Wołanie o zmianę mentalności
Z roku na rok coraz trudniej jest zauważyć rytm, jakim pulsuje rok
liturgiczny. Jałowe spory, wzajemna wrogość, fałsz, agresja – już dawno
nieobserwowane na taką skalę w naszym Narodzie – razem wzięte skutecznie zatruły
jadem umysły, zabrały spokój. Co najgorsze, napełnili się nią zwyczajni ludzie,
których to wszystko wciągnęło bez reszty. Tymczasem Kościół wchodzi w czas
Adwentu, radosnego oczekiwania na przyjście Pana. To tylko cztery niedziele,
choć każda z nich ma swoją specyfikę i treść – każda jest ważna, ponieważ
pozwala spojrzeć na wydarzenie betlejemskie z różnych stron. Stopniowo będziemy
się wyciszać, aż przyjdzie moment, że zamilknie (przynajmniej na krótki czas)
komercyjny zgiełk, a parlamentarzyści rozjadą się do domów, ucichnie jazgot
dziennikarskich debat, usłyszymy kolędy, zapłoną choinki. Usiądziemy przy
wigilijnym stole, by na moment przemówić do siebie ludzkim głosem… – odkryć
to, co nas łączy. Pozostaje tylko jedno pytanie: z czym staniemy przy nowo
narodzonym Dziecięciu?
Aby przynajmniej spróbować poszukać odpowiedzi, trzeba je postawić już dziś.
Moment jest na to stosowny. Wszystko, co wartościowe w życiu, wymaga trudu,
odwagi podjęcia wędrówki w świat najbardziej złożony, zagmatwany niczym labirynt
pełen pułapek i fałszywych tropów: w głąb siebie. Można próbować zmieniać świat,
planować reformy – zawsze jednak najtrudniej zmienić jest siebie. A od tego
zależy przecież tak wiele.
Liturgia Słowa pierwszej niedzieli Adwentu niesie w sobie ważne przesłanie.
Królestwo Mesjańskie, o jakim dziś mowa, rożni się diametralnie od tego, co jest
nam bliskie i znane. "Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na
sierpy" – pisze Izajasz. To nie jest tylko metafora czy środek retoryczny.
Rolnik i żołnierz, uprawa roli i wojna – to dwa bieguny rzeczywistości – dwie
skrajności. Nie jest łatwo przerzucić nad nimi pomost. A jednak prorok do tego
wzywa. Fantasta, pozbawiony realizmu marzyciel? Na pewno nie. Przecież później
Jezus wielokrotnie, choć innymi słowami, mówił o tym samym. Nie chodzi tu tylko
o porządek w ziemskiej strukturze – problem jest znacznie donioślejszy: chodzi o
zmianę mentalności człowieka, sposobu jego myślenia, wartościowania świata. To
stoi w centrum chrześcijańskiego nawrócenia. Można deklarować przywiązanie do
najświętszych wartości, wyrażać gotowość do budowania pokoju, zachowywać się
poprawnie, ale wciąż skwapliwie pielęgnować w swoim wnętrzu złość, nienawiść,
mściwość, żądzę odwetu. Jeśli nie dokona się wewnętrzna, radykalna przemiana
sposobu myślenia, wszystko na nic.
Czas Adwentu ma zapisaną w sobie szczególną pedagogię. To jakby metafora całego
życia, które przecież po brzegi pełne jest czekania. Nie może być ono bierne,
wypełnione stagnacją. Bóg daje kolejną szansę. Czy potrafimy ją wykorzystać?
ks. Paweł Siedlanowski
