtedy nauczyciel Edmund Różycki, a po nim przejął tę funkcję Władysław Zarembowicz. Tylko nieliczni przetrwali z nim do wybuchu II wojny światowej. Byłem wśród nich, ale mieliśmy wtedy już ograniczone możliwości działania. Polskich harcerzy szykanowano na ulicach. Nie mogliśmy chodzić w mundurach. Groziła za to kara. Nakładaliśmy je więc tylko podczas spotkań w Domu Polskim, który znajdował się przy obecnej ul. Podwale we Wrocławiu, a także podczas pobytu na obozach w Polsce.


Jeździliście już wtedy po Polsce?


– Była to jedna z największych atrakcji harcerskiego życia. Oficjalnie mówiło się, że są to wyjazdy na kolonie. Przebywaliśmy na nich z polskimi harcerzami. Ja uczestniczyłem dwukrotnie w takich wyjazdach – w 1937 r. byłem we Włodzimierzu w pobliżu Łucka, a rok później w Czarnej Wsi koło Białegostoku. Potem już nie było okazji. Wraz z wybuchem II wojny światowej nasza drużyna przestała istnieć. Drużynowy Władysław Zarembowicz został aresztowany. Był w kilku więzieniach i obozach koncentracyjnych. Zginął w 1944 r. w Mauthausen.

Także i wielu innych członków naszej drużyny przepadło bez wieści na wojennych szlakach. Niektórzy z nich wcieleni przymusowo do Wehrmachtu lub Volksschturmu złożyli swoje życie na polach bitew, nie doczekawszy powrotu Wrocławia do Macierzy. Ginęli, wierząc niezłomnie, że to, na co czekali, niedługo stanie się faktem. Dowodem wiary w powrót Wrocławia do Macierzy był hymn Związku Polaków w Niemczech, który śpiewaliśmy zawsze na zakończenie naszych zbiorek harcerskich, zaczynający się od słów:

„I nie ustaniem w walce

Siłę słuszności mamy

I mocą tej słuszności

Wytrwamy i wygramy”.

A słowa „wytrwamy i wygramy” stały się rzeczywistością, bo do dziś po ulicach Wrocławia i wielu innych miast naszego kraju idą tysiące harcerzy. A ja cieszę się osobiście z faktu, że istnieją obecnie we Wrocławiu dwie szkoły podstawowe kultywujące zarówno tradycje Rodła, jak i mojej drużyny harcerskiej.


Dziękuję serdecznie

za rozmowę.
drukuj

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl