Zmiany, ale jakie?

Z Bożeną Banachowicz, byłą przewodniczącą Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, rozmawia Mariusz Kamieniecki


Jakie będą konsekwencje przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego?


– Jestem przekonana, że w momencie obligatoryjnego przekształcenia naszych szpitali w spółki prawa handlowego nie zdarzy się „cud”. Proponowane zmiany oceniam jako niekonstytucyjne. Rząd zamierza obarczyć odpowiedzialnością za politykę zdrowotną i leczenie Polaków nas wszystkich oraz zarządzających naszymi szpitalami (tych samych, którzy zadłużyli szpitale) lub prywatnych właścicieli, którzy wykupią je w przyszłości. Szpital spółka będzie nastawiony głównie na zysk, możemy się zatem spodziewać, że pacjent przynoszący straty nie będzie leczony. Wiadomo także, że rząd nie będzie mógł dofinansowywać z budżetu państwa spółek i prywatnych szpitali. Obserwując, co dzieje się ze spółkami Skarbu Państwa – np. ze stoczniami – nietrudno przewidzieć, że nasze szpitale mogą być postawione w stan upadłości i wykupione za złotówkę.


Nie rozwiązując problemu, usiłuje się zamieść sprawę pod dywan…?


– Owszem. Rząd nie przedstawił analizy i przyczyn zadłużania się szpitali, woli raczej ustawami pozbyć się problemu. Samorządy lokalne nie stać na pokrycie dotychczasowych długów, więc można spodziewać się zlikwidowania części szpitali – mówi się nawet o 30 procentach. Zlikwidowane będą też nierentowne oddziały szpitalne. Istnieje zatem realne niebezpieczeństwo ograniczania dostępu do gwarantowanych Konstytucją świadczeń leczniczych, co pogłębi i tak już istniejące niebezpieczeństwo grożące pacjentom i pracownikom. I co najważniejsze, nastąpi oddanie majątku publicznego, wypracowanego przez pokolenia Polaków, w ręce prywatne. Planowane są zwolnienia, zagrożone są nabyte prawa pracownicze.

Kto zarobi na prywatyzacji szpitali, a kto na tym straci i czy brane jest tutaj pod uwagę dobro pacjenta?

– Z możliwości prywatyzacji szpitali bądź oddziałów szpitalnych cieszą się firmy skupujące długi szpitalne oraz „cwaniacy”, o których mówiła poseł Beata Sawicka (PO) w 2007 roku. Zapewne będzie to dobry biznes, gdy do środków finansowych NFZ dokładać będzie pacjent. Szpital spółka będzie mógł leczyć lub diagnozować za dodatkową lub całkowitą opłatą. Spółka prawa handlowego lub prywatny właściciel mogą pobierać opłaty za wyżywienie, leżenie w łóżku szpitalnym bądź za inne usługi. Pacjent też będzie mógł zamówić dodatkową opiekę pielęgniarską, za którą też będzie musiał zapłacić. Ponadto nie o taką gwarancję zarobkowania walczą pielęgniarki i położne. Czyżby minister zdrowia oraz premier rządu nie znali konwencji 149. Międzynarodowej Organizacji Pracy zapewniającej personelowi godne warunki pracy i wynagrodzenia? Pacjenta w tym systemie nie widać – widać będzie tylko jego pieniądze.


Realne jest zatem zagrożenie, że z chwilą wyczerpania limitu świadczeń (kontraktu z NFZ) w danej placówce pacjent będzie musiał płacić za leczenie z własnej kieszeni?


– Musimy zdać sobie sprawę, że z chwilą wejścia w życie ustaw przygotowanych przez rząd premiera Tuska zmieni się diametralnie sytuacja pacjenta. Wydłuży się droga i oczekiwanie na leczenie szpitalne i specjalistyczne. Szpital spółka bądź prywatny będą zmuszone do przyjęcia chorego w trybie nagłym tylko w stanie zagrożenia życia. Natomiast z chwilą, kiedy skończą się pieniądze zakontraktowane z NFZ, to chcąc się leczyć, będziemy musieli płacić. Przedsmak tego, co nas czeka, możemy obserwować już dziś, kiedy szpitale mają pomniejszane kontrakty, kiedy chorzy dopłacają do leczenia w niepublicznych bądź prywatnych szpitalach.


Ostatnio radni powiatu łańcuckiego jako pierwsi na Podkarpaciu przyjęli projekt uchwały zmierzający do komercjalizacji tamtejszego szpitala powiatowego. Obecnie trwają konsultacje w gminach, ale sprawa przekształcenia lecznicy w spółkę prawa handlowego, forsowana przez jej dyrektora i starostę łańcuckiego, wydaje się przesądzona. Czym to grozi?


– Odpowiem tak: „na układy nie ma rady”. Dziwię się tylko, że koleżanki związkowcy z OZZPiP nie znają układów lokalnych, o których donoszą media. Może czuły się zagrożone i dlatego wyraziły pozytywną opinię na temat przekształcenia szpitala. Nie wierzę, że podpisały porozumienie z dyrekcją i samorządowcami, osiągając lepsze warunki dla pracowników. Szkoda, że nie dostrzegły zagrożeń dla pacjentów i nie przeczuwają, kto się chce i może wzbogacić.


Niedawno przedstawiciele Związku Powiatów Polskich obradujący w Łańcucie wyrazili opinię, że obecny rząd po macoszemu traktuje powiatowe lecznictwo, a pomysł dofinansowania szpitali, w których jest powyżej czterystu łóżek, to czysta fikcja. Większość powiatowych lecznic nie spełnia bowiem tego (liczbowego) kryterium. Do czego może doprowadzić takie działanie rządu?


– W okresie moich działań i pracy w OZZPiP, tj. do czerwca 2005 roku, pozytywnie oceniałam troskę o placówki ochrony zdrowia Związku Powiatów Polskich. Wiarygodne są wypowiedzi przedstawicieli tego związku, że rząd nie pomaga słabszym i mniejszym szpitalom. Potwierdza to słaba kondycja finansowa szpitali powiatowych, braki w aparaturze medycznej i diagnostycznej, bardzo niskie wynagrodzenie średniej kadry medycznej, w tym pielęgniarek i położnych. To dzięki wymienionej kadrze, która potrafiła ratować szpitale, zrzekając się podwyżek, przetrwały tego typu powiatowe lecznice. To dzięki mieszkańcom pacjenci mogli być spokojni o wyżywienie. Brak pomocy rządu spowoduje w pierwszej kolejności upadłość szpitali powiatowych, ich prywatyzację lub likwidację. Z kolei pacjentów czeka długa droga w poszukiwaniu lecznicy lub płacenie za leczenie. Czyżby politycy z PSL działający w powiatach tego nie wiedzieli?


Jaki będzie status pracowników, a zwłaszcza pielęgniarek i położnych po przekształceniu szpitali w spółki prawa handlowego bądź po ich prywatyzacji?


– Status zawodowy pielęgniarek i położnych jest wysoki. Znamy swoje powołanie do zawodu, wiemy, jaką rolę pełnimy w społeczeństwie. Gorzej jest ze statusem materialnym, który od dziesięcioleci jest bardzo zły. Każdą zmianę w ochronie zdrowia najgorzej odczuwali: pielęgniarki, położne, technicy medyczni oraz diagnostycy. Przekształcenie szpitali i ich prywatyzacja wiążą się z utratą praw nabytych, utratą przywilejów obowiązujących w publicznej ochronie zdrowia. Brak wynegocjowania pakietu socjalnego wiązać się będzie z utratą części wynagrodzenia, z brakiem premii jubileuszowych, odpraw emerytalnych, a nawet utratą pracy. Oznacza to, że jeden z najważniejszych postulatów związków zawodowych dotyczący spraw pracowniczych nie został przez koalicyjny rząd PO – PSL uwzględniony. Uważam, że jest to zaplanowana polityka zastraszania pracowników przez ekipę obecnie sprawującą władzę, która podjęła też walkę ze związkami zawodowymi. Plany rządu zmierzają do osłabienia lub likwidacji związków zawodowych na terenie szpitali. Ogólnopolskie i regionalne organizacje związkowe nie będą miały narzędzi do podejmowania działań i negocjowania spraw pracowniczych na szczeblu krajowym i regionalnym.


Gdzie w tym wszystkim są liderzy związkowi, komu tak naprawdę służą?


– Nie mam prawa oceniać liderów wszystkich organizacji związkowych, natomiast z uwagi na fakt, że jestem założycielką, a przez 10 lat pełniącą funkcję przewodniczącej OZZPiP, mam prawo krytycznie odnieść się do obecnych liderek mojego związku. Dziwię się, że obecna przewodnicząca związku z najbliższymi liderami nic nie robią, gdy zagrożeni są szpital, pacjent oraz pielęgniarki i położne. Dlaczego dziś nie wzywają do walki, nie organizują „białego miasteczka”? Czyżby w roku 2007 zależało przewodniczącej związku tylko na zaistnieniu medialnym i walce politycznej (z udziałem polityków PO i SLD) z rządem Jarosława Kaczyńskiego? Dlaczego dziś nie ma ona odwagi sprzeciwić się publicznie nadchodzącym niekorzystnym zmianom dla pielęgniarek i położnych? Czyżby podporządkowanie się woli minister zdrowia było formą podziękowania za propozycję objęcia w ubiegłym roku stanowiska wiceministra w resorcie zdrowia? Dlatego nie waham się powiedzieć, że liderki związku OZZPiP sprzeniewierzyły się funkcji, do jakiej zostały wybrane i powołane, wolą organizować dla siebie wycieczki do Brukseli, niż wzywać i podejmować walkę godną związkowca. To bardzo przykre, ale prawdziwe.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj