Wyrzuceni na margines

Wraz z nadejściem spóźnionej zimy przytuliska i noclegownie zapełniają się ludźmi bezdomnymi, którzy szukają dachu nad głową. Ten czas dla wielu z nich to kolejna próba przetrwania, a często też walka o życie.

Najczęściej żyją własnym życiem i nie lubią, gdy ktoś wchodzi im w drogę. Nie są też zbyt wylewni. Na miarę możliwości próbują samodzielnie przetrwać kolejny dzień. Oprócz dachu nad głową brakuje im na chleb i odzież. Dla jednych bezdomność to mniej lub więcej świadomy wybór i sposób na życie, dla innych konieczność, do której zmusza los, ale z którą trudno się pogodzić.

Bezdomni czy z wyboru, czy z konieczności, wszyscy chcą jednakowo przetrwać. Kiedy chłód i głód doskwiera ją zbyt mocno, część kieruje się do schronisk dla bezdomnych, gdzie zawsze czeka ciepły kąt, gorący posiłek i pomocna ludzka dłoń. Są jednak tacy, których najtrudniejsze warunki, a nawet siarczysty mróz nie są w stanie zachęcić do pobytu w schronisku czy noclegowni. Gdy nie ma już innego wyjścia, doprowadzani są przez straż miejską lub policję do noclegowni. Jak wskazuje Aleksander Zacios z Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, w newralgicznych punktach Rzeszowa, m.in. na dworcach PKP i PKS, umieszczane są obwieszczenia z informacją o adresach noclegowni i schronisk, gdzie bezdomni mogą przetrwać zimowe dni. Ponadto uruchamiane są kuchnie w kilku punktach miasta oferujące gorący posiłek. W 2005 i 2006 roku z tej formy pomocy korzystało dziennie około 200 osób. Niezależnie od tego Kuchnia Albertyńska przy schronisku dla bezdomnych przy ul. Styki codziennie wydaje ok. 3000 posiłków; w schronisku są też materace, łóżka i miejsca na potrzeby bezdomnych.

– Jesteśmy przygotowani na każdą liczbę osób, które zechcą skorzystać z pomocy, a w razie potrzeby będą dostawki. Na pewno nikt, kto zapuka do schroniska, nie odejdzie z kwitkiem – wyjaśnia Zacios.

Powrót do normalności

Na Podkarpaciu dzięki środkom administracji rządowej, lokalnym samorządom i działalności organizacji pozarządowych podejmowane są działania w celu zabezpieczenia pomocy osobom bezdomnym. Schroniska rozłożone są równomiernie na terenie całego województwa i – co ważne – w przypadku zimy odległość między nimi nie przekracza 60 kilometrów. Ponadto w 1996 roku wprowadzono w regionie procedury postępowania z bezdomnymi, które zobowiązują służby mundurowe do współdziałania na rzecz pomocy osobom bez dachu nad głową. Koordynowaniu tych działań służy także całodobowa infolinia dla bezdomnych przy Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego. Jak powiedział nam Mirosław Przewoźnik, p.o. dyrektor Wydziału Polityki Społecznej w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie, w przypadku ostrych mrozów osoby bezdomne mogą znaleźć schronienie w najbliższym domu pomocy społecznej. Wszystkie te ośrodki zostały wyposażone w rezerwowe łóżka. Ponadto w różnego rodzaju 50 stołówkach prowadzonych pod auspicjami organizacji katolickich wydawanych jest dziennie około 6000 gorących posiłków.

Społeczeństwo dojrzewa

W ostatnich latach zdecydowanie zmienia się spojrzenie Polaków na problem bezdomności i pomocy społecznej w ogóle. Warto też przypomnieć, że w 1999 roku. jedną z przyczyn bezdomności, o czym często się zapomina, była likwidacja hoteli robotniczych. O ile w okresie komunizmu osoba korzystająca z pomocy społecznej uznawana była wręcz za nieudacznika, to dzisiaj 85-90 procent. Polaków akceptuje pomoc społeczną związaną m.in. z bezrobociem. Coraz rzadziej przechodzimy też obojętnie obok problemu bezdomności. Próbujmy więc dzielić się z ubogimi, przecież nigdy nie wiadomo, co zgotuje nam los.

Mariusz Kamieniecki
drukuj