Wypowiedź prof. Andrzeja Zybertowicza z UMK w Toruniu podczas wysłuchania publicznego Brukseli ws. dyskryminacji TV Trwam.

Kłopoty z pluralizmem i demokracją

Wspólna Europa nie przetrwa, jeśli nie będzie w niej dostatecznie dużej części obywateli, którzy wierzą we wspólne wartości. TV Trwam jest inicjatywą, która powstała dzięki energii i pomysłowości osób, które wierzą we wspólne wartości, na których ufundowana została w Europie cywilizacja chrześcijańska. Jeśli instytucje Unii Europejskiej nie będą potrafiły troszczyć się o takie inicjatywy jak TV Trwam, to Europa jako wspólny projekt nie obroni się w obliczu ciśnienia presji materialnych i ekologicznych.

 

 

 

 


W moim wystąpieniu chciałbym przedstawić niektóre kłopoty z pluralizmem i demokracją jakie występują w Polsce, które przyczyniły się do potrzeby dzisiejszego wysłuchania publicznego.

Pluralizm to dobra rzecz. Tak się w demokracji głosi. I nawet zapisuje w ustawach. Ale nierzadko okazuje się, iż pluralizm jest dobry tylko wtedy, gdy służy nam. Natomiast staje się wątpliwy, gdyby się okazuje, że pod hasłem pluralizmu to środowiska inaczej myślące niż aktualna władza także mogą zabiegać o swoje interesy.

W Polsce obowiązuje „Ustawa o radiofonii i telewizji z roku 1992. Artykuł 6, p. 1 tej ustawy mówi, że podmiot przydzielający koncesje umożliwiające nadawanie programów radiowych i telewizyjnych, czyli organ pod nazwą Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, „stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji, samodzielności dostawców usług medialnych i interesów odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji”. Niedawno Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odmówiła TV Trwam miejsca na tzw. cyfrowym multipleksie. Jeden z podstawowych argumentów przeciw tej decyzji mówi, iż w ten sposób Rada uchybiła powinnościom ukazanym w cytowanym fragmencie ustawy.

Skąd taki właśnie argument? Między innymi z tego powodu, iż odmówiono koncesji podmiotowi medialnemu o charakterze nie komercyjnym, ale obywatelskim. Podmiotowi, który w po-komunistycznej Polsce od ponad dziesięciu lat funkcjonuje dzięki możliwościom, jakie daje demokratyczny ład społeczny. Który funkcjonuje dzięki dobrowolnym darowiznom tysięcy obywateli, którzy znajdują w programach TV Trwam poważne debaty na poważne tematy. Debaty, których brakuje w innych – poddanych tabloidyzacji i komercjalizacji – mediach elektronicznych, nawet w tych o profilu informacyjnym.

Czy tylko 2 miliony poza pluralizmem?



Dla wielu Polaków sprawa jest pilna i bolesna. Już ponad 2 miliony jak zostało powiedziane, moich rodaków podpisało petycję domagającą się przyznania TV Trwam miejsca na multipleksie, jednocześnie żądając „zaprzestania dyskryminacji katolickich mediów”.

Pluralizm – chociaż to może brzmieć paradoksalnie – jest formą ochrony jedności społecznej. Akceptując pluralizm, godzimy się na różnorodność. Przyzwalając innym ludziom, aby pod pewnymi istotnymi (chociaż przecież nie wszystkimi) względami byli od nas odmienni, chronimy godność jednostki ludzkiej. I przyzwalamy aby tę odmienność – np. sposób przeżywania swojej religijnej wiary – mogli publicznie okazywać. Przyzwalamy innym, by – korzystając z wolności – błądzili. Błądzili, ale nadal pozostawali wśród nas.

Wierzymy bowiem, iż gdy prawa poszczególnego człowieka są chronione, wtedy ocalona może być także jedność społecznego świata.

Ale tak deklarowany pluralizm przestrzeni publicznej może być pozorny, jałowy: np. polegać na medialnym zgiełku, wrzasku, informacyjnym szumie, na prawie wyboru jedynie między (jak ktoś niedawno w Polsce zauważył) „disco” a „polo”. Pluralizm staje się fikcyjny, gdy niedostatecznie odwzorowuje rzeczywistą mnogość społecznych potrzeb, interesów, ale i mnogość tradycji, z których wyrasta współczesna polska kultura. Wtedy pluralistyczny zgiełk może tworzyć przestrzeń wykluczenia.

Co znaczy „pluralistyczny charakter”?



Co ciekawe, o ile w przypadku wolności słowa i jego granic istnieje wiele poważnych analiz oraz instytucji monitorujących, to zagadnienie pluralizmu w przestrzeni demokratycznej komunikacji publicznej choć przez badaczy społecznych jest podejmowane, to zarazem dalekie jest od zadowalającego rozwiązania. W rezultacie nie dysponujmy społeczną zgodą co do tego, kiedy można uznać, iż w jakimś kraju media w ogóle są pluralistyczne, a w jakimś innym nie są. I, o ile wiemy, nie istnieją zestandaryzowane kryteria służące porównaniu za pomocą intersubiektywnych miar stopień pluralizmu mediów w różnych krajach.

W Polsce w ostatnich kilku latach nasiliły obawy sporej części społeczeństwa co do gwarancji wolności słowa i zakresu pluralizmu mediów w naszym kraju – świadczy o tym m.in. posługiwanie się pojęciem tzw. „drugiego obiegu” komunikacji publicznej. Przez ten drugi obieg rozumiane są te media, które krytykują dominujący w mainstreamie obraz społeczeństwa polskiego, jako powierzchowny, nadmiernie selektywny, lub marginalizujący liczne, ważne dla społeczeństwa polskiego kwestie.

Gdybyśmy chcieli szukać jakiś poważnych miar pluralizmu warto by rozważyć następujące wymiary komunikacji publicznej:

* Stopień odwzorowania, czy media należycie odwzorują obraz świata jaki daje się rozpoznać metodami nauk społecznych. Czy obraz tego zróżnicowania społecznego, które odtwarza np. socjologia jest przybliżony do zróżnicowania, jakie wyłania się z mediów.

* Liczebność powtórzeń w przestrzeni medialnej istotnych dla społeczeństwa motywów: czy nie występuje rażąca dysproporcja między powtarzaniem motywów związanych z pewną wizją świata (wartościami) i powtarzaniem ich przy jednoczesnej marginalizacji motywów związanych z innymi wizjami świata.

* Różnorodność form organizacyjnych (media publiczne, prywatne, spółdzielcze) – czy procesy konsolidacji nie prowadzą do zjawisk monopolu lub oligopolu.

* Zróżnicowanie form własności – unikanie sytuacji gdy np. jedna grupa kapitałowa lub środowiska „zaprzyjaźnionego” ze sobą kapitału posiadają dominujący udział w rynku informacji, opinii, wzorców konsumpcyjnych etc.

W przypadku dzisiejszej Polski stosując każdą z tym miar można zgłosić poważne zastrzeżenia, nie mamy tu jednak miejsca, by rzecz omawiać szczegółowo.

Ułomny pluralizm



Klasyk amerykańskiej współczesnej myśli liberalnej, zwanej niekiedy postmodernistyczną, wybitny filozof Richard Rorty ukuł znaną formułę: „jeśli zatroszczymy się o wolność, wtedy prawda sama zatroszczy się o siebie”.

Prawda w życiu społecznym tylko wtedy może się obronić, gdy istnieją dostatecznie skuteczne instytucjonalne ramy chroniące przestrzeń wolności w danym społeczeństwie. Jak podkreślał sam Rorty, społeczeństwa prawdziwie demokratyczne cechują się tym, iż obywatele nie obawiają się publicznie głosić tego, co w ich subiektywnym odczuciu jawi się jako prawda. Nie boją się, nie tylko dlatego, że w takich społeczeństwach za głoszenie prawdy nie można być karanym, ale także z tego powodu, iż karanym nie jest się też za błądzenie, za wygłaszanie w dobrej wierze poglądów nieprawdziwych. To dzięki chronionej instytucjonalnie przestrzeni wolności może stale toczyć się spór, może następować taka konfrontacja różnych poglądów, twierdzeń i informacji, w której prawda zyskuje realne możliwości wykazania swojej wartości.

Przywołuję te myśli amerykańskiego liberała jako badacz-socjolog i obywatel, który sam jest agnostykiem. Jako badacz społeczny, który nie jest przekonany o istnieniu ostatecznego fundamentu prawdy przez duże „P”. Jednocześnie jednak jako badacz analizujący mechanizmy życia społecznego dostrzegam występowanie w Polsce procesów i zjawisk istotnie zagrażających przestrzeni wolności niezbędnej do tego, by „prawda mogła zatroszczyć się sama o siebie”.

Bowiem w odczuciu sporej części polskiego społeczeństwa te naszkicowane powyżej miary pluralizmu, a zarazem warunki umożliwiające dochodzenie do prawdy, coraz częściej są naruszane. Dlaczego tak jest? Ku odpowiedzi na to pytanie prowadzi nas uwaga amerykańskiego teoretyka prawa, prof. Stephena Holmesa: „normy sprawiedliwości i idee wspólnego dobra nie są bezsilne politycznie; ale najbardziej efektywnie mogą zostać wyrażone, gdy rywalizujące prywatne interesy są relatywnie dobrze równoważone.. Jeśli inne siły są właściwie wyrównane, wspólne dobro może od czasu do czasu zwyciężyć”.

Otóż w odczuciu sporej – liczącej ok. 7% osób uprawnionych do głosowania, a aż 14% osób w ostatnich latach faktycznie uczestniczących w wyborach do parlamentu, czyli ponad 2 mln osób – grupy Polaków społeczne siły nie są należycie wyrównane, co powoduje, że dobro wspólne nie zwycięża. Powiemy, korzystając z określeń Holmesa, iż w odczuciu tej grupy we współczesnej Polsce prywatne interesy nie są dobrze zrównoważone, że normy sprawiedliwości i idee wspólnego dobra nie są – w przestrzeni publicznej – efektywnie wyrażane. Słowem, stają się politycznie bezsilne.

Po odmowie przyznania koncesji wielu obywateli wystąpiło w obronie TV Trwam. Dlaczego tak uczynili? Ponieważ obcując z innymi mediami odczuwają poważny deficyt prawdy w życiu naszego społeczeństwa. Być może ci obywatele się mylą, ale takie właśnie jest ich subiektywne – i obecne w skali masowej- odczucie. Tak, owo wrażenie deficytu prawdy, które widzowie TV Trwam odczuwają oglądając programy telewizji formalnie publicznej albo stacji komercyjnych, jest subiektywne. Ale jest to subiektywność społecznie podzielana przez istotną, stanowiącą co najmniej 14% osób aktywnie głosujących w ostatnich latach w wyborach grupę.

Odmowa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nadania TV Trwam takich samych szans rozwoju jak innym podmiotom, których przekaz skierowany jest do obywateli o innych typach wrażliwości społecznej, np. o innym stosunku do tradycji kulturowej i narodowej jest zatem słusznie odbierana jako zawężenie przestrzeni wolności słowa oraz obszaru pluralizmu życia publicznego w Polsce.

Demokracja pokazuje swoją wartość i siłę wtedy, gdy pokazuje, że takie spory jak ten o koncesję dla TV Trwam nie tylko znajduj swoje sprawiedliwe rozwiązania, ale także przyczyniają się do lepszego określenia pojęć wyznaczających podstawowe wartości naszej cywilizacji.

Skoro zaś pluralizm to taka dobra rzecz, wzywam Krajową Radę i te wszystkie środowiska, które mają wpływ na sposób myślenia jej członków, do poparcia wniosku TV Trwam o koncesję. A elity intelektualne, których przedstawicieli widzę również na tej sali, tak bardzo troszczące się o jakość życia publicznego w naszym kraju, zachęcam do wypracowania bardziej konkretnych reguł pluralistycznej gry. Przecież poza sporem politycznym stać nas także na namysł intelektualny, nieprawdaż?

prof. Andrzej Zybertowicz

drukuj