Wierność zasadom, praca na rzecz rozwoju

Polska jest jedna

O programie Prawa i Sprawiedliwości „Nowoczesna, solidarna i bezpieczna Polska”



Od krakowskiego kongresu programowego Prawa i Sprawiedliwości dzielą nas już prawie dwa miesiące. Przyjęte na nim dokumenty programowe – przeznaczone do dyskusji przed opracowaniem przyszłego programu wyborczego – liczą w sumie kilkaset stron maszynopisu. Jest to przede wszystkim nasz zasadniczy program – „Nowoczesna, solidarna i bezpieczna Polska”, w którym mówimy zarówno o ideowych podstawach naszych działań, jak i o konkretnych propozycjach dotyczących wszystkich podstawowych dziedzin polskiego życia zbiorowego. Poza tym przedstawiamy plan działań antykryzysowych, program polityki na rzecz rozwoju obszarów wiejskich i rolnictwa, a także polityki w sprawach młodzieży. Do tego dodajmy dorobek bardzo ciekawych dyskusji panelowych.

Warto więc powiedzieć o kilku najważniejszych punktach naszej oferty programowej. Zanim to uczynię, chciałbym bardzo krótko odnieść się do tego, co dominuje w przekazanie medialnym – do sprawy nowego stylu uprawiania polityki, za którym nasza partia opowiedziała się na krakowskim kongresie, a który dziennikarze nazwali „zmianą wizerunku PiS”. W istocie chodzi tu o naszą odpowiedź na niepokojące zjawisko, które można nazwać „palikotyzacją” debaty publicznej w naszym kraju. Ktoś musiał głośno i dobitnie powiedzieć, że Polska zasługuje, zwłaszcza w czasach kryzysu, na poważne spory programowe, które wymagają spokoju i rzeczowości. Nieporozumieniem jest twierdzenie, że w ten sposób kopiujemy „strategię miłości” naszych politycznych konkurentów z kampanii wyborczej w 2007 roku. Nie chodzi nam bowiem o ściganie się z konkurencją w „czarowaniu” opinii publicznej, lecz o klimat merytorycznej debaty programowej. Śmiem twierdzić, że do takiej debaty jesteśmy dziś przygotowani o wiele lepiej niż nasi konkurenci.


Gospodarka, ale nie tylko


Mocno uproszczona i powierzchowna jest też ocena, że Prawo i Sprawiedliwość dokonuje „zwrotu od ideologii i polityki w stronę gospodarki”. Przede wszystkim nie można mówić o zwrocie, ponieważ sprawy gospodarcze były dla nas zawsze bardzo ważne, tak jak bardzo ważny jest cywilizacyjny rozwój Polski jako warunek dobrobytu polskich rodzin. Zwracaliśmy przy tym uwagę na pozaekonomiczne – polityczne i instytucjonalne – blokady rozwoju gospodarczego i aktywności gospodarczej Polaków, odrzucając ortodoksyjnie liberalną wiarę w samoczynne zbawienne działanie mechanizmu rynkowego, która łączy się z niechęcią do prorozwojowej aktywności państwa i do własności publicznej. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Obecne antykryzysowe strategie rządów wielu wysoko rozwiniętych państw potwierdzają, że to my mieliśmy rację.

To, że Prawo i Sprawiedliwość mówi dziś o gospodarce jeszcze więcej niż dawniej i przedstawia także szczegółowe pomysły na walkę z kryzysem, a następnie na wychodzenie z recesji, wynika z dwóch przyczyn. Pierwsza to fakt, że obecny kryzys jest chorobą dotykającą gospodarkę i doraźnie wymagającą działań przede wszystkim na płaszczyźnie ekonomicznej (choć ma on głębsze przyczyny o charakterze społeczno-kulturowym i politycznym, o których też piszemy w naszym programie). W naszym przekonaniu szkodliwe jest podejście obecnego rządu – pasywne i oparte na przedwczorajszych receptach z lamusa ortodoksyjnego liberalizmu, a także na bezkrytycznym, wręcz adoracyjnym stosunku do hasła „szybkiego wejścia Polski do strefy euro” zamiast racjonalnego ważenia zagrożeń i korzyści związanych z wyborem określonego momentu wprowadzenia tej waluty. Drugim powodem jest nasza troska o wykorzystanie szansy przyspieszenia rozwoju cywilizacyjnego Polski, zmniejszania dystansu dzielącego nasz kraj od najbogatszych państw Unii Europejskiej. Wiąże się z tym potrzeba maksymalnie efektywnego wykorzystania środków unijnych. Z pełnym przekonaniem mówimy, że dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości były pod tym względem czasem bardzo dobrym, wręcz przełomowym. I mamy wszelkie podstawy do niepokoju, że nasze decyzje i starania nie są kontynuowane, że sprawa rozwoju kraju jest traktowana nie jako ponadpartyjne, narodowe zadanie, lecz w najlepszym wypadku jako suma realizacji indywidualnych i grupowych interesów. Wymierne wyniki takiego podejścia do spraw rozwoju są, delikatnie mówiąc, mało zachęcające.


Polityka aktywna i ambitna


Punktem wyjścia nowego programu Prawa i Sprawiedliwości jest stwierdzenie, że Polacy doznają wielorakich opresji, które ograniczają, czasem drastycznie, możliwość rozwijania aktywności dla dobra własnego i dobra kraju oraz zaspokojenia potrzeb. Takich opresji nasi rodacy doświadczają w swych różnych rolach społecznych – jako obywatele uczestniczący w sprawach państwa, pracownicy, przedsiębiorcy, rolnicy, twórcy, właściciele, konsumenci, mieszkańcy, użytkownicy dróg, rodzice, studenci, pacjenci, emeryci, odbiorcy informacji, uczestnicy kultury itd. Brak nowoczesnej sieci autostrad i dróg ekspresowych, niemożność uzyskania własnego mieszkania przez miliony polskich rodzin, ograniczony dostęp do wody pitnej o należytej jakości, nierówność szans edukacyjnych – to tylko niektóre z wielu problemów, które pozostają nierozwiązane na skutek wad polskiego życia zbiorowego. Wspomniane opresje w zdecydowanej większości mają charakter zbiorowy i mogą być rozwiązywane tylko zbiorowym, wspólnym wysiłkiem.

Polskie państwo musi i może prowadzić politykę aktywną i ambitną w interesie naszych obywateli i przyszłych pokoleń Polaków. Do tego zaś potrzebna jest nie tylko wymiana, na drodze wyborów, partii rządzącej, lecz także rekonstrukcja instytucji państwa przełamująca osławiony „imposybilizm”, znosząca nieracjonalne blokady, które krępują aktywność obywateli oraz utrudniają działanie i współdziałanie organów władzy publicznej dla dobra wspólnego.

Jednym z kluczowych pojęć programu Prawa i Sprawiedliwości jest „wspólnota”. Każdy cywilizowany człowiek należy do różnych zorganizowanych wspólnot, które mają istotne znaczenie w wielu wymiarach jego życia. Nie lekceważąc innych wspólnot, Prawo i Sprawiedliwość akcentuje znaczenie wspólnoty narodowej – Narodu Polskiego, którego organizacyjnym wyrazem jest niepodległa Rzeczpospolita. Właśnie wspólnota narodowa jest nieodzowna – i pod wieloma względami niezastępowalna – jako punkt odniesienia tożsamości osoby ludzkiej, źródło dumy mobilizującej Polaków do pracy dla swojej Ojczyzny w szlachetnej rywalizacji z innymi narodami, gwarant przestrzegania uczciwości i demokratycznych zasad w polskim życiu publicznych i w stosunkach zewnętrznych, a także organizator zbiorowego wysiłku na rzecz rozwoju kraju i wyprowadzania Polaków z opresji, o których wspomniałem wyżej.

Wbrew temu, co głoszą ortodoksyjni liberałowie, Polacy potrzebują państwa, które będzie stymulować rozwój gospodarczy kraju oraz uporczywie zabiegać o należyty status i silną pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Nie możemy dopuścić do tego, aby Polska na trwałe stała się prowincją Europy, krajem, który nie ma np. międzynarodowego lotniska z prawdziwego zdarzenia ani pierwszorzędnych międzynarodowych imprez kulturalnych i sportowych, aby naszym obywatelom wciąż żyło się o wiele gorzej niż zachodnim Europejczykom, a polscy politycy nie mieli ambicji wpływania na kształt Unii Europejskiej zgodnie z wartościami naszej kultury i polskim interesem narodowym. Prawo i Sprawiedliwość doskonale wie, że nic nie będzie Polsce darowane przez „niewidzialną rękę rynku”, „dobrą koniunkturę międzynarodową” czy zagranicznych „dobrych wujków”. Odrzucamy praktycznie realizowaną przez PO koncepcję państwa, które w stosunkach wewnętrznych redukuje swą rolę do asystowania w realizacji prywatnych interesów i próbuje ledwie „zarządzać kryzysem”, a na zewnątrz dostosowuje się do oczekiwań najsilniejszych graczy, z góry zakładając, że Polska do nich nie może należeć i dlatego nie powinna mieć własnego zdania.

Niektóre z potrzebnych zmian wymagają kwalifikowanej większości konstytucyjnej (np. racjonalizacja liczby posłów i senatorów, rozsądne rozgraniczenie kompetencji rządu i prezydenta, zmiana systemu awansowania i oceny kadr sędziowskich, zmiana systemu głosowania w Trybunale Konstytucyjnym). Do innych zaś wystarczy zwykła, ale stabilna większość sejmowa. Do tych drugich należy m.in. konstrukcja rządu. Po wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborach będzie ona podporządkowana sprawom rozwoju, w tym maksymalnie efektywnego wykorzystania przysługujących Polsce środków unijnych, a z tym pod rządami PO – PSL jest bardzo źle.


Wolność – tak, liberalne wynaturzenia – nie


Ci, którzy opatrują nowy program Prawa i Sprawiedliwości etykietką „liberalny” albo piszą o… skopiowaniu przez PiS programu PO, najwyraźniej nie zadali sobie trudu przeczytania naszych materiałów kongresowych. Cóż bowiem upoważnia ich do głoszenia takich rewelacji? Czy nasze odwołanie się do wartości chrześcijańskich, które – zacytujmy program – „kształtują tożsamość i kulturę Narodu Polskiego od ponad tysiąca lat” i „stanowią fundament, na którym należy budować sprawiedliwy ład społeczny”? Nasze uznanie poszanowania godności każdego człowieka i ochrony życia ludzkiego od samego poczęcia „za aksjomat myślenia i działania w sprawach publicznych”? Czy może afirmacja Narodu Polskiego i interesu narodowego, odrzucenie w polityce zagranicznej klientyzmu i „politycznej poprawności”? Zapowiedź, że Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości będzie zdecydowanie przeciwstawiać się próbom wykorzystywania instytucji Unii Europejskiej przez środowiska liberalno-lewicowe do dechrystianizacji Europy i działać na rzecz wolności głoszenia na forum Unii poglądów inspirowanych nauczaniem Kościoła? Czy na pewno można nazwać „liberalnym” nasz program rozwoju obszarów wiejskich i ochrony polskiego rolnictwa? Czyżby był kopią programu PO nasz program wychowawczego i programowego wzmocnienia polskiej szkoły, nasz zdecydowany sprzeciw wobec planowanej przez kierownictwo MEN likwidacji państwowego nadzoru w oświacie i szeroko zakrojonej – jawnej i ukrytej – prywatyzacji sektora oświaty? Czy na podobną etykietkę zasługują szczegółowe propozycje Prawa i Sprawiedliwości w sprawie polityki rodzinnej „nastawionej na poprawę jakości życia i bezpieczeństwa ekonomicznego rodzin, tworzenie przyjaznego klimatu dla rodzicielstwa” oraz skutecznej ochrony dzieci i młodzieży szkolnej przed demoralizacją i przestępczą inicjacją? A może wspomniane już propozycje Prawa i Sprawiedliwości w sprawie walki z kryzysem i polityki szybkiego rozwoju?

W przyjętym w Krakowie programie podkreślamy, że w sporze o kształt życia zbiorowego w naszym kraju aktualna pozostaje, wyraźna po 1989 roku, oś podziału na „Polskę liberalną” (w istocie: postkomunistyczną) i „Polskę solidarną”. IV Rzeczpospolita, do jakiej dążymy, ma być urzeczywistnieniem tego, czego o społecznej solidarności uczył nas Jan Paweł II i co należy do spuścizny polskiego ruchu „Solidarność”. Nasza wierność idei Polski solidarnej jest poza wszelką dyskusją.

Oczywiście nieroztropne byłoby przy tym odrzucanie każdego postulatu nawiązującego do myśli liberalnej. Stanowi ona przecież konglomerat rozmaitych idei i postulatów odwołujących się do różnie pojmowanej – czasem rozumnie, a czasem opacznie – wolności. Prawo i Sprawiedliwość jako chrześcijańsko-demokratyczna i konserwatywna w sprawach wartości partia polityczna, która chce zrealizować ambitny program rozwoju kraju, nie może odwracać się od żadnego obywatela, który pragnie niepodległej, nowoczesnej i uczciwej Rzeczypospolitej. Będąc wierni chrześcijańskim korzeniom Narodu i wizji Polski solidarnej, musimy uwzględniać także tych potencjalnych wyborców, dla których najważniejszą sprawą są wolności obywatelskie czy swoboda działalności gospodarczej, a którzy gwaranta realizacji tych wartości upatrują – skądinąd nietrafnie – w partii Donalda Tuska. To głównie do nich mówimy, że w mijającym dwudziestoleciu doszła do głosu w naszym kraju swoista wersja liberalizmu – skarlała, służąca uzasadnieniu i utrwaleniu postkomunistycznego kierunku transformacji oraz osłabieniu państwa. Te elementy myśli i praktyki zwanej liberalną wymagają krytyki. Stanowczo odrzucamy też wynaturzenia liberalizmu przejawiające się brakiem szacunku dla ludzkiego życia od samego poczęcia, lekceważeniem macierzyństwa i rodziny, apoteozą obyczajowej rozwiązłości, ustawowym promowaniem beznadziejnych „związków partnerskich”. Natomiast to, co w ideologiach politycznej wolności jest racjonalne – co dotyczy podstawowych praw osoby ludzkiej i jej ochrony przed samowolą władzy, równości wobec prawa, swobody działalności gospodarczej i odpowiedzialnej przedsiębiorczości, państwa silnego praworządnością – przyjmujemy jako oczywisty składnik nowoczesnej konstrukcji władzy. Wartości te są wszak afirmowane w nauczaniu społecznym Kościoła oraz uznawane przez wszystkie demokratyczne partie prawicowe i konserwatywne na świecie.

W takim kontekście mamy prawo zapytać – i mówimy o tym w naszym programie – dlaczego Platforma, dysponując komfortowym wręcz układem sił w parlamencie, nie robi nic (albo w najlepszym wypadku robi bardzo mało), aby poszerzyć zakres wolności obywateli. Wstrzymano np. podjęte przez kierowany przeze mnie rząd prace legislacyjne na rzecz zniesienia anachronicznych korporacyjnych blokad korzystania z konstytucyjnej wolności wyboru zawodu. Przereklamowane wyniki prac tzw. komisji Palikota mają głównie propagandowy charakter i w istocie są bardzo mizerne w stosunku do oczekiwań przedsiębiorców, inwestorów i podatników, domagających się rzeczywistego zniesienia biurokratycznych barier, czego zapowiedzią w okresie naszych rządów był tzw. pakiet Kluski. Platforma nie wzięła w obronę wolności badań naukowych i swobody korzystania z ich wyników przez obywateli, gdy rozpętano histeryczną kampanię polityczno-medialną przeciwko rzetelnej, opartej na wzorowym warsztacie naukowym książce o ponurych aspektach niedawnej historii Polski; przeciwnie, wielu znanych polityków PO przyłączyło się do kompromitującej jej uczestników nagonki na autorów owej książki i do pogróżek pod adresem IPN. Nie mówiąc już o tym, że niektórzy z nich nie kryją, iż w ich koncepcji wolności nie mieści się prawo do istnienia i rozwoju takich instytucji jako Radio Maryja i Telewizja Trwam.

Zadaniem wszystkich, którym leży na sercu przyszłość cywilizacji zachodniej opartej na mocnym fundamencie wartości chrześcijańskich, nie bez powodu nazywanej swego czasu cywilizacją wolnego świata, jest przeciwstawianie się tendencjom do ograniczania wolności głoszenia przekonań i realizowania programów opartych na światopoglądzie chrześcijańskim i nauczaniu Kościoła. W różnych krajach naszego kręgu kulturowego jest coraz więcej przykładów jawnej i zawoalowanej cenzury o ostrzu w istocie antykatolickim i antychrześcijańskim. Cenzura ta dotyczy na razie przede wszystkim przestrzeni politycznej, ale coraz częściej próbuje także ingerować w sferę kultury, nauki i oświaty, a nawet religii i życia rodzinnego. Zza parawanu „politycznej poprawności” czy „państwa neutralnego światopoglądowo” (także „Unii neutralnej światopoglądowo”) coraz wyraźniej wyłania się tendencja do podporządkowania coraz większych obszarów życia społecznego i nadania sankcji prawnej jednemu światopoglądowi – hołdującemu moralnemu relatywizmowi i hedonizmowi, odrzucającemu sprawdzone wartości, stawiającemu skrajną wersję „politycznej poprawności” ponad wolność sumienia i wolność słowa.


Bez kompromisu co do zasad


Kto uważnie przeczyta nasz program, ten bez trudu się przekona, że Prawo i Sprawiedliwość w niczym nie rezygnuje z zasad określających chrześcijańską, polską i solidarnościową tożsamość ideową naszej partii. Co do tych zasad nie ma i nie będzie kompromisu. Poszanowanie godności każdego człowieka i jego prawa do życia oraz uznanie nieodzownej roli polskiego państwa narodowego dla pomyślności obywateli Rzeczypospolitej uczynimy podstawą polskiej polityki po wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborach. Notabene nie ma to nic wspólnego z – imputowaną nam przez nierzetelnych krytyków – chęcią narzucania komukolwiek światopoglądu czy sposobu przeżywania polskości.

Potwierdzamy wolę kontynuowania dorobku wszystkich wartościowych nurtów ideowo-politycznych polskiej prawicy i centroprawicy, które połączyły się w Prawie i Sprawiedliwości. Bez tego połączenia nie byłoby możliwe to, co już udało się osiągnąć. Bez zachowania jedności nie ma też szansy na skuteczną realizację polityki centroprawicowej w przyszłości, zwłaszcza wobec silnego polityczno-medialnego sojuszu sił, którym marzy się powrót do nie tak odległych czasów, gdy wewnętrznie skłócona prawica wegetowała poza głównym nurtem polityki w III RP, a rolę prawicowych autorytetów pełnili licencjonowani przez „Gazetę Wyborczą” felietoniści.

W sferze działań politycznych jest natomiast miejsce na rozumny i roztropny kompromis zawsze wtedy, gdy nie oznacza on rezygnacji z fundamentalnych zasad. W polityce nie wystarczy mieć rację, trzeba także umieć realizować swoje cele programowe w takim stopniu, w jakim jest to w danym czasie możliwe. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość jest w stanie pozyskać dla swoich inicjatyw ustawodawczych część posłów i senatorów z innych klubów, to z reguły warto o to zabiegać. Wierzymy w wygraną Prawa i Sprawiedliwości w najbliższych wyborach parlamentarnych i już dziś pracujemy na rzecz takiej wygranej, ale musimy pamiętać, że aż dwóch trzecich głosów w Sejmie potrzeba do zmiany Konstytucji z 1997 r. – wciąż obowiązującej ustawy zasadniczej, która stanowi wszak owoc współpracy SLD z Unią Wolności i jest idealnie skrojona na miarę tych dwóch partii. To oznacza, że eliminowanie ustrojowych słabości Rzeczypospolitej wymaga dialogu i porozumienia także z niektórymi środowiskami w PO i PSL.

Polska jest jedna, a z owoców polityki rozwoju proponowanej przez Prawo Sprawiedliwość skorzystają wszyscy uczciwi Polacy. Czyniąc nasz program i styl działania przystępnym dla różnych kręgów wyborców, nie zapominamy i nie zapomnimy o tych grupach i środowiskach, z którymi jesteśmy najściślej związani

wspólnymi tradycjami i przekonaniami.

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości
drukuj