Ziemia nadal drży w Japonii
Nawet ponad 10 tys. ofiar śmiertelnych, tysiące rannych, zniszczona
infrastruktura i straty rzędu dziesiątków miliardów dolarów – to dotychczasowy
rezultat piątkowego trzęsienia ziemi w Japonii i wywołanej nim fali tsunami.
Służby ratownicze ciągle poszukują tysięcy zaginionych, wśród których są także
Polacy. W czasie gdy w północno-wschodniej części kraju trwa akcja ratunkowa,
specjalne jednostki kontrolują stan elektrowni jądrowych, które zostały
uszkodzone na skutek działania żywiołów. Najbardziej niepokojąca sytuacja panuje
w elektrowni Fukushima. Wszystko wskazuje na to, że na skutek awarii systemu
chłodzenia stopił się rdzeń w reaktorze.
Oficjalne policyjne dane mówią o śmierci lub zaginięciu około 3 tys. osób. W
samych tylko prefekturach Miyagi i Iwate służby ratunkowe odnalazły już ponad
600 ciał. Na kolejnych ponad 200 zwłok natrafiono w mieście Higashimatsushima.
Tymczasem lokalne władze w dalszym ciągu nie mogą skontaktować się z
dziesiątkami tysięcy osób. – Nie mam wątpliwości, że w najbardziej dotkniętej
kataklizmem prefekturze Miyagi bilans przekroczy 10 tys. zabitych – powiedział w
telewizji NHK szef policji tego regionu Naoto Takeuchi. Wczoraj NHK
poinformowała, że w dalszym ciągu nie można się doliczyć 9,5 tys. mieszkańców
17-tysięcznej miejscowości portowej Minamisanriku. Wśród poszukiwanych jest 40
Polaków, z którymi do tej pory nie udało się nawiązać kontaktu. Jak informuje
MSZ, pięcioro Polaków spośród tej liczby znajdowało się w regionie
bezpośredniego zagrożenia skutkami trzęsienia ziemi. Ponad 30 z tych osób jest
"raczej bezpiecznych". – Przede wszystkim szukamy w porozumieniu z władzami
japońskimi 5 Polaków, którzy byli w regionie najbardziej dotkniętym przez
tsunami, czyli na północy wyspy Honsiu. Na tym skupiają się najbardziej prace
naszych konsulów – oświadczył Marcin Bosacki, rzecznik Ministerstwa Spraw
Zagranicznych.
W związku z dużo większą skalą zniszczeń, niż początkowo zakładano, rząd w Tokio
zdecydował wczoraj o wysłaniu w miejsca najbardziej poszkodowane kolejnych 35
tys. przedstawicieli sił samoobrony. Korpus wesprze 65-tysięczną ekipę pracującą
od soboty w poszukiwaniu żywych. Minister obrony Toshimi Kitazawa nazwał to
największą operacją tych sił w historii. Pomoc Japonii zaoferowało prawie 70
państw i kilka organizacji międzynarodowych. Od soboty na miejsce dotknięte
katastrofą przybywają kolejne ekipy ratunkowe, do których dołączyli wczoraj
m.in. Chińczycy, Niemcy, Szwajcarzy i Amerykanie. Do północno-wschodnich
wybrzeży Japonii dotarł także amerykański lotniskowiec USS Ronald Reagan, który
– jak podkreślił ambasador USA w Japonii John Roos – będzie transportował
personel i sprzęt ratunkowy, korzystając z amerykańskich baz wojskowych leżących
na wyspie Honsiu.
Zagrożenie atomowe nadal istnieje
Jak poinformował wczoraj rzecznik japońskiego rządu Yukio Edano, w elektrowni
atomowej Fukushima I, która znajduje się ok. 240 km na północ od Tokio, może
dojść do kolejnego wybuchu. – Nie możemy wykluczyć, że w pobliżu reaktora nr 3
może dojść do wybuchu wywołanego nagromadzeniem wodoru – powiedział Edano. Do
uszkodzonego reaktora, w którym potwierdzono awarię systemu chłodzącego,
wprowadzono świeżą porcję wody z dodatkiem kwasu borowego, aby go schłodzić.
Rzecznik podkreślił, że mimo tych wysiłków rdzeń reaktora może się częściowo
stopić, co jest jego zdaniem "wysoce prawdopodobne". – Ponieważ [rdzeń] znajduje
się wewnątrz reaktora, nie sposób tego bezpośrednio stwierdzić, jednak
zakładamy, że mogło dojść do częściowego stopienia się rdzenia – powiedział
Edano. Tymczasem jak podkreśla agencja AP, całkowite stopienie się rdzenia
uwolniłoby uran i niebezpieczne produkty uboczne, które mogą stanowić poważne
zagrożenie dla zdrowia. Agencja Kyodo poinformowała też o utracie chłodzenia
również w reaktorze nr 6.
Zarządzająca elektrownią Fukushima I firma TEPCO podkreśla, iż poziom
promieniowania na jej terenie przekroczył dopuszczalny limit. Jak twierdzi
japońska Agencja Bezpieczeństwa Jądrowego i Przemysłowego (ABJiP),
napromieniowanych mogło zostać nawet 160 osób. Dotychczas objawy pojawiły się u
dziewięciu osób, zaś zdaniem Kyodo u piętnastu. Do niedzielnego poranka z
terenów otaczających elektrownie Fukushima I oraz II ewakuowano około 200 tys.
mieszkańców.
Po zamknięciu elektrowni jądrowych w całej Japonii zaczyna brakować prądu. Media
apelują więc do firm i mieszkańców, by oszczędzali energię elektryczną i nie
włączali komputerów ani telewizorów. Minister gospodarki, handlu i przemysłu
Banri Kaieda ostrzegł, iż mieszkańcy wschodniej i północno-wschodniej części
kraju powinni być przygotowani na planowane przerwy w dostawach prądu, które
będą trwały około trzech godzin dziennie. W związku z uszkodzeniem elektrowni
atomowej Japonia zwróciła się już do Rosji z prośbą o zwiększenie dostaw
surowców energetycznych, by zminimalizować skutki ich niedoboru. Jak podkreślił
cytowany przez agencję ITAR-TASS wicepremier Igor Sieczin, "w chwili obecnej
istnieje możliwość dostarczenia w razie pilnej potrzeby do Japonii do 150 tys.
ton skroplonego gazu ziemnego (LNG), jak też zwiększenia dostaw węgla".
Zmieniona oś Ziemi
Siła piątkowego trzęsienia ziemi w północno-wschodniej Japonii była znacznie
większa, niż początkowo szacowano. Japońska Agencja Meteorologiczna ogłosiła
wczoraj, że wynosiła nie – jak początkowo oceniano – 8,8, ale aż 9 stopni w
skali Richtera. Tym samym było to jedno z największych udokumentowanych trzęsień
ziemi w historii świata. Różnica 0,2 w skali Richtera oznacza olbrzymie
zwiększenie energii trzęsienia. Dla przykładu była ona aż o blisko 45 razy
większa niż trzęsienia w Japonii z 1923 roku, które miało 8,3 stopnia w skali
Richtera i około 1450 razy większa od trzęsienia w Kobe z roku 1995, gdzie
trzęsienie miało siłę 7,3 stopnia. Ponadto dokonane przez naukowców analizy
piątkowego wstrząsu wykazały, że spowodował on widoczne zmiany fizycznych
parametrów kuli ziemskiej. I tak na przykład największa japońska wyspa Honsiu
uległa przesunięciu o 2,4 metra, a oś obrotu naszego globu zmieniła położenie o
blisko 10 centymetrów, co po raz ostatni zdarzyło się 51 lat temu, podczas
katastrofy sejsmicznej w Chile. Takie przesunięcie może z kolei prowadzić do
częstszych kataklizmów naturalnych.
W Japonii nadal dochodzi do silnych wstrząsów wtórnych, które wywołują panikę
wśród ludności. Japońska Agencja Meteorologiczna informuje, że
prawdopodobieństwo wystąpienia wstrząsów mocniejszych niż 7 stopni w skali
Richtera będzie bardzo wysokie aż do środy. Jest to spowodowane miejscem
powstania trzęsienia ziemi na granicy płyt tektonicznych. Począwszy od
przedpołudnia 13 marca, przez trzy kolejne dni prawdopodobieństwo wystąpienia
wstrząsów wtórnych o sile powyżej 7 stopni wynosi aż 70 proc., a od 16 marca
ryzyko wystąpienia wstrząsów przez kolejne 3 dni wynosi 50 procent. Tymczasem
amerykańska państwowa służba geologiczna USGS odnotowała już od piątku 25
wtórnych wstrząsów o sile co najmniej 6 stopni w skali Richtera i ponad 150
wstrząsów słabszych.
W piątek północno-wschodnią Japonię nawiedziło największe trzęsienie ziemi od
140 lat. Epicentrum znajdowało się u wschodnich wybrzeży wyspy Honsiu, na której
leży również Tokio. Wstrząsy o sile 9 stopni w skali Richtera wywołały olbrzymią
falę tsunami, która miejscami osiągała wysokość 10 metrów, zmiatając z
powierzchni budynki oraz samochody. Trzęsienie to zostało zakwalifikowane na
czwartym miejscu pod względem siły kataklizmu, licząc od 1900 roku. Silniejsze
było jedynie trzęsienie ziemi w Chile z roku 1960, które osiągnęło olbrzymią
siłę 9,5 st. w skali Richtera. Kolejne było trzęsienie w 1964 roku, do którego
doszło na Alasce, a którego siła wyniosła 9,2 st., następnie trzęsienie ziemi na
Sumatrze z 2004 roku o sile 9,1 st. i z 1952 roku na Kamczatce, które miało siłę
identyczną z piątkowym.
Japonia jest położona na tzw. pacyficznym pierścieniu ognia, obszarze o dużej
aktywności sejsmicznej i wulkanicznej. Pierścień ten rozciąga się od Nowej
Zelandii po Japonię, Alaskę oraz zachodnie wybrzeże Ameryki Północnej i
Południowej.
Marta Ziarnik
