Żeby Polska była Polską
Najtrudniej jest odpowiadać na proste pytania własnych dzieci. I oto mój
Filip – rocznik 1980, pokolenie "Solidarności" i pokolenie JPII – zapytał mnie
zupełnie niedawno: "Tata, czy o taką Polskę walczyłeś? Czy za taką Polskę
siedziałeś tyle lat w więzieniu?". Nigdy wcześniej nie zapytał mnie o to tak
dosłownie, widać to pytanie dojrzewało w nim od dawna, chociaż wcześniej pytał
mnie o wiele różnych i trudnych spraw. Teraz obaj patrzyliśmy ze zgrozą, jak pod
krzyżem przy Pałacu Prezydenckim pałkarze z warszawskiej straży miejskiej bez
litości atakują i biją bezbronnych ludzi, traktują ich gazem, wykręcają ręce
osobom starszym, zakuwają w kajdanki. Obrońcy krzyża jako broń mieli jedynie
słowo i modlitwę, a skandowanie: "gestapo", "hańba", "ZOMO", było echem wydarzeń
ze stanu wojennego.
Jan Pietrzak w tych dniach odwiedził Muzeum – Izbę Pamięci Pułkownika
Kuklińskiego i znamiennie wpisał się do honorowej księgi pamięci: "Panie
Pułkowniku – coraz trudniej nam śpiewać, żeby Polska była Polską. Ale staramy
się nadal!". Ten zapis to swoista kwintesencja tego, czym jest Rzeczpospolita w
sierpniu 2010 r., kiedy mija dokładnie trzydzieści lat od tamtego sierpnia 1980
roku. Wtedy właśnie i w dekadzie strasznych lat 80. XX wieku piosenka Pietrzaka
stała się nieformalnym hymnem narodowym, hymnem "Solidarności", tak jak
nieformalnym hymnem były niegdyś "Boże, coś Polskę" oraz "Pierwsza Brygada".
"Żeby Polska była Polską" jest wciąż aktualna, bo odwołuje się do prostych prawd
i wartości ważnych dla każdego Polaka, utożsamia się z samą istotą naszej
Ojczyzny, ale zarazem jest ważnym znakiem sprzeciwu. Sprzeciwu wobec tego, co
dla Polaków jest złem, co Polsce jest wrogie, co Polski jest zaprzeczeniem. Nie
jest też przypadkiem, że zakazana przez PRL i komunę piosenka "Żeby Polska była
Polską" była zwalczana również przez polityków Unii Wolności, Platformy
Obywatelskiej czy wpływowe media z TVN i "Gazetą Wyborczą" na czele.
Trzydzieści lat od sierpnia 1980 r. w wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej
nastąpiła – tak jak za komuny – alienacja polityczna, czyli wyobcowanie się
władzy, odcięcie się od społeczeństwa. Co gorsza, z winy kolejnych rządów –
także rządu premiera Tuska – obywatele nie utożsamiają się z własnym państwem.
Kolejne wybory i towarzysząca im minimalna frekwencja są tylko jednym z bardzo
wielu dowodów na to. Według najnowszych badań CBOS z połowy sierpnia 2010: "W
ciągu ostatniego miesiąca wyraźnie pogorszyła się ocena sytuacji w kraju. Prawie
połowa Polaków (47 proc.) jest zdania, że przemiany zmierzają w złym kierunku.
To o 12 proc. więcej niż w podobnym badaniu CBOS z lipca br. Jednocześnie
wyraźnie spadł odsetek osób zadowolonych, dziś jest ich 35 proc., o 9 mniej niż
w lipcu. Najbardziej w ostatnich tygodniach rozczarowali Polaków politycy. Tylko
15 proc. badanych osób pozytywnie ocenia ich działania. Najwięcej przybyło
respondentów krytycznych właśnie w tej sferze życia, dziś jest ich 41 proc.,
czyli o 15 proc. więcej niż przed miesiącem. Sytuacja gospodarcza w kraju jest
dobra tylko w ocenie 22 proc. osób (6-procentowy spadek). Ponad 1/3 Polaków (34
proc.) twierdzi, że z gospodarką jest źle, ale najwięcej jest osób o neutralnej
opinii na ten temat (39 proc.).
Trzydzieści lat od tamtego gorącego sierpnia 1980 r. państwo polskie ponownie
staje się wrogie i nieżyczliwe wobec swoich obywateli. Zwykli Polacy – tak jak
za PRL – coraz częściej są poniewierani przez tych, którzy powinni im pomagać i
służyć. W wyniku politycznej selekcji negatywnej rządy nad Polakami przejmują
miernoty, ludzie niekompetentni, często skorumpowani. Nigdy dotąd w całej
historii Polski, nawet za komuny, nie było takiej armii urzędników.
Wszechogarniająca biurokracja coraz bardziej zaciska pętlę na szyi zwykłych
Polaków – już prawie nic nie da się normalnie załatwić, wszędzie najpierw
odmowa, a potem można pisać odwołanie do bezdusznych, szkodzących państwu i
społeczeństwu urzędników. W labiryncie często bzdurnych i wykluczających się
przepisów Polacy tracą bezproduktywnie swoją energię, inicjatywę i czas. Miara
czasu to nie tylko rocznice, w tym 30. rocznica sierpnia 1980 roku.
W normalnie funkcjonującym państwie czas jest wartością najcenniejszą, więc
urzędy starają się podejmować decyzje jak najszybciej. W sytuacjach
konfliktowych sądy rozstrzygają spory między obywatelem a administracją w tempie
– jak na polskie warunki – ekspresowym. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych trwa
to około miesiąca. W Polsce jest zupełnie odwrotnie. Procedury i przepisy
pochodzą jeszcze z czasów PRL. Mówią one, że obywatel jest wrogiem! Jeśli mamy
30 dni na rozstrzygnięcie, to będziemy to robić przez 30 dni i jeszcze przez 30
następnych, bo każdy przypadek można uznać za szczególny, a wtedy okres
wyczekiwania można wydłużyć. Praktyka jest taka, że najlepiej obywatelowi
odmówić, niech się odwołuje, skarży i przechodzi całą tę gehennę, aż mu się
znudzi. Pod tym względem do normalności nam, niestety, bardzo daleko. Arogancja
władzy w Polsce pojawia się na każdym kroku.
Od polskiego sierpnia 1980 r. mija 30 lat, jesteśmy na przełomie dwóch
tysiącleci, na przełomie XX i XXI wieku, na przełomie dwóch cywilizacji:
technologicznej i obyczajowej. Tak naprawdę minęła nie epoka, ale kilka epok!
Nie ulega wątpliwości, że stopa życiowa Polaków jest obecnie wyższa niż
kiedykolwiek w ciągu ostatnich 300 lat, a w ciągu ostatnich 30 lat wyrosło
najmłodsze pokolenie Polaków, które ma taką wiedzę, jakiej nie mieli ich
ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie. To wszystko prawda. Ale prawdą jest
również, że to ciągle nie jest Polska naszych marzeń, to ciągle nie jest Polska
na miarę swoich potencjalnych możliwości, to ciągle jest Polska zmarnowanych i
marnotrawionych szans. To Polska skorumpowana, złodziejska, nieuczciwa. Polska
agentury, nikczemników i manipulatorów. To Polska dokładnie taka, jak w
przejmująco mądrym wierszu "Cóż to za kraj", którego autorką jest Teresa Paryna:
Tu o sprawiedliwość
Kamienie wołają.
Tu spryt się nagradza,
A wyszydza prawość.
Tu depcze się prawdę
I krzyżuje świętość.
Tu kpi się z proroków,
Patriotów i mędrców.
Tu dużo się krzyczy, a robi niewiele.
Tu wyznaje się Boga jedynie w kościele.
Tu podcina się skrzydła
Wielkim ideałom.
Tu życie poświęcić
– to jeszcze za mało!
Tu honor, wstyd,
Dumę odesłano w baśnie.
– A cóż to za kraj jest?
A to Polska właśnie.
Józef Szaniawski
