Zakazana Telewizja Trwam
Tak jak i inni zbierałem podpisy do szefa Krajowej Rady Radiofonii i
Telewizji w sprawie koncesji dla Telewizji Trwam. KRRiT postanowiła "naprawić"
dawny błąd, który pozwolił działać coraz bardziej popularnemu Radiu Maryja, i
nie powtórzyć go w przypadku Telewizji Trwam, współpracującej z jego szerokim i
wciąż rosnącym w znaczenie środowiskiem. Oficjalnie zadecydowały "względy
ekonomiczno-finansowe", przyczyna, której nie da się zweryfikować bez
publicznego poznania dokumentacji finansowej innych podmiotów ubiegających się o
koncesję. Sprawdzeniu ulec też musi prawdomówność przewodniczącego Jana Dworaka,
który przekazał informacje o stratach finansowych Telewizji Trwam, czemu
zaprzecza Lidia Kochanowicz z Fundacji Lux Veritatis. Pani dyrektor nazwała
"nadużyciem" twierdzenie Jana Dworaka o przychodach ze zbiórek kościelnych, gdyż
Fundacja nie jest "kościelną osobą prawną".
Sprawa znajdzie się w sądzie. Oczywiście nie wstrzyma to funkcjonowania
multipleksu bez Telewizji Trwam, ale pozwoli przynajmniej prześwietlić proces
przyznawania koncesji i rzuci być może kolejne światło na prawdziwe motywy,
jakimi kierowała się KRRiT, dyskryminując Telewizję Trwam.
Przywoływanie instytucji świeckich, kościelnych i opisanie tego całego wielkiego
ruchu obywatelskiego w kraju i na świecie, jaki wyzwolił się w obronie Telewizji
Trwam, zajęłoby zbyt wiele miejsca, stąd ogólna jedynie ocena ostatniej decyzji
KRRiT.
Gdyby Telewizja Trwam znalazła miejsce na multipleksie wraz z innymi nadawcami,
byłaby, jak to się mówi, "skazana na sukces". Coraz gorszy poziom telewizji
publicznej i banalna oferta programowa pozostałych komercyjnych nadawców na
multipleksie w zestawieniu z dojrzałym, uniwersalnym przesłaniem Telewizji Trwam
dałaby efekt, którego za wszelką cenę chciała KRRiT uniknąć, nieprzychylna
wszystkim inicjatywom, które nie wyrosły z umowy Okrągłego Stołu, a szczególnie
tym związanym z misją Kościoła powszechnego. Takiego ważnego i oryginalnego, a
zarazem perspektywicznego nadawcy nie chcieli też mieć na wspólnym multipleksie
jego użytkownicy (konkurenci), czyli pozostałe telewizje powiązane kapitałowo z
biznesowym establishmentem III RP. Trzeba również pamiętać groźby Jana Dworaka
(w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" z września 2010 roku) odebrania koncesji
Radiu Maryja w związku z podobno nielegalnym nadawaniem reklam. Żaden wcześniej
przewodniczący KRRiT nie wystąpił z tak nieuprawnioną publiczną groźbą, myląc
porządek biznesowy typowy dla komercyjnego nadawcy z funkcją, jaką spełnia
nadawca społeczny odwołujący się w swoim programie do wspierania mediów i
inicjatyw katolickich. Ta ocena Jana Dworaka, dawniej dziennikarza "Przeglądu
Katolickiego" i "Tygodnika Solidarność", wywołała wtedy prawdziwy szok, on wciąż
trwa.
O rosnącej szybko popularności Telewizji Trwam na pierwszym multipleksie
przesądziłyby nie tylko programy religijne, misyjne, papieskie, których nie ma w
takiej ilości w żadnej innej telewizji, ale także, czego – jak należy sądzić –
polityczna na wskroś Krajowa Rada bała się najbardziej: programy informacyjne,
publicystyczne, społeczne i głos opozycji. Tak prezentowany obraz Polski różni
się diametralnie od tego w głównych telewizjach, publicznej i komercyjnych.
Krytyka poczynań władzy, lęk przed prawdą o rzeczywistej sytuacji, w jakiej
znajduje się nasz kraj, strach przed społeczeństwem, które za pomocą
niezależnych od władzy mediów może chcieć się samoorganizować i stawiać opór
niedemokratycznym decyzjom, legły u podstaw prawdziwej przyczyny braku zgody
Krajowej Rady na koncesję dla katolickiej telewizji. A poza tym ta piękna
młodzież w Telewizji Trwam! I ta perspektywa Polski, prawdziwie wolnej!
Jak to jest, że ludzie wywodzący się z tzw. demokratycznej opozycji skupieni
dziś w Platformie Obywatelskiej – partii władzy od lat dominującej na scenie
politycznej (choć o różnych w minionym 20-leciu nazwach) – są zadziwiająco
podobni do tych, z którymi kiedyś walczyli o wolność słowa, pluralizm i
demokrację?
Wojciech Reszczyński
