Wypowiedź red. Jacka Karnowskiego podczas wysłuchania publicznego w Brukseli ws. dyskryminacji TV Trwam

1. Zjawiska tzw. wykluczenia medialnego, które dotykają duże grupy społeczne w Polsce – zwłaszcza katolików oraz osoby o poglądach prawicowych – nie są, niestety, wyłącznie polską specyfiką. Agresja mediów wobec pewnych poglądów oraz nierównowaga medialna zauważane są w całej Europie. W Polsce sytuacja jest jednak szczególna. Po pierwsze dlatego, że media nie szanują standardów zawodowych, stanowiących tradycyjnie „szczepionkę” przeciwko groźbie mediokracji; w Polsce media jawnie angażują się w walkę polityczną i kulturową, co sprawia, że duża część społeczeństwa ma uzasadnione poczucie, iż jej wartości, światopogląd i wybory polityczne są celem stałej agresji. Po drugie, w Polsce grupa ludzi wykluczonych z głównego obiegu medialnego jest szczególnie duża, obejmując ok. 30-40 proc. społeczeństwa. Nie chodzi więc o środowiska niszowe, ale o środowiska, które reprezentują miliony obywateli. Popularne obecnie hasło „drugiego obiegu medialnego”, opisujące oddolne inicjatywy medialne, funkcjonujące poza tzw. mainstreamem, a nawiązujące do czasów komunizmu, wiele mówi o polskiej rzeczywistości medialnej. Niezależnie od tego, czy pojęcie „drugiego obiegu” uznamy za trafne czy też nie, sam fakt jego pojawienia się jest symptomatyczny.

 

 

2. Wokół zabiegów o Telewizję Trwam powstało szeroki ruch społeczny – ruch oddolny, samofinansujący się, wciąż rosnący w siłę. Ulicami polskich miast przeszło co najmniej kilkaset tysięcy obywateli, domagających się równego traktowania katolickiego nadawcy, a ponad 2 miliony złożyły swoje podpisy. W czasie protestów nie odnotowano najmniejszych incydentów. To prawdziwe społeczeństwo obywatelskie, niezwykle świadome celu swoich zabiegów. Tym celem jest zapewnienie minimalnego pluralizmu na rynku mediów elektronicznych. To właśnie poczucie, że polskie media niebezpiecznie zmierzają w kierunku monogłosu sprawiło, że apele o przyznanie TV Trwam koncesji na mult ipleksie poparli licznie przedstawiciele środowisk na co dzień krytycznych wobec TV Trwam, w tym także liczni liberalni dziennikarze oraz niektórzy politycy obozu rządzącego. Pominięcie TV Trwam w procesie przyznawania koncesji narusza elementarne poczucie sprawiedliwości wielu obywateli, których światopogląd trudno uznać za katolicki.

Powiem tak, to nie jest wyłącznie Polski problem; zjawisko wykluczenia opinii chrześcijańskiej, katolickiej, szerzej konserwatywnej. To jest problem ogólnoeuropejski, a nawet ogólnoświatowy. To jest trend, który widzimy wszędzie. W Polsce jednak problem jest szczególny, ponieważ wykluczenie dotyczy szczególnie dużej grupy dot. kilkudziesięciu proc. społeczeństwa, dot. kontrelity. Nie marginalnych grup, które chcą wykrzyczeć swoje stanowisko, ale kontrelity, czyli właściwie alternatywnej wizji rozwoju Polski, która ma poważną propozycję dla kraju i która choćby z tej racji powinna mieć narzędzia, które umożliwią jej możliwość w debacie publicznej. Przez tą skalę wykluczenia mamy w Polsce problem jakościowo inny niż w innych demokracjach, mamy problem systemowy, tak to trzeba nazwać.

Wspomniano tutaj, to jest myślę ważne, zwłaszcza osoby, które nie znają dobrze polskiego kontekstu nad tym się pochyliły. W Polsce funkcjonuje i zostało zaakceptowane, zarówno przez zwolenników jak i przeciwników pojęcie drugiego obiegu, czyli obiegu poza mediami oficjalnymi, obiegu z taką lekką nutką niebezpieczeństwa, ryzyka. I to funkcjonuje w kraju Unii Europejskiej, który szczyci się wszystkimi najwyższymi standartami. I ten fakt, że nawet władza, nawet zwolennicy władzy przyjęli pojęcie drugiego obiegu jako coś rzeczywistego, myślę historycznie jest bardzo niepokojące. I im też się powinna taka lampka zapalić, że doszliśmy do takiego momentu w którym pojęcie drugiego obiegu normalnie funkcjonuje. Co ważne. W innych krajach, mam wrażenie, to tez są moje doświadczenia zawodowe, mamy asymetrię medialną. Też nie mamy pluralizmu instytucjonalnego tak jak powinien wyglądać. Ale mamy coś ważnego, mamy standarty, czy niedopuszalne są sytuacje w których np. politycy krzyczą na dziennikarzy, dziennikarze krzyczą na polityków opozycji, których Nielubią. Nie ma sytuacji w której media np. w kampaniach wyborczych urządzają takie trzydniowe wzmożenia, w których nagle zawieszają wszelkie standarty, nawyki zawodowe, które na co dzień potrafią realizować. Ale w tych kluczowych momentach nie. Media są elementem tego systemu władzy. Standarty nie chronią reguł gry. I dlatego skoro standarty nie chronią wewnątrz poszczególnych mediów potrzebny jest pluralizm instytucjonalny. Potrzebne są instytucje mówiące w imieniu różnych części społeczeństwa, a tylko media zbudowane przez redemptorystów z Torunia mają po tej stronie nie rządowej odpowiednie zasoby, żeby zbudować poważne media.,

Tu padło to pojęcie, ale ja chciałbym jeszcze raz je podkreślić – społeczeństwo obywatelskie. To jest coś co powinno być cenne dla tych wszystkich, którzy słowa demokracja używają jako przecinek w Polsce, jak i poza Polską. Niestety wyraźnie widzimy wartościowanie społeczeństwa obywatelskiego tzn. jeżeli za własne pieniądze bez żadnych dotacji, wyłącznie oddolnie setki tyś ludzi, także w mrozie – widziałem na własne oczy – maszerują w imieniu sprawy, którą uważają za najważniejszą, nazywają to presją i przemilcza. Z kolei małe demonstracje, głównie lewicowe złożone z aktywu finansowanego z grantów, także niestety unijnych. Uważane są za vox populi za prawdziwe społeczeństwo obywatelskie. To jest ta asymetria, to jest ta nieuczciwość. Jedna ważna sprawa, myślę, że musimy docenić to jak wielu ludzi z drugiej strony sporu o Polskę poparło postulat TV Trwam. Dziennikarze liberalni, czy dziennikarze ze środka dla których być może takie jednoznaczne było też jakoś niewygodne, co należy docenić. Także niektórzy politycy obozu rządowego np. Jarosław Gowin minister sprawiedliwości, który w ostatnim wywiadzie wyraźnie zasugerował, że tu coś jest nie tak. Czyli mamy powszechne poczucie, że z tą sprawą coś jest nie tak. W kraju w którym rząd ma kontrolę nad olbrzymią większością mediów i mamy wzrost gospodarczy. Wywołanie powszechnego poczucia, że coś jest nie tak z daną sprawą jest zarówno olbrzymim sukcesem, jak i poważnym sygnałem alarmowym.

Jeszcze słowo o tym wyborze. Przewijały się nazwy tych stacji. Ja już korzystam z multipleksu. Mam w domu telewizor, który multipleks odbiera. Odbieram te nowe stacje i jest ich kilka i mogę powiedzieć tak tych stacji równie dobrze mogłoby być 100 albo 1 tyś. One nic nie zmieniają. Ani o jotę nie spluralizują przekazu. To jest dokładnie to samo, inne twarze ten sam przekaz, te same formaty. To tylko rozproszenie rynku, na pewno nie jest to pluralizacja.

3. Podawane przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji argumenty ekonomiczne mające uzasadniać pominięcie katolickiego nadawcy przy kształtowaniu nowego ładu telewizyjnego powszechnie uznawane są za mało przekonujące. Krajowa Rada manipuluje wskaźnikami, wybierając te, które są wygodne, które uzasadniają dokonany wybór. Tymczasem miliony Polaków widzą, że media budowane przez redemptorystów i zgromadzone wokół nich środowiska stale rozwijają się, nigdy nie popadły w żadne kłopoty finansowe, do tego zgromadziły solidną, trwałą bazę techniczną oraz edukacyjną. Związana z toruńskim ośrodkiem medialnym szkoła wyższa kształcąca dziennikarzy uważana jest za najlepiej wyposażoną tego typu placówkę w Polsce. Liczny ruch społeczny wobec tych inicjatyw jest także poważnym argumentem ekonomicznym na rzecz udzielenia koncesji. To bowiem baza solidniejsza niż bankowy kredyt, który jest jedynym atutem małych spółek, które koncesje otrzymały, a nigdy dotąd nie nadawały własnego programu. Chyba, że Krajowa Rada wie to, co wielu obywateli podejrzewa i co już widać: że za małymi spółkami stoją wielkie koncerny, które szybko zagospodarują miejsca na multipleksie.

4. Sprawa koncesji dla TV Trwam stała się papierkiem lakmusowym systemu demokratycznego w Polsce. Jakakolwiek uczciwa ocena podmiotów starających się o koncesję musi prowadzić do wniosku, że miejsce na multipleksie katolickiej stacji po prostu się należy – zwłaszcza, gdy pamiętamy, że głoszonym oficjalnie celem cyfryzacji jest spluralizowanie przekazu. O zasobach materialnych już wspomniałem – bliższe przyjrzenie się podmiotom, które koncesję uzyskały, nie pozostawia złudzeń, że są to często firmy stworzone na potrzeby procesu koncesyjnego, a nie przedsięwzięcia poważne, które zasługiwałyby na wyróżnienie w postaci dobra rzadkiego, jakim jest koncesja. Wreszcie finał tej sprawy pokaże, czy tak wyraźny głos milionów obywateli wpływa na decyzje władz, czy też demokrację sprowadzają one do jej najbardziej prymitywnej, de facto niedemokratycznej wersji, polegającej na bezwzględnych rządach tymczasowej większości.

Jeżeli ta sprawa nie zostanie zakończona po myśli nas tu obecnych, to będziemy mieli sytuację, w której wszyscy będą widzieli, czy to będzie jasne. To jest przemoc; elegancka, nowoczesna, ale to jest przemoc. Bo np. sam fakt, że tą sprawę się zamilcza, że realnie nie ma sporu o TV Trwam, poza zabiegami Janka Pospieszalskiego, któremu chwała w telewizji publicznej. Ale co ważne, nie ma np. w mediach informacyjnych, czy prywatnych, komercyjnych, które szukają sporu, czegoś gorącego, emocjonującego. Nie ma debat na ten temat. Ta sprawa jest zamilczana, niż jest podejmowany spór. Dlaczego jest podejmowany spór. Ponieważ wszyscy mają poczucie, że coś jest nie tak. Więc jeżeli ta sprawa zostanie tak jak jest czyli bez koncesji, to będzie oznaczało rządy przemocy, eleganckiej, nowoczesnej, ale przemocy. Żeby rządzący zdali sobie sprawę, to jest dla nich bardzo niebezpieczne. Bo to jest tylko tymczasowa większość, to się może zmienić. I każda legitymizacja zasady przemocy w życiu społecznym jest dla tego, kto tę zasadę wprowadza, niebezpieczna.

red. Jacek Karnowski


drukuj