Zanim pobiegniemy za orkiestrą

Minęły już świąteczne dni, usytuowane jeden koło drugiego za sprawą
podtrzymania przez "pierwszego niekomunistycznego premiera", któremu niedawno
urządzono jubileusz z powodu 85 lat trwania w "postawie służebnej", święta
naszych okupantów, przypadającego 1 maja. Z tej okazji ideowe i fizyczne
potomstwo kolaborantów demonstrowało w stolicy naszego nieszczęśliwego kraju
pragnienie ponownego wstąpienia w służbę i zluzowania kolaborantów
kolaborujących obecnie.

Na skutek zbiegu tych świąt uroczyste deklamacje w dniu 3 maja w wykonaniu
kolaborantów wyznaczonych przez okupantów aktualnie nie wypadły przekonująco.
Nie trzeba bowiem specjalnej spostrzegawczości, by zauważyć, że nasi okupanci
poważnie zastanawiają się nad zrobieniem podmianki na politycznej arenie – i
tylko jeszcze nie zdecydowali, na których małpiszonów tym razem postawić. W tej
sytuacji każdy małpiszon pragnie jakoś się umizgać i pewnie dlatego prokuratura
"przekonała" niejakiego "Patyka", by zeznał, że przyczyną śmierci generała
Papały był błąd kierowcy. W oczekiwaniu zatem na tę decyzję możemy przyjrzeć się
przygotowaniom do pozbawionego sensu widowiska, pretensjonalnie nazwanego Euro
2012.

Ja oczywiście wiem, że pisząc o bezsensownym widowisku, narażam się milionom
ludzi uważających wkopywanie wypełnionego powietrzem skórzanego pęcherza do
drewnianych bramek za bardzo ważne wydarzenie, ale cóż poradzę, skoro ja tak nie
uważam? Oczywiście rozumiem, że w celu lepszego zrobienia ludziom wody z mózgu
macherzy z przemysłu rozrywkowego wykombinowali sobie takie widowiska i ciągną z
tego grubą forsę, a nasi okupanci też zacierają ręce na widok wciągania milionów
ludzi w przeżywanie rzeczywistości podstawionej. Kiedy bowiem ludzie "biegną za
orkiestrą, co gra capstrzyk królom", to ani im w głowie przeciwko nim się
buntować, nawet gdyby ci zdzierali z nich skórę bez znieczulenia. Jest to
oczywiście obrzydliwa manipulacja, ale inaczej chyba być nie może. Nie mam tedy
nic przeciwko temu, dopóki nie są w tym celu angażowane pieniądze podatkowe – a
w tym przypadku niestety są, i to potężne. Weźmy taki Stadion Narodowy w
Warszawie. Bóg jeden wie, ile to koromysło naprawdę kosztowało, kto się przy tym
nakradł i na jakie sumy – bo że bez tego się nie obyło, to chyba rzecz pewna? –
a słychać, że mają znowu malować murawę, czy może ponownie ją układać. Skoro
tak, to najwyraźniej jakiś gangster musiał zostać przy rozdziale łupów pominięty
i teraz na gwałt trzeba wymyślić jakiś pretekst, by jego uczestnictwu w rabunku
nadać pozory legalności. Po to właśnie nasi okupanci aranżują tę całą polityczną
arenę, te wszystkie "panie ministry" i pozostałą menażerię, która uwija się przy
wymyślaniu kolejnych uzasadnień rabunku obywateli. Nie bez powodu ślepy los
wybrał na miejsce tego widowiska nasz nieszczęśliwy kraj i Ukrainę. Zarówno
jeden, jak i drugi naród jest potwornie zakompleksiony, więc obydwa gotowe są
zastawić się, byle tylko dogodzić własnym wyobrażeniom o tym, jak w takim, dajmy
na to, Paryżu, Londynie czy innym Berlinie tubylcy będą ich postrzegać.
Tymczasem wygląda na to, że cały pogrzeb na nic, bo z powodu "sadystów", którzy
poturbowali w turmie Julię Tymoszenko, paryscy, londyńscy, berlińscy, a nawet
moskiewscy Umiłowani Przywódcy wypinają się na Ukrainę i zapowiadają bojkot
imprezy. Zaniepokojeni tym w najwyższym stopniu ukraińscy macherzy dopraszają
się łaski, by skoro już postanowili bojkotować, to niech bojkotują "sadystę"
Janukowycza, ponieważ bojkot igrzysk "uderzyłby" w Ukraińców. Chodzi o to, że
tamtejsi kolaboranci odebrali im co najmniej 10 miliardów dolarów na tę imprezę
i nawet większą część tej sumy zdążyli ulokować w rajach podatkowych – no ale
gdyby rozgrywki na Ukrainie zostały odwołane, to właściwie co? Czy kolaboranci
zwróciliby Ukraińcom te pieniądze? A jużci! Co upadło, to przepadło, podobnie
jak u nas – i dlatego właśnie zarówno nasi okupanci, jak i kolaboranci aktualni
i kolaboranci in spe odczuwają w związku z tym takie podniecenie.

 

Stanisław Michalkiewicz

drukuj