Z odsieczą Tuskowi
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji będzie mogła zostać odwołana jeszcze w tej kadencji. Stanie się tak, jeżeli przygotowany przez Lewicę projekt zmian w ustawie o radiofonii i telewizji zostanie przyjęty przez Sejm. Na to właśnie prawdopodobnie liczy Platforma Obywatelska, która wstrzymała prace nad przyjęciem sprawozdania KRRiT przez senackie komisje. O przyjęciu lub odrzuceniu parlament zdecyduje na przełomie czerwca i lipca. Do odwołania Rady niezbędna jest zgoda prezydenta. Jeżeli jednak nowela przejdzie, zdanie Lecha Kaczyńskiego nie będzie miało znaczenia.
Sprawozdanie z działalności KRRiT trafia najpierw na posiedzenie Senatu, później jest konsultowane przez Sejm, wreszcie opiniowane przez prezydenta. Od zgody tego ostatniego w przypadku odrzucenia sprawozdania możliwe jest odwołanie członków KRRiT. Dziś wiadomo już, że choć Platforma Obywatelska wraz z koalicyjnym PSL większością głosów negatywnie zaopiniują raport KRRiT, zgody na odwołanie jej członków nie będzie. Chyba że wcześniej Sejm i Senat rzucą „koło ratunkowe” w postaci zgłoszonej w ostatnim tygodniu przez klub Lewicy noweli ustawy o radiofonii i telewizji. Platforma Obywatelska co prawda projekt nazywa niekonstytucyjnym – ale jednocześnie chce rozmawiać o wspólnym głosowaniu w sprawie odrzucenia prezydenckiego weta w przypadku noweli ustawy medialnej. Poparcie dla projektu Lewicy może być więc ceną za „odpowiednie głosowanie”, tym bardziej że zapisy projektu dotyczące możliwości odwołania KRRiT są korzystne z punktu widzenia koalicji rządzącej.
– Jestem przekonany, że Platforma Obywatelska jest w stanie zrobić wszystko, aby tylko zdobyć wpływ na media publiczne. Nie wykluczam więc także takiego scenariusza, w którym będzie próba odłożenia decyzji w sprawie sprawozdania KRRiT w Senacie do czasu, aż uda się PO wspólnie z Lewicą przeprowadzić projektowane zmiany – twierdzi poseł Zbigniew Girzyński (PiS).
Sprawozdanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji trafiło na posiedzenie senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu już 13 maja. Już wówczas PO gwałtownie sprzeciwiła się pozytywnemu zaopiniowaniu sprawozdania przedstawionego przez Witolda Kołodziejskiego, szefa KRRiT, zgłaszając wniosek o rekomendowanie Senatowi odrzucenia wniosku. Kontrpropozycję złożyło PiS, a głosowanie zakończyło się bez rozstrzygnięcia stosunkiem głosów 4:4. W takiej sytuacji bowiem głos przewodniczącego – senatora Piotra Andrzejewskiego, nie ma mocy rozstrzygającej, a do wyrażenia ostatecznej opinii niezbędne jest jeszcze jedno posiedzenie komisji. Jak mówią członkowie komisji, sugerowanym terminem był koniec maja, tak by głosowanie nad sprawozdaniem w Senacie mogło odbyć się już podczas posiedzenia izby w dniach 2-3 czerwca.
– Nie mamy wątpliwości, że wówczas Senat odrzuci sprawozdanie i trafi ono do Sejmu, w którym również głosami Platformy zostanie odrzucone. Ale w obecnej sytuacji niczego to nie zmienia. Niespodziewanie okazało się, że z przyczyn proceduralnych komisja będzie mogła zebrać się dopiero na początku czerwca, wraz z posiedzeniem Senatu. Tempo prac da Platformie i Lewicy jakiś miesiąc na zmiany ustawowe – uważa jeden z członków senackiej komisji.
– Byłoby to „na chama”, podkreślam „na chama”, tworzenie aktów prawnych do załatwiania doraźnych interesów i oczywiste pogwałcenie zasad prawidłowej legislacji. Nakazują one nie tworzyć doraźnych rozwiązań, ale działać systemowo, z odpowiednim okresem vacatio legis – mówi senator Piotr Łukasz Andrzejewski, szef Komisji Kultury i Środków Przekazu.
A jednak w wielkim pośpiechu trafił do Sejmu projekt ustawy przygotowanej przez Lewicę, który w radykalny sposób zmienia zasadę wyboru i funkcjonowania KRRiT. Stanowi on, że już odrzucenie przez Senat i Sejm sprawozdania Rady byłoby wystarczające do odwołania jej członków, zaś głos prezydenta niczego by w takiej sytuacji nie zmieniał. Zgodnie z obowiązującą obecnie ustawą kadencja KRRiT wygasa dopiero w momencie decyzji Sejmu, Senatu i prezydenta, co więcej – wygaśnięcie kadencji Rady nie następuje, mimo odrzucenia sprawozdania przez Sejm i Senat, jeżeli nie zostanie potwierdzone przez prezydenta. Lewica chce wprowadzenia zmian, które sprawią, że w przypadku odrzucenia sprawozdania przez większość podmiotów je rozpatrujących kadencja wszystkich członków Krajowej Rady wygasa z mocy prawa. Propozycja przedłożona przez Lewicę zamyka również drogę do wielokrotnego obejmowania funkcji w KRRiT osobom, które już w niej zasiadały. Członek Rady mógłby być ponownie powołany tylko raz.
– Na pewno projekt tej ustawy i poparcie go przez Platformę będzie formą nacisku na prezydenta. Widać, że partii Donalda Tuska zależy na mediach. Tak by podporządkować sobie wszystkie media niepubliczne – uważa senator Wojciech Skurkiewicz (PiS).
