Zamachy na Ukrainie, ostrzeżenia w Polsce
Kilka godzin przed zamachem w Dniepropietrowsku polski minister
nadzorujący specsłużby Jacek Cichocki stwierdził, że Stadion Narodowy nie jest
przystosowany do meczów o podwyższonym ryzyku. Ale prawdziwą beztroskę ministra
ukazują jego słowa: "Naprawdę nie straszyłbym tym Euro za bardzo". Kilka godzin
później doszło do wybuchów w mieście zapasowym turnieju. Nawet ukraińscy
komentatorzy ocenili, że wybuchy są wymierzone w Euro 2012.
Tymczasem przedstawiciele rządu Donalda Tuska nabrali wody w usta. Po kilku
dniach w głównych mediach twierdzono, że były to porachunki świata
przestępczego. Oczywiście nie można wykluczyć takiej przyczyny tych ataków.
Zastanawiający jest jednak jeszcze inny fakt. Dokładnie tydzień przed zamachami
na Ukrainie w wywiadzie dla TVP Info były oficer Mosadu Juval Aviv oświadczył:
"Uważam, że terroryści są już w Polsce od jakiegoś czasu. Sprawdzają
lokalizacje, zajmują się logistyką, planowaniem. Euro 2012 to dla nich
potencjalny cel".
Trudno wytłumaczyć zbieżność czasową tego wywiadu z wydarzeniami w
Dniepropietrowsku. Zwłaszcza że po tej wypowiedzi Jacek Cichocki poinformował,
że Polska czasowo przywróci kontrole na swoich granicach. Jednocześnie władze
Warszawy ogłosiły, że zablokują centrum miasta pod pozorem remontów. Przypadek?
Rzadko zdarza się, by osoba z obcych służb specjalnych publicznie zwracała
uwagę, że dane państwo może stać się celem ataku, i w dodatku dzieliła się w
telewizji informacjami operacyjnymi oraz przestrzegała, że służby gospodarzy nie
są przygotowane na zamach. Faktem jest, że polskie władze publicznie nie
przedstawiały takich zagrożeń, nie ostrzegały przed atakami, nie uczulały
mieszkańców na nietypowych turystów itd. Przez miesiące rząd konsekwentnie
przekonywał, że bezpieczeństwo będzie zapewnione.
Propaganda spokoju
W marcu doszło do przecieku ze ściśle tajnego śledztwa prokuratury
apelacyjnej w sprawie tzw. więzień CIA. Informacje o możliwości postawienia
zarzutów byłemu szefowi polskiego wywiadu zwiększają możliwość odwetu. Profesor
Ryszard Machnikowski z Uniwersytetu Łódzkiego, omawiając zamachy we Francji,
stwierdził, że w tym kraju zawiódł system antyterrorystyczny. Tymczasem Polska
nie posiada porównywalnego systemu, a przyjedzie dużo obcokrajowców. Dlatego
istnieje groźba próby "przemycenia do Polski kilku terrorystów".
W dodatku również minister Cichocki ujawnił na początku marca br., że rząd
otrzymał informacje o zagrożeniu terrorystycznym. Nie wykluczył jednak
zagrożenia terrorystycznego w trakcie imprezy: "Docierają do nas sygnały o
ewentualnych zagrożeniach terrorystycznych podczas Euro 2012. Chodzi m.in. o
przejazdy przez teren Polski podejrzanych osób". Cichocki bagatelizował te
doniesienia, gdyż "na razie się nie potwierdziły". Ostatnie wydarzenia w
Dniepropietrowsku udowodniły, jak błędna była "propaganda spokoju" przyjęta
przez rządy obu państw. W tym kontekście alarmistycznie brzmi list otwarty
członków Sekcji Krajowej Pracowników Transportu Lotniczego i Obsługi Lotniskowej
NSZZ "Solidarność" do ministra transportu Sławomira Nowaka. Na kilka tygodni
przed Euro 2012 związkowcy wskazują, że stan bezpieczeństwa na polskich
lotniskach jest "zatrważający". Krytykują przepisy prawa umożliwiające ochronę
lotnisk przez zewnętrzne firmy ochroniarskie. Wcześniej zadania te wykonywali
funkcjonariusze Straży Granicznej i Służby Ochrony Lotnisk. Na absurdalność
sytuacji wskazał szef "Solidarności" w porcie lotniczym w Katowicach: "Według
nowych przepisów ochroniarz, który do południa patrzy na ręce klientom
supermarketu, po południu będzie mógł pilnować bezpieczeństwa w międzynarodowym
porcie lotniczym". Inną zmianą szkodliwą dla bezpieczeństwa lotnisk jest
zastępowanie doświadczonych firm obsługi pasażersko-bagażowej i samolotów przez
nowe, nieprzygotowane, debiutujące spółki. Szef lotniczej "Solidarności" Robert
Siarnowski podał, że pracownicy nowej firmy mieli wbrew procedurom tankować bez
zabezpieczenia jednych ze schodów, podczas gdy pasażerowie wysiadali z pokładu.
Innym razem samolot miał zostać wypchnięty na płytę lotniska mimo braku
łączności z wieżą. W innym porcie niewłaściwie rozłożono ładunek w luku
bagażowym, przez co samolot był źle wyważony, co spowodowało duże problemy
maszyny podczas startu i lotu. Innym problemem jest skandaliczny stan
zabezpieczeń rządowych systemów informatycznych. Udowodniły to ataki hakerskie
przeciw umowie ACTA. Strony rządowe zostały sparaliżowane, a hakerzy ujawnili
również hasła administratorów. Wielu obserwatorów wskazywało, że jest to próba
generalna. Taka sytuacja może powtórzyć się w czasie mistrzostw (w marcu 2012 r.
wykradziono dane ponad tysiąca dziennikarzy z bazy informatycznej klubu Legii).
Te słabe punkty mogą być wykorzystane w potencjalnym ataku terrorystycznym.
Sytuację pogarsza niedostateczne wyposażenie jednostek antyterrorystycznych.
Antyterroryści bez sprzętu
Nawet Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę, że policyjne Biuro Operacji
Antyterrorystycznych (BOA) nie posiada specjalistycznego sprzętu i środków.
Zakupy nowego sprzętu są incydentalne, dopiero po zużyciu starego. W jednej z
jednostek nie działało sterowanie bezprzewodowe do robota pirotechnicznego.
Funkcjonariusze oddziałów szturmowych dysponują różnymi modelami broni. W
dodatku żadna formacja antyterrorystyczna w Polsce nie posiada tzw. mobilnej
platformy szturmowej (tzn. ruchome trapy i drabiny). Taka platforma jest
standardowym wyposażeniem jednostek specjalnych na świecie, wykorzystuje się ją
do uwalniania zakładników.
W dodatku na kilka tygodni przed mistrzostwami było prawie 8 tysięcy wolnych
etatów w policji. Rzecznik MSW zapewnia, że "liczba wakatów nie wpłynie
negatywnie" na bezpieczeństwo Euro. Jednak nawet Marek Biernacki z PO przyznaje,
że "dzieje się coś złego, i to w momencie, gdy przed policją stoi potężne
wyzwanie związane z największą od lat imprezą". Braki kadrowe oznaczają, że
policja nie będzie w stanie realizować wszystkich zadań. Tymczasem na bieżąco
będzie trzeba zapewnić porządek w sytuacji przyjazdu kilkuset tysięcy
zagranicznych kibiców. Problemem są strefy kibica poza stadionami. Nawet
komendant główny policji Marek Działoszyński przyznał, że w strefach kibica
kontrole osób z zakazami stadionowymi będą wyrywkowe. Odpowiedzialność za
zabezpieczenie porządku w tych strefach przesuwał na organizatora. Identyczne
stanowisko prezentował minister Cichocki, który wskazał, że za bezpieczeństwo
odpowiadają władze lokalne i miasta gospodarze mistrzostw. Jednak organizatorzy
stref kibica nie posiadają możliwości identyfikacji kibiców z zakazami
stadionowymi. Brak kadr policyjnych może utrudnić monitorowanie sytuacji i
spowodować spóźnione reakcje na ewentualne bójki poróżnionych kibiców, które
mogą przerodzić się w wielogodzinne starcia uliczne. Potencjalnych zagrożeń jest
mnóstwo, nie muszą wiązać się z tradycyjnym zamachem terrorystycznym, wystarczy
awaria energetyczna lub informatyczna, aby zakłócić imprezę. Nie można również
wykluczyć, że może dojść do prób prowokacji i wywołania zamieszek, jak ostatnio
11 listopada 2011 r., celem skompromitowania Polski na arenie międzynarodowej.
Nie mając dostępu do informacji, trudno ocenić, czy rząd, policja, specsłużby
przygotowały się na inne zagrożenia. Zastanawia też nagła fala dymisji w ABW,
Straży Granicznej i BOA. Dlatego nie wiadomo, czy w rzeczywistości należycie
zabezpieczono mistrzostwa. Istotną rolę kontrolną powinna spełniać opozycja,
która powinna przerwać rządową propagandę sukcesu w sprawie zabezpieczenia
turnieju. Trzeba pamiętać, że Platforma miała prawie pięć lat na właściwe
przygotowanie mistrzostw, zbudowanie infrastruktury, stworzenie systemu
bezpieczeństwa. Rząd Tuska mógł również odwołać się do doświadczeń poprzedniej
ekipy.
Rekomendacje rządu Kaczyńskiego
Warto przypomnieć, że w okresie rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego
przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo spotykali się
cyklicznie, przedstawiali analizy, opracowywali strategię antyterrorystyczną.
Jedną z wartości dodanych tych kilkunastu miesięcy było rozpoczęcie prac nad
przeciwdziałaniem nowym zagrożeniom. Były to tzw. zagrożenia asymetryczne, czyli
np. niekonwencjonalne zamachy terrorystyczne, sztucznie wywołane katastrofy
ekologiczne, budowlane i komunikacyjne, wtórne epidemie i klęski żywiołowe,
niszczenie kulturowych fundamentów państwa, bankructwa lub przejmowanie
strategicznych przedsiębiorstw i całych gałęzi przemysłu, celowe awarie sieci
energetycznych, gazowych, paliwowych, ataki informatyczne itd.
Na przykładzie tworzonej przez ministra Antoniego Macierewicza Służby
Kontrwywiadu Wojskowego mogę stwierdzić, że to właśnie wyśmiewani przez
prorządowe media "harcerze, dziennikarze i leśnicy" wskazywali na liczne luki w
systemie bezpieczeństwa, których wieloletni oficerowie nie potrafili lub nie
chcieli dostrzec. Do tej pory cechą charakterystyczną było umiejscowienie takich
zagrożeń poza granicami Polski. Tymczasem, według niektórych ówczesnych opinii,
w najbliższych latach nasz kraj mógł stać się celem zamierzonego ataku. Dlatego
pierwszoplanowym zadaniem było zbudowanie odpowiedniego systemu ochrony państwa.
Niestety, po wyborach w 2007 r. rząd Platformy nie dość, że przeprowadził
czystkę kadr w specsłużbach, to jeszcze odrzucił rekomendacje rządu
Kaczyńskiego. Przysłowiowa "polityka miłości" zastąpiła realną politykę
bezpieczeństwa. Najbardziej namacalnym przykładem bagatelizowania zagrożeń była
likwidacja w SKW nowo utworzonych jednostek, aż po pion analiz, co jest
ewenementem w skali świata. Nowe kierownictwo służb najwyraźniej uznało, że tępe
stukanie obcasami daje lepsze efekty niż wielogodzinne główkowanie i szukanie
dziury w całym. Przeniosło też do nowej struktury swoje sztampowe nawyki i błędy
odnośnie do pracy umysłowej w służbach specjalnych. Po wyborach w 2007 r.
logiczne rozumowanie było niedowartościowane, stało się wręcz towarem
deficytowym, czego najtragiczniejszym dowodem jest 10 kwietnia 2010 roku.
Piotr Bączek publicysta
Autor był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb
Informacyjnych. Do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz
Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława
Komorowskiego został usunięty z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
