Woda cenniejsza niż ropa

Potencjalne konflikty o panowanie nad źródłami słodkiej
wody grożą nie tylko obszarom cierpiącym na jej deficyt, ale przede wszystkim
w nią obfitującym.
To właśnie kraje obfitujące w ten "surowiec" mogą stać się celem
agresji państw potrzebujących słodkiej wody. Społeczność międzynarodowa dostrzega
to zagrożenie. W dniach 16-22 marca już po raz czwarty w Meksyku odbędzie
się Światowe Forum Wody, którego celem ma być nakreślenie wytycznych dla
decyzji
politycznych dotyczących gospodarowania wodą i zasobami wodnymi.

Narastające pragnienie
Z 1,4 mld km sześc. wody, jaka istnieje na naszym globie, tylko ok. 2,5 proc.
to woda pitna. Reszta może jedynie w sposób teoretyczny zostać uzdatniona.
Na to jednak mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Z ponad 6 mld mieszkańców
Ziemi od 1,1 do 1,5 mld nie ma do niej wystarczającego dostępu. ONZ ostrzega,
że w roku 2025 liczba ta może się zwiększyć do 3 mld. Każdego roku około
2 mln osób umiera z powodu braku wody albo na skutek chorób związanych z
jej niedoborem i złą jakością. Zauważa się również, że w 1950 r. na każdego
mieszkańca naszej planety przypadało rocznie 16 800 m sześc., w 2000 r. było
to już tylko 7300 m sześc. Jak się przewiduje, w 2025 r. będzie to zaledwie
4800 m sześc.
Problem deficytu wody coraz bardziej odczuwa się w samej Europie, gdzie większość
rzek jest w dużym stopniu zanieczyszczona. Podobna sytuacja ma miejsce w USA.
Jak wynika z badań kanadyjskich naukowców, 40 proc. rzek i jezior w tym kraju
jest zanieczyszczonych. Zagrożone jest również istnienie podziemnego zbiornika
wodnego Ogallala rozciągającego się pod wielkimi preriami na obszarze ośmiu
stanów, od Teksasu aż po Dakotę Południową. Ten zbiornik, który tworzył się
przez pół miliona lat, jeśli utrzyma się dotychczasowe tempo eksploatacji (nadmierna
i nieracjonalna irygacja), może wyczerpać się w ciągu najbliższych 30 lat.

Towar jak każdy inny?
W Stanach Zjednoczonych dochody firm zajmujących się butelkowaniem i dystrybucją
wody przewyższają zyski generowane przez przemysł farmaceutyczny. Nie dziwi
więc fakt, że zarówno rządy wielu państw, jak i wielkie międzynarodowe korporacje
coraz częściej podejmują temat, czy woda jest dobrem wspólnym, czy może być,
jak sobie tego życzą koncerny, sprywatyzowana i w pełni przez nie kontrolowana.
Szczególnie mocno "naciski prywatyzacyjne" zaczynają być obecne w
Ameryce Południowej. Kontynent ten w porównaniu z innymi (uwzględniając relatywnie
niski poziom zaludnienia) wyjątkowo obfituje w wodę pitną. Rzeki Amazonka,
Orinoko, San Francisco, Parana, Paragwaj i Magdalena są rezerwuarem 30 proc.
światowych zasobów wód powierzchniowych.

Guarane? – przedmiot pożądania
Bezcennym skarbem Ameryki Południowej jest podziemny zbiornik wodny Guarane?
znajdujący się w dorzeczu rzek Parana, Urugwaj i Paragwaj. Jest on podzielony
pomiędzy cztery kraje – Brazylię (70 proc.), Argentynę (19 proc.), Paragwaj
(6 proc.) i Urugwaj (5 proc.). Nie jest to klasyczny zbiornik z wodą, lecz
warstwa utworów geologicznych, w których może się ona gromadzić. Zbiornik
Guarane? jest oceniany jako jeden z największych (jeśli nie największy) tego
typu podziemnych zbiorników naturalnych na świecie. Jego obszar obejmuje
ok. 1 mln 194 tys. km kw. Jest więc on obszarowo większy od Francji, Hiszpanii
i Portugalii razem wziętych. Szacuje się, że mógłby on zaopatrywać 720 mln
ludzi przy dziennym zużyciu 300 l wody na osobę.
Nie dziwi więc szczególne zainteresowanie nim zarówno wielu firm zagranicznych,
jak i obcych rządów. Zbiornik wodny Guarane? daje bowiem możliwość eksploatacji
rzędu od 40 do 80 km sześc. wody rocznie. W kontekście stale wzrastającego "światowego
pragnienia" interes byłby wręcz niewyobrażalny.
W jednym z dokumentów z 2000 r. przygotowanym przez wpływową grupę członków
Partii Republikańskiej (tuż przed końcem kadencji Billa Clintona) określono
podstawowe dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych elementy geostrategiczne
na nadchodzące stulecie. Jednym z elementów tej polityki jest realizacja postulatu,
aby "państwa naszej półkuli nie były wrogo nastawione wobec naszej troski
o bezpieczeństwo narodowe". W ścisłym związku z tym zapisem znajduje się
inny fragment tego dokumentu, który wyjaśnia kluczowe znaczenie prawne zagwarantowania
przez państwa, które znajdują się w posiadaniu zbiornika wodnego Guarane?,
jego ochrony. Jest tam również mowa o tym, że USA muszą mieć pewność, że zasoby
naturalne zachodniej półkuli będą do ich dyspozycji w celu realizowania narodowych
priorytetów.
W lutym 2004 r. do redakcji brytyjskiego dziennika "The Guardian" przedostał
się tajny dokument jednego z doradców Pentagonu – Andrew Marshalla, który ostrzegał
administrację prezydenta USA George’a W. Busha przed negatywnymi skutkami ocieplenia
klimatu na kuli ziemskiej. Jedną z konsekwencji tego zjawiska byłyby występujące
braki wody pitnej. Dokument ten sugerował, aby Stany Zjednoczone poczyniły
kroki, które umożliwiłyby stały dostęp do zasobów wody, gdziekolwiek by się
one znajdowały i kiedykolwiek wystąpiłaby taka konieczność.

Guarane? – strategia zawładnięcia
Podobne deklaracje rodzą niepokój w Ameryce Południowej, a szczególnie w państwach,
które mają dostęp do Guarane?. Wzmógł się on po wizycie, we wrześniu ubiegłego
roku, w Paragwaju – jednym z najbiedniejszych państw tego kontynentu – sekretarza
obrony USA Donalda Rumsfelda. Wzrastająca obecność militarna Stanów Zjednoczonych
w tym regionie jest z reguły tłumaczona przez Waszyngton wysokim stopniem
aktywności organizacji terrorystycznych na tym terenie.
Przewodniczący Narodowej Komisji ds. Praw Człowieka Paragwaju podkreśla jednak,
że głoszona przez Amerykanów obecność terrorystów na ziemi Guarane? to zwykła
bzdura. Nie ma on wątpliwości, że Ameryka wymyśliła to, aby mieć pretekst do
rozciągnięcia swojej kontroli nad południowoamerykańskimi zasobami wody pitnej.
Tak uważa również były kandydat w wyborach prezydenckich Pedro Almada Galeano.
– Wydaje się, że strategia USA sprowadza się do kontroli tych olbrzymich zasobów
wodnych, kiedy już ich własne znajdą się na wyczerpaniu – stwierdził Almada
Galeano.
Obawy te wzrosły jeszcze bardziej, kiedy obecny rząd Paragwaju zezwolił na
stacjonowanie na swoim terytorium do końca 2006 r. grupy 400 żołnierzy amerykańskiej
piechoty morskiej. Oficjalnie celem misji jest współpraca w celu realizacji
działań o charakterze służebnym wobec społeczeństwa. Przeciwnicy wzrastającej
obecności militarnej USA w tym kraju wskazują jednak, że jej prawdziwym celem
jest stworzenie baz wojskowych. O jednym z takich miejsc mówi się już otwarcie.
Jest to Estigarriba, gdzie znajduje się olbrzymie lotnisko dostosowane do przyjmowania
dużych samolotów wojskowych. Lotnisko to zostało zbudowane przy wydatnej pomocy
USA w trudno dostępnym półpustynnym terenie.
Eksperci zwracają uwagę, że z punktu widzenia Amerykanów Paragwaj jest państwem
wyjątkowo korzystnie położonym. Stacjonowanie w tym kraju wojsk USA dawałoby
bowiem Waszyngtonowi możliwość nie tylko kontrolowania olbrzymiego rezerwuaru
wody pitnej Guarane?, ale również wywierania ewentualnej presji na Boliwię,
gdzie znajdują się olbrzymie złoża gazu ziemnego.

Jorge Topolsky, Buenos Aires

drukuj