Wszystkiego nie przyklepiemy
Z Eugeniuszem Kłopotkiem, posłem PSL, rozmawia Maciej Walaszczyk
Jak reaguje Pan, jako polityk partii koalicyjnej, słysząc o planie
powoływania wojewodów według nowej koncepcji, którą podobno ma zaproponować
premier. Mają być odrywani od środowisk i regionów, w których działają, i
przerzucani do zupełnie innych miast.
– Mogę na ten temat mówić raczej za siebie, ale znam również stanowisko PSL w
tej sprawie. Jeżeli Platforma chce swoich ludzi przerzucać tak jak w wojsku
przerzuca się generałów i oficerów do różnych jednostek wojskowych w całej
Polsce, to proszę bardzo, niech tak robi. My jednak uważamy, że wojewoda, choć
jest oczywiście reprezentantem rządu w terenie, nie powinien być od tego terenu
oderwany. Powinien o niego dbać. W związku z tym osobiście jestem sceptycznie
nastawiony do pomysłu przerzucania wojewodów jak piłeczki.
Skąd ten pomysł? To problem, że wojewodowie wywodzą się najczęściej
spośród polityków lokalnych, tak jak marszałkowie województw, chodzi o ich
wpływy?
– Mogę się tylko domyślać, bo nie jestem w stanie powiedzieć, co w tej chwili i
przy tej okazji akurat kieruje panem premierem, żeby wprowadzić jakieś nowe
zasady przy obsadzie urzędów wojewódzkich. Prawdopodobnie chodzi o to, by nowy
wojewoda, obejmując urząd, nie miał w terenie żadnych powiązań, ani
towarzyskich, ani biznesowych – jakichkolwiek. Pewnie chodzi o to, by był
bardziej stanowczy i samodzielny. Naprawdę nie wiem, skąd wziął się ten pomysł.
Ale jak taki urzędnik będzie mógł wtedy działać, na zupełnie nowym
terenie, którego nie zna?
– Z doświadczenia wiem, że ciężko jest człowiekowi funkcjonować w oderwaniu od
ludzi, których zna i którym ufa. Wiadomo przecież, że jeżeli dochodzi do jakichś
nadużyć, to premier może takiego człowieka wymienić.
Minister finansów uważa, że ulgę na dzieci utraci około 300 tys. osób, a
zyski do budżetu przyniosą najwyżej 400 mln rocznie. Czy warto ludziom zabierać
te pieniądze, by zyskać taką kwotę?
– Tutaj akurat podzielam stanowisko ministra Rostowskiego i naszego koalicjanta.
Każda kwota, która trafia do budżetu, jest przecież ważna. Chodzi tutaj bardziej
o pewną sprawiedliwość społeczną, ludzie, którzy zarabiają sporo, mogą się
obejść bez tego tysiąca, który dostają na dziecko. A ci, którzy zarabiają mało,
powinni otrzymywać nawet o 50 proc. więcej na kolejne dzieci, bo taka będzie
propozycja. W mojej ocenie, jest to zmiana słuszna.
Rostowski mówi, że będzie budowany system polityki prorodzinnej. Ale nie
będzie tak, że zabierzecie nawet te symboliczne ulgi, a w zamian nie będzie po
prostu nic. Przez cztery lata rząd rodzinom nie ulżył, a zwiększył jeszcze VAT
na ubranka.
– W tej chwili w ramach tzw. polityki prorodzinnej, a także w związku z tym, że
mamy szalone problemy z demografią, dla mnie najistotniejsza jest maksymalna
pomoc rodzinom, a szczególnie rodzicom wychowującym małe dzieci. Potrzebne są na
pewno żłobki i przedszkola. Bo sam tego doświadczam. Oczywiście moje zarobki
pozwalają mi na opłacanie prywatnego przedszkola, za które płaci się od 1000 zł,
a nawet więcej. Wiem, że większości rodziców na taki wydatek nie stać. Dlatego
powinna być rozbudowana sieć publicznych żłobków i przedszkoli.
Ale co konkretnie robią Państwo w tym celu?
– Jako PSL złożyliśmy w Sejmie projekt ustawy, który ma zapewnić refundowanie
gminom z pieniędzy budżetowych pobytu cztero- i pięciolatków w przedszkolach.
Wiemy, że będzie to trochę kosztować. Musimy to zrobić, bo w sensie ilościowym
będziemy się jako naród zwijać.
Ale czy koalicjant, a więc Platforma, poprze taki projekt, gdy teraz
chce zabierać becikowe i ulgi na dzieci?
– Sądzę, że tak, skoro ciągle mówi się o gotowości i konieczności wprowadzenia
szerokiej polityki prorodzinnej. Jeśli tutaj coś uszczkniemy, to rozumiem, że w
innym miejscu możemy coś dołożyć. Będziemy o to walczyć. Zapowiadam, że na pewno
nie będziemy przyklepywać z góry tego, co będzie nam podsuwała Platforma.
Dziękuję za rozmowę.
