Zmarłych pamięć…
Tak kończy się Pan Tadeusz, gdy wśród radości towarzyszącej zaślubinom Tadeusza i Zosi, wznoszonym toastom i gromkim wiwatom, nie zapomniano o tych, których „zmarłych pamięć pozostaje święta”. Bo jest w naszej tradycji jakiś wyjątkowy sentyment i cześć okazywana tym, którzy odeszli.
Dla kogoś postronnego, kto należy do świata współczesnego Zachodu, w którym zanika poczucie transcendencji, w którym sekularyzm staje się chlebem powszednim, jeśli życie bez Boga w ogóle może być chlebem, nas coś trzyma przy wierze i nie pozwala wyrwać tych korzeni, które od ponad tysiąca lat wrosły w polską ziemię. Korzeni tych nie naruszył ani potop szwedzki, ani rozbiory, ani najazd sowiecki. A choć dziś renegaci komunizmu hardo podnoszą głowy i wzorem swoich fałszywych idoli wydaja walkę kościołowi, to wiemy, że nasza wiara jest silniejsza, że nie ulegniemy, bo właściwie w imię czego? Kim jest ten, który bluźni i złorzeczy? Co dobrego dla nas zrobił?
Pamięć tych, którzy odeszli obejmuje naszych bliskich, przyjaciół, ale także rodaków, zwłaszcza tych, których życie było wyznaczone przez miłość do Boga i ojczyzny. W ten sposób nasza żywa pamięć sięga aż po powstańców listopadowych, po powstańców styczniowych, po tych, którzy polegli w czasie obu wojen, w roku 1920, którzy byli ofiarami zbrodniczego komunizmu, którzy zginęli w Katyniu, którzy zginęli w Smoleńsku. Ta pamięć nie jest zabarwiona bezsilnością, ani rozpaczą. Dzięki wierze nasze uczucia ze słabości przeradzają się w moc, a moc dodaje nam sił, by żyć teraz i ku przyszłości. Bo wiemy, że bez pamięci, bez należnej bohaterom czci i szacunku, bez publicznej manifestacji naszej postawy, nie mielibyśmy sił, by trwać na straży naszego dziedzictwa. Oni, ci, którzy odeszli, dodają nam sił.
Dzięki nim wiemy, że życie nie może sprowadzać się do błahostek, lecz musi posiadać swoje ideały, które wyrastają ze świadectwa i cierpienia, prawdziwego cierpienia i szczerego świadectwa tych, którzy nie tylko ginęli, ale ginęli w straszliwych mękach, gdy próbowano podeptać ich godność i godność polskiego narodu. Zbyt wiele ofiar pochłonęły polskie dzieje, by nie oglądać się na zadania, które również w dzisiejszym świecie stawia przed nami Bóg.
Gdy nie umiemy słuchać żywych, musimy słuchać umarłych, pomodlić się przy ich grobach, może uronić łzę, ale musimy, bo to jest w nas, coś co każe nam pilnować tradycji przodków i tradycję tę przekazywać kolejnym pokoleniom. I przez to świętych obcowanie znowu czujemy, że jesteśmy narodem, wiernym Bogu, na zawsze.
Artykuł z miesięcznika „w Naszej Rodzinie”
