Wojna z Boko Haram

Z prof. Davidem Cookiem, znawcą islamu, pracownikiem naukowym
Uniwersytetu Rice w Houston, rozmawia Anna Bałaban

Szalejąca w Nigerii sekta Boko Haram grozi, że północ tego
afrykańskiego kraju zostanie "wyczyszczona" z chrześcijan. Czy jest w stanie
zrealizować ten program?

– Nie sądzę, żeby Boko Haram była na tyle silna, by zdołała wypędzić
chrześcijan z większych prowincji leżących na północy kraju, jak np. Kano. Żyją
tam znaczące grupy chrześcijan (od 5 do 15 proc. ludności). Ale już inaczej jest
w przypadku dwóch głównych stanów położonych najbardziej na północ – Borno i
Yobe. Stamtąd rzeczywiście wygnano już bardzo wielu chrześcijan i możliwe, że ta
tendencja będzie się nasilać. Porównując te obszary, trzeba zauważyć, że w
wymienionych stanach liczba chrześcijan była na tyle mała, że nie bano się
rozpocząć wysiedleń. Poza tym Boko Haram z całą pewnością może zorganizować
pokaz siły w stanie Plateau. Jego stolica to miasto Jos, które w minionych 30
latach wiele razy było świadkiem starć. W ostatnim czasie było to również
reakcją na rozwój chrześcijaństwa w środkowej części Nigerii. Sytuacja ta
wzbudziła w muzułmanach poczucie bezsilności.

Biskup Lucius Iwejuru Ugorji zwraca uwagę, że mimo iż władze mogłyby
opanować sytuację, to działają tak, jakby nie miały takiego zamiaru…

– Tak, to prawda. Nie wydaje mi się, żeby w Nigerii była polityczna wola
usunięcia Boko Haram. W każdym razie nigeryjskie wojsko i policja są
wykorzystywane jako tępe narzędzie. Służby te w wojnie z Boko Haram zabiły już
wielu niewinnych ludzi. Według mnie, władze najprawdopodobniej będą zwalczać
szerokie grupy muzułmanów z północy, nie będą natomiast ścigać band BH.

A co na to wszystko przeciętni muzułmanie?

– Nie sądzę, aby BH była popierana przez nigeryjskich muzułmanów. Wielu z
nich wyznaje sufizm, a BH jest organizacją salaficką, zwalczającą sufizm. Sułtan
Sokoto, główny duchowy przywódca nigeryjskich muzułmanów, a także inni
muzułmańscy przywódcy otwarcie wypowiadali się przeciwko organizacji BH (która
zresztą stanowi zagrożenie dla ich przywództwa). Jakkolwiek może być tak, że
pewni znaczący politycy z północy – jak przewidywali to niektórzy nigeryjscy
dziennikarze – albo popierają BH, albo korzystają z chaosu, jaki został wywołany
przez tę organizację.

Zachód powinien w jakiś sposób interweniować w tym kraju?

– Są tacy, którzy popierają pewne formy interwencji, ja jednak do nich nie
należę. Myślę, że jest to konflikt lokalny, w którym należy podjąć wszelkie
możliwe środki – finansowe i dyplomatyczne – by przeciwstawić się BH. Ale
stanowczo należy wykluczyć tutaj działania militarne. Nie wiem, co w aktualnych
okolicznościach mogłaby zrobić zagranica. Uważam np., że partnerstwo z samowolną
organizacją, jaką jest nigeryjska armia, jest po prostu problematyczne.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj