Zasada domina
Fundamentalna ustawa, która dotyczy mediów elektronicznych w Polsce, to ustawa o radiofonii i telewizji uchwalona przez Sejm I kadencji 29 grudnia 1992 roku. Ustawa ta – kilkakrotnie w międzyczasie nowelizowana – dała podstawy prawne do tworzenia komercyjnych mediów prywatnych, a polski rynek mediów elektronicznych stał się dzięki niej jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków medialnych w Europie. Pozostaje otwarta odpowiedź na pytanie, czy pod rządami tej ustawy nasz rynek mediów elektronicznych rozwija się zgodnie z interesem społecznym i czy nie dochodzi do zjawisk patologicznych.
Ustawa o radiofonii i telewizji zlikwidowała tzw. Radiokomitet, czyli Komitet Polskie Radio i Telewizja uznawany za symbol peerelowskiej propagandy. W to miejsce utworzyła media publiczne: Telewizję Polską SA, w 100 proc. spółkę Skarbu Państwa, oraz Polskie Radio SA, również ze 100-procentowymi udziałami Skarbu Państwa. Z byłych oddziałów regionalnych Polskiego Radia zostało zaś utworzonych 17 oddzielnych spółek regionalnych radia publicznego będących również w 100 proc. własnością Skarbu Państwa. Została powołana do życia Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która ma sprawować pieczę nad ładem medialnym w Polsce. Jej członkowie wybierani są przez Sejm, Senat i prezydenta RP. Ten organ konstytucyjny ma prawo wydawania koncesji, a więc w uzgodnieniu z innymi instytucjami państwowymi gospodaruje częstotliwościami w Polsce i udziela prawa do emisji programu radiowego lub telewizyjnego o zasięgu ogólnokrajowym lub lokalnym.
KRRiT powołuje władze w mediach publicznych, a więc w Polskim Radiu i Telewizji Polskiej oraz w regionalnych spółkach radiowych. Wybiera rady nadzorcze w tych mediach, a te z kolei wyłaniają zarządy, które zajmują się bezpośrednim kierowaniem tymi instytucjami. Zarządy spółek medialnych obsadzają stanowiska dyrektorów i redaktorów, którzy mają bezpośredni wpływ na to, co słuchamy i oglądamy. Został zatem stworzony układ, który obrazowo można porównać do klocków domina. Wprawiony w ruch pierwszy klocek (decyzja o tym, kto ma zasiadać w KRRiT) popycha drugi, ten zaś następny, następny – kolejny i tak dalej. W ten sposób działa zasada domina, w świetle której układ polityczny i partyjny jest przenoszony na system medialny w Polsce. Zasada domina w majestacie prawa legitymizuje praktykę upolityczniania i upartyjniania mediów publicznych, dlatego nie bez przyczyny niektórzy krytycy tej zasady przyrównywali KRRiT do „Biura Politycznego” mediów elektronicznych w Polsce.
Dzięki zasadzie domina na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat doszło do dominacji środowisk postkomunistyczno-lewicowo-liberalnych w obszarze mediów elektronicznych w Polsce. Te środowiska, korzystając ze wsparcia okopanych od czasów PRL fachowców, tworzyły system medialny w III RP zgodnie z własnymi interesami partyjnymi, politycznymi i biznesowymi. Dzieliły się wpływami w mediach publicznych, miały decydujący wpływ na proces koncesyjny i rozdział częstotliwości. Decydowały o tym, które stacje radiowe i telewizyjne działają dziś na polskim rynku, a realizowana przez Radę polityka audiowizualna preferowała opcję lewicowo-liberalną z odcieniem laickim, dyskryminowała zaś podmioty katolickie, jak choćby przez lata Radio Maryja, czego dowodem był raport Najwyższej Izby Kontroli w tej sprawie.
Środowiska lewicowe, liberalne i postkomunistyczne, dysponując wpływami w KRRiT, selektywnie korzystały z uprawnień kontrolnych, były spolegliwe w tych postępowaniach, które mogły zaszkodzić ich interesom (np. kary dla nadawców, którzy ewidentnie naruszali ustawę i zapisy koncesji, na podstawie której działali), a gorliwi w zwalczaniu nadawców z jakichś powodów dla nich niewygodnych. Obecnie KRRiT liczy 5 członków. Wszyscy są kojarzeni z byłą koalicją PiS – Samoobrona – LPR. Lecz dzisiejsza rola KRRiT jest znacznie mniejsza, bo został już rozstrzygnięty ład medialny i w znacznej części działalność Krajowej Rady ogranicza się do wyboru rad nadzorczych w mediach publicznych.
Globalizacja i komercjalizacja
To jest płaszczyzna polityczna obowiązującej w Polsce ustawy o radiofonii i telewizji. Pojawiające się sygnały o pomysłach likwidacji KRRiT, a także abonamentu radiowo-telewizyjnego, z którego w znacznym stopniu są finansowane media publiczne, nie powinny oznaczać wylewania dziecka z kąpielą. Polsce jest potrzebna nowa całościowa regulacja rynku mediów elektronicznych, która będzie przystawała do realiów współczesnych. Obecne państwa mają ograniczony wpływ na ponadnarodowe procesy globalizacyjne czy szaloną megakomercjalizację telesektora informatycznego, który jest kontrolowany na naszej planecie przez kilku multinarodowych graczy. Stąd dalekosiężnie myślące kraje europejskie tworzą odpowiednie warunki do budowania silnych telewizji publicznych, które są pewnym standardem, z którym musi korespondować działalność mediów komercyjnych w danym kraju.
W czasach PRL mieliśmy faktyczny monopol informacyjny i medialny państwa komunistycznego. Na początku lat 90. nastąpiła tzw. pluralizacja rynku mediów, ale w tej chwili mamy do czynienia z procesami kartelizacji i konsolidacji podmiotów działających na rynku mediów i budowania monopoli czy quasi-monopoli. A więc nie mamy w Polsce przepisów dekoncentracyjnych czy demonopolizacyjnych, które w krajach Unii Europejskiej są jednym z istotnych fundamentów budowania ładu medialnego w danym kraju. Wystarczy wspomnieć o Francji czy Niemczech. Innymi słowy, regulator, czyli państwo, unika takiej sytuacji, żeby istniała prawna możliwość nieograniczonej działalności mediów i stwarza pewne zasady i reguły dla funkcjonowania rynku medialnego na swoim obszarze. Robi tak dlatego, ponieważ w złych regulacjach dostrzega zagrożenie dla swobód obywatelskich, dla prawa obywatela do rzetelnej informacji, dla pluralizmu opinii publicznej. I z tego punktu widzenia dba o to, żeby ten rynek mediów był dostępny dla – przynajmniej teoretycznie – różnych organizacji medialnych i korporacji, które powinny ten ład czy pluralizm medialny budować. W Sejmie podejmowane były próby uregulowania tej kwestii – natychmiast ośmieszane jako sprzeczne z wolnym rynkiem. W Polsce żeruje się na pewnej nieświadomości opinii publicznej i mówi się, że rynek medialny trzeba całkowicie otwierać.
Media publiczne
Tymczasem większość dyskusji o mediach w Polsce dotyczyła tego, jak sprywatyzować telewizję publiczną, jak ją zlikwidować i podzielić rynek oraz jej ogromny potencjał i bazę produkcyjną wraz z będącymi narodowym dobrem archiwami dokumentującymi współczesną historię Polski. Jedni mówili, że telewizja jest komunistyczna, więc trzeba ją zniszczyć i skomercjalizować, inni twierdzili, że publiczny nadawca z natury rzeczy sprzeciwia się wolnemu rynkowi. Lecz jedni i drudzy uważali, że należy ją skomercjalizować i oddać cały polski rynek telewizyjny kapitałowi prywatnemu. I tak naprawdę tłem afery Rywina, która najlepiej odzwierciedlała patologie tak zwanej III RP, był problem prywatyzacji 2 Programu Telewizji Polskiej. Poszukiwano więc koncepcji, jak w inny sposób pozyskać ogólnopolską telewizję przez jeden silny koncern medialny działający w Polsce, który wydaje liczący się dziennik, ma sieć stacji radiowych i potrzebuje kolejnej „nogi” – telewizyjnej, niezbędnej, żeby zmonopolizować rynek reklam w Polsce, by uzyskać jeszcze większe wpływy i jeszcze większe zyski z reklam.
Niestety, jesteśmy świadkami wielkiej bitwy o wieżę telewizyjną. Przypomnijmy, że w styczniu 1991 r., podczas odzyskiwania wolności przez Litwę, miała miejsce słynna i krwawa bitwa o wieżę telewizyjną w Wilnie, ponieważ ta telewizja była najważniejszym instrumentem władzy państwowej. Bitwa o wieżę była tak naprawdę bitwą o suwerenność narodową, o wyzwolenie się z sowieckiego jarzma.
W Polsce toczy się spór nie tylko o wieżę telewizyjną, czyli o telewizję publiczną, ale również o duże radio publiczne i spółki regionalne. Trzeba też wspomnieć, że do dzisiaj nie zostały wypracowane mechanizmy, które nadawałyby standardy, ochronę i gwarancję spełniania misji przez te media.
Nie mamy nawet takich rozwiązań jak francuskie (a przecież ustrój mediów elektronicznych w Polsce z KRRiT jako regulatorem jest ściśle wzorowany na modelu francuskim), w których rzetelnie rozlicza się media publiczne, przyznając środki z abonamentu w zależności od stopnia wywiązywania się z pełnionej misji. Wówczas media publiczne, które korzystają ze środków publicznych, wiedzą, że aby dostać środki finansowe, muszą wykazać się tym, że realizują zapisane w ustawie zadania misyjne, np. nie tylko w aspekcie ilościowym, ale również w aspekcie czasu emisji (np. otrzymają mniej funduszy ze środków abonamentowych, w sytuacji gdy koncert muzyki poważnej czy wartościowy film dokumentalny emitowany był o 2.00 w nocy.). Może to nie jest system doskonały, ale znacznie lepszy od tego, który funkcjonuje w Polsce. I takich rozwiązań szczegółowych – polegających chociażby na wzmocnieniu kontroli czynnika społecznego, czyli wyposażeniu rad programowych w mediach publicznych, które w tej chwili są de facto ciałami fasadowymi, w większe i realne kompetencje do opiniowania programu – nadal brakuje.
Konkludując, wypada podkreślić, że Polsce są obecnie potrzebne nowe, całościowe i przystające do realiów współczesności regulacje dotyczące telesektora informacyjnego.
