Wstępny raport coś wyjaśni?

Wstępny raport z badania wypadku Boeinga 767 na Okęciu 1 listopada br.
zostanie opublikowany prawdopodobnie 30 listopada lub 1 grudnia. Jak podkreślał
dr Maciej Lasek, wiceprzewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków
Lotniczych, "będzie on zawierał fakty, natomiast nie będzie zawierał analiz". Do
czasu publikacji komisja nie udziela żadnych informacji na temat prowadzonych
badań. Należy się jednak spodziewać, że po publikacji raportu wstępnego nasza
wiedza na temat przyczyn wypadku nie będzie o wiele szersza. To dlatego, że
wymogi, jakie są stawiane przed raportami wstępnymi z badania wypadków
lotniczych, nie przewidują wskazywania przyczyn, ale tylko ogólne okoliczności
zdarzenia.

Raport wstępny przekazywany jest przez PKBWL do prezesa Urzędu Lotnictwa
Cywilnego przed upływem 30 dni od otrzymania informacji o zdarzeniu. Zawiera on
jednak tylko ogólne dane na temat miejsca i czasu zdarzenia oraz panujących
warunków pogodowych. Opisuje ogólnie statek powietrzny, charakter lotu oraz
liczbę poszkodowanych i skalę uszkodzeń maszyny. Informacje te mają charakter
ankiety. Nieco szerszym elementem raportu wstępnego jest zapis kolejności
zdarzeń. Jednak i on jest dość ogólny i zawiera wyłącznie elementarne informacje
nieuwzględniające komentarzy czy analiz. Na jego podstawie komisja sporządza też
krótki opis obejmujący historię lotu, z zaznaczeniem tylko kluczowych jego
elementów. Na tym etapie badań PKBWL może także wydać lub zaproponować pierwsze
zalecenia profilaktyczne, które mogłyby wskazywać na potencjalne przyczyny
wypadku. Jednak raport wstępny nie zawiera żadnych wniosków dotyczących
faktycznych przyczyn jego zaistnienia. Nie podejmuje też polemiki na temat
poprawności czynności wykonywanych zarówno przez służby naziemne, jak i przez
lotników. Wszystkie te szczegóły są zamieszczane dopiero po zakończeniu
wszystkich badań w końcowym raporcie komisji.
Z dotychczasowych ustaleń wynika, że wśród przyczyn wypadku wymieniane są awaria
hydraulicznego systemu wypuszczania podwozia i niezależna awaria systemu
awaryjnego. Rozważane są także błędy w obsłudze samolotu zarówno na etapie
przygotowania do lotu, konserwacji, jak i podczas lotu. Zasadniczym pytaniem
jest to, dlaczego technicy na Okęciu zdołali bez problemu opuścić podwozie za
pomocą systemu awaryjnego, a w powietrzu było to niemożliwe. Odpowiedź z
pewnością znają technicy producenta. Jak ustaliliśmy, po awaryjnym lądowaniu
Boeinga 767 w pracach przy samolocie uczestniczyły dwie grupy z ramienia
producenta: techników oraz specjalistów z zakresu likwidacji szkód. Jednak żadna
z nich miała nie podejmować bezpośredniej współpracy z ekspertami PKBWL. Jak
wyglądało współdziałanie ekspertów i jakie przekazano spostrzeżenia komisji?
Wczoraj "Nasz Dziennik" zwrócił się do przedstawiciela producenta o informację w
tej sprawie. Czekamy na odpowiedź. Z deklaracji samej komisji wynika, że
przynajmniej obecnie kontakty z producentem odbywają się poprzez NTSB (National
Transportation Safety Board), amerykańską organizację zajmującą się badaniem
wypadków i katastrof. NTSB twierdzi jednak, że nie partycypuje w badaniu.

Marcin Austyn
 

drukuj