Z miłości do Boga i Ojczyzny
Choć od katastrofy pod Smoleńskiem minęło już ponad pięć miesięcy i choć
usunięto Krzyż Pamięci, wiele osób wciąż przystaje przed Pałacem Prezydenckim na
chwilę modlitwy i refleksji. Dla wielu z nich obecność tutaj to możliwość
wyrażenia swojego buntu i sprzeciwu wobec szydzenia z wiary, krzyża,
patriotyzmu, deptania wszystkiego, co najważniejsze.
"Obrońcy krzyża" – tak określane są osoby zbierające się na modlitwę przed
Pałacem Prezydenckim. Miano to w wielu mediach funkcjonuje jak obelga. Utrzymany
w aroganckim tonie przekaz ilustruje zazwyczaj obraz starego, schorowanego
człowieka z dużym różańcem w dłoniach. Dla czołowych mediów – synonim
wstecznictwa i obskurantyzmu.
Teraz, gdy krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego został usunięty, wiodące środki
przekazu tym bardziej nie rozumieją lub też nie chcą zrozumieć motywów, dla
których ludzie ciągle tam przychodzą, aby się pomodlić.
Ich motywy
– Zrobiłem te krzyże, ponieważ krzyż, który stał przed Pałacem Prezydenckim,
został ukradziony – mówi pan Czesław, z zawodu rzeźbiarz i stolarz. W piątkowy
wieczór na Krakowskie Przedmieście przyniósł 96 drewnianych krzyży i rozdał je
modlącym się. – Ludziom, którzy zginęli, należy się pamięć, tym bardziej że była
to elita Narodu Polskiego – uważa. Modlitwa za dusze ofiar katastrofy, żądanie
wyjaśnienia prawdziwych okoliczności tragedii i godnego upamiętnienia – to
najczęstsze motywy, dla których ludzie wciąż zbierają się przed Pałacem
Prezydenckim. Modlący się tam wskazują jednak na jeszcze jedno wydarzenie, a
właściwie jego skutki, które miały wpływ na ich decyzję o przyjściu w to miejsce
i na intencje, w jakich się modlą. Chodzi o wypowiedź prezydenta Bronisława
Komorowskiego dotyczącą zabrania krzyża z Krakowskiego Przedmieścia, która
niejako dała przyzwolenie na atakowanie wiary, krzyża i modlących się pod nim. –
Będąc tutaj, daję świadectwo wierze – twierdzi pan Adam, z wykształcenia
ekonomista. – Jesteśmy tutaj jako patrioci i katolicy – zaznacza z kolei pani
Kinga. – Polska jest krajem katolickim, a my, modląc się tutaj, nie robimy nic
złego – dodaje. Zdaniem pani Małgorzaty, w Polsce dąży się do całkowitej
laicyzacji życia społecznego, podobnie jak dzieje się to już w wielu krajach
europejskich. – Nie chcemy żyć w takim kraju. Europę trzeba nawrócić –
podkreśla. Stąd troska o Polskę.
– Modlimy się, żebyśmy mogli żyć w prawdziwie wolnym kraju – mówią państwo
Joanna i Leonard. Ich zdaniem, niewyjaśnione śledztwo, decyzje premiera i
prezydenta eskalujące konflikt wokół krzyża są smutne i bulwersujące. – W
kontekście ostatnich wydarzeń mamy wrażenie, że nie jesteśmy krajem w pełni
niepodległym – konstatuje z goryczą pani Joanna.
Jeden kraj, różne światy
Dla wielu osób obecność tutaj to możliwość wyrażenia swojego buntu i sprzeciwu.
Wobec czego? – Wobec bezczeszczenia krzyża – odpowiada pani Justyna, z zawodu
psycholog. – W sytuacji, kiedy krzyż jest obrażany i wyśmiewany, każdy katolik
powinien stanąć w jego obronie. W obronie samego Chrystusa – podkreśla.
Niektórzy nie chcą się zgodzić na fałsz i obłudę, jaką obnażyła katastrofa z 10
kwietnia. – Przez pięć lat para prezydencka była opluwana przez polityków partii
rządzącej i media – oburza się pani Bożena. – Potem nagle okazało się, że
znalazły się piękne fotografie, padło wiele pięknych słów pod ich adresem.
– Przychodzę przed Pałac Prezydencki, bo krzyż to prawda – wyznaje z kolei pani
Kamila, psychoterapeutka. – Chcę dać świadectwo, że jestem, pamiętam i nie godzę
się na to, co się dzieje w Polsce. Wcześniej nie reagowałam, kiedy ktoś mnie
wyśmiewał za moje poglądy, ale teraz mówię głośno: Nie! – dodaje zdecydowanie.
Pani Ewa, która na co dzień pracuje w firmie odzieżowej, przychodzi na
Krakowskie Przedmieście z podobnych motywów. – Kiedy wcześniej obrażano
prezydenta, odczuwałam dyskomfort, że my, jako Polacy, nic nie robimy. Teraz
chcę zamanifestować swój sprzeciw wobec sytuacji, gdy rząd walczy z pamięcią o
ofiarach katastrofy smoleńskiej – mówi.
Większość naszych rozmówców, szczególnie tych młodszych, woli nie podawać
nazwiska. Nie wynika to bynajmniej z braku odwagi. Tę udowadniają co wieczór,
gdy gromadzą się w centrum Warszawy i otwarcie demonstrują wiarę oraz
patriotyzm. Jak argumentują najczęściej – nie chcą stracić pracy.
Pani Kamila twierdzi, że odkąd otwarcie wyraża swoje przekonania, okazało się
nagle, że pomiędzy nią a jej niektórymi przyjaciółmi powstała barykada nie do
pokonania. – Znaliśmy się piętnaście lat, jestem nawet matką chrzestną ich
dziecka, a mimo to nasze relacje zostały przerwane – opowiada z niedowierzaniem.
– Tak jakbyśmy żyli w dwóch różnych światach… – dodaje. Czasem zdarza jej się
dyskutować ze znajomymi, którzy również są katolikami, na temat sprawy krzyża na
Krakowskim Przedmieściu: – Niby dobrzy ludzie, ale zieją taką nienawiścią, że
nic do nich nie trafia.
Młodzi, uformowani
Wiele z napotkanych przed Pałacem Prezydenckim osób to ludzie młodzi i
wykształceni. Ich obecność nie jest odruchem wywołanym nietrwałymi emocjami.
Postawa, jaką tu prezentują, wynika z przekonań, które kształtowały się w nich
dużo wcześniej. – Pod krzyż przyprowadziły mnie doświadczenia związane z wiarą
oraz mój system wartości, w którym zostałam wychowana – twierdzi pani Justyna.
Pani Dorota, pracująca jako asystentka w przychodni stomatologicznej, należy do
Stowarzyszenia Apostołów Bożego Miłosierdzia "Faustinum". Mówi, że jej życie
zmieniło się jedenaście lat temu, podczas pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła
II do Ojczyzny. – Byłam wprawdzie osobą wierzącą, ale wtedy moja wiara stała się
dużo żywsza i głębsza. To tak, jakbym została na nowo nawrócona – opowiada.
Wtedy również pojawiła się w niej większa troska o dobro Polski. Swoją
obecnością pani Dorota spłaca swoisty dług. – Jestem Bogu wdzięczna za wszystkie
łaski, jakie w tym czasie otrzymałam. Nawet jeśli często obecność tutaj jest dla
mnie dużym wysiłkiem i poświęceniem – przyznaje.
Pani Kamila urodziła się w rodzinie, dla której Bóg, Honor i Ojczyzna to nie
były puste słowa. – Niewyjaśniona katastrofa pod Smoleńskiem wstrząsnęła mną i
jeszcze bardziej zmobilizowała. Polska tyle razy była zdradzana i tak wiele osób
oddało za nią życie, że swoją obecność tutaj traktuję jako obowiązek. Jestem to
winna Ojczyźnie – wyznaje. Pan Adam z domu wyniósł szacunek dla starszych.
Bardzo boli go, że starsi ludzie są tu, na Krakowskim Przedmieściu, popychani i
obrażani. Na początku jego obecność była wyrazem sprzeciwu wobec tego rodzaju
sytuacji. Tu też rozpoczął się proces pogłębienia jego religijności. – Oddałem
się Panu Bogu, Jego prawom i Jego woli, ponieważ tych praw nikt nie jest w
stanie podważyć.
Koniec, a może początek?
– Przyjście na modlitwę przed Pałac Prezydencki traktuję jako rekolekcje lub
pielgrzymkę – przyznaje pani Hortensja, nauczycielka wychowania fizycznego. Nie
ona jedna. Pani Ewa uważa, że efektem wielu godzin spędzonych na modlitewnym
czuwaniu jest przewartościowanie spraw, które dawniej wydawały się ważne, jak
chociażby kwestie materialne. – To powrót do Pana Boga i chrześcijańskich
wartości – uważa. Pan Adam przekonuje, że to miejsce i dawanie świadectwa wierze
pomogło mu wyzwolić się z wielu słabości, które wcześniej były jego bolączką: –
W tej chwili żyje mi się dużo lepiej. Wierzę, że to łaska Ducha Świętego – mówi
z przekonaniem. Zwraca też uwagę, że Krakowskie Przedmieście stało się miejscem
spotkań Polaków wyznających ten sam system wartości. Przed 10 kwietnia wydawało
się im, że są sami. – Tu się spotkaliśmy i okazało się, że są nas tłumy – cieszy
się pan Adam. Czy nie zniechęca ich usunięcie krzyża sprzed Pałacu
Prezydenckiego? – Nareszcie będzie spokój – tak samo myśleli faryzeusze po
ukrzyżowaniu Chrystusa. A to był dopiero początek – konkluduje pani Hortensja.
Bogusław Rąpała
