Wiele czynności do powtórki
Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem rodzin ofiar katastrofy
smoleńskiej: Bożeny Mamontowicz-Łojek, Grażyny Gęsickiej, Sławomira Skrzypka i
Tomasza Merty, rozmawia Marcin Austyn
Polska prokuratura powinna przeprowadzić własne oględziny miejsca katastrofy
Tu-154M czy też rosyjskie dokumenty w tym zakresie są dla nas miarodajne?
– Na pewno oględziny dokonane przez Rosjan będą posiadały moc dowodową, jeżeli w
ramach pomocy prawnej te dokumenty zostaną przekazane stronie polskiej. To nie
zmienia jednak faktu, że polscy prokuratorzy powinni pojechać na miejsce
zdarzenia i dokonać tam ponownych oględzin. Już nie mówię, że powinni uczynić to
tuż po katastrofie, ale skoro tak się nie stało, należy to uczynić teraz.
Przemawiają za tym następujące argumenty. Po pierwsze, jest rzeczą oczywistą, że
inaczej ocenia się przebieg zdarzenia, kiedy widziało się, jak wygląda miejsce
katastrofy i można wyrobić sobie pogląd na ten temat. Nawet kiedy wydaje się, że
taka wizja nie ma sensu, bo wszelkie dowody zostały już dawno zatarte, to dobrze
jest zobaczyć miejsce wypadku, by móc odnieść się do tego, co zostało
udokumentowane w aktach. To jest pewien kanon podstawowych czynności, o których
uczy się już w toku aplikacji przygotowującej do wykonywania zawodu. Po drugie,
warto dokonać ponownych oględzin, by zweryfikować dokumenty rosyjskie, by w
przyszłości nie narażać się na wątpliwości w tym zakresie. Ponadto cały czas na
miejscu katastrofy znajdowane są różnego rodzaju przedmioty z wraku samolotu, a
zatem oględziny tak naprawdę nie zostały zakończone.
Nasi prokuratorzy i biegli powinni brać udział we wszystkich czynnościach na
miejscu katastrofy?
– Z całą pewnością powinniśmy brać udział w czynnościach na miejscu zdarzenia.
Przecież – co podkreślała prokuratura – byliśmy do nich dopuszczani przez
Rosjan. Nie było więc przeszkód, by nasi biegli od 10 kwietnia uczestniczyli w
tych czynnościach. Tłumaczenia, że była to ogromna przestrzeń, są absurdalne.
Czy gdyby tragedia wydarzyła się w Polsce, nie wysłalibyśmy odpowiedniej dla
skali zdarzenia liczby prokuratorów? Fakt, że katastrofa zdarzyła się poza
granicami Polski, nie świadczy o tym, że nie powinniśmy tam wysłać własnych
prokuratorów i biegłych, by uczestniczyli w możliwie jak największej liczbie
podejmowanych przez Rosjan czynności. Wydaje mi się, że mieliśmy tu do czynienia
z niezrozumieniem wagi problemu. Jeśli była taka potrzeba, to państwo polskie
miało obowiązek wysłać taką liczbę prokuratorów, która zabezpieczyłaby miejsce
zdarzenia i zapewniła należyte prowadzenie śledztwa.
Przy badaniu czarnych skrzynek obecny był polski prokurator, ale nie biegły.
To wystarczyło, by zagwarantować poprawność wykonanych czynności?
– Mam takie przeświadczenie, iż przy tych czynnościach był obecny biegły ze
strony polskiej. Często jest tak, że polska komisja i prokuratura wykorzystują
tych samych ekspertów. Być może nie zostało wydane postanowienie w tym
zakresie… Taka sytuacja może w pewnym sensie podważać uzyskany dowód, ale o
tyle nie ma to znaczenia, o ile te badania i tak trzeba powtórzyć w Polsce po
odzyskaniu oryginałów czarnych skrzynek. Jest to konieczne choćby po to, by
zweryfikować to, co uzyskaliśmy dotychczas od Rosjan.
Jesteśmy zatem w ogromnym stopniu uzależnieni od wyników pracy Rosjan?
– Niestety, tak jest, i na obecnym etapie niewiele da się już zmienić. Mam
jednak nadzieję, że prokuratura zdecyduje się powtórzyć przynajmniej te
najważniejsze czynności. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której w pełni
wartościowym dowodem będzie np. stenogram z czarnych skrzynek, który został
sporządzony na podstawie kopii nagrań. Te czynności powinny zostać powtórzone na
oryginałach. Przy okazji należałoby zweryfikować, czy czarne skrzynki nie były w
jakiś sposób modyfikowane.
Polskie śledztwo potrwa zatem znacznie dłużej niż rosyjskie?
– Zdecydowanie tak. Polska prokuratura znajduje się na końcu całego łańcuszka.
Pierwszy jest rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy, potem prokuratura
rosyjska, dalej polska tzw. komisja Millera, a na samym końcu polska
prokuratura.
Z ust premiera słyszymy jednak, że działania rządu w sprawie smoleńskiej są
zdecydowane i przynoszą oczekiwane efekty.
– Z pewnością nacisk rządu na stronę rosyjską mógłby być większy, bo prokuratura
w swoim zakresie zrobiła to, co do niej należało. Wystąpiła do Rosji z wnioskami
o pomoc prawną (jak m.in. o zabezpieczenie wraku samolotu), ale one nie są
realizowane bądź realizuje się je z dużym opóźnieniem. Jeżeli zatem w sferze
prawnej nie jesteśmy w stanie już nic zrobić, to wówczas wchodzimy w sferę
polityczną, a tu ocenę należałoby pozostawić politykom, a nie pełnomocnikom
rodzin. Na pewno działania polityczne rządu nie przynoszą spodziewanych efektów
dla śledztwa, a skoro tak, to pozostaje pytanie, czy rzeczywiście są one
wystarczające. Z pewnością też postawa polskiego rządu tuż po katastrofie, jego
uległość wobec propozycji współpracy z Rosją przy wyjaśnianiu przyczyn wypadku,
dzisiaj owocuje. Jako przykład można podać choćby sposób interpretacji zapisów
konwencji chicagowskiej. Nawet w profesjonalnych publikacjach pojawia się bowiem
stanowisko, iż ze względu na zasady prawa międzynarodowego współpracę w tym
zakresie można było ukształtować w inny sposób.
Premier twierdził, że Polska po tragedii zachowała się godnie. Czy tak tę
sprawę odbierają rodziny zmarłych?
– W odczuciu większości rodzin, które reprezentuję, tak nie było. Po pierwsze,
sposób traktowania rodzin od samego początku nie uwzględniał charakteru i
rozmiaru tragedii. Warto tu przytoczyć choćby kwestię namawiania, by rodziny nie
wyjeżdżały do Rosji. Wiem również, że kilka rodzin zwracało się do urzędników
państwowych, prosząc, by z miejsca tragedii została zabrana dla nich jakaś
pamiątka po bliskich – czy to guzik z marynarki, czy zdjęcia – te prośby nie
były realizowane, a rodziny były pozostawiane same. Mimo ogólnikowych zapewnień
później nikt nie zwracał na te potrzeby uwagi. Inny przykład to postawa
prokuratury w stosunku do rodzin w początkowej fazie śledztwa, która była –
najogólniej ujmując – niezadowalająca. Na szczęście to postępowanie zmieniło się
w późniejszym okresie i dziś mogę powiedzieć, że w przeważającej mierze jest
prawidłowe. Odrębna sprawa to sposób upamiętnienia ofiar katastrofy, który – co
zrozumiałe – dla wielu rodzin ma ogromne znaczenie.
Można było zrobić więcej?
– W pierwszych dniach po katastrofie, które były dla wszystkich bardzo trudne,
mówiono, że jest stosowna opieka. Ona była, ale w mojej ocenie – różna. Później
rodziny zostały pozostawione same. Mam tu na myśli np. kwestię pomocy prawnej w
Rosji. Rodziny zostały zdane na to, co same sobie zorganizują. Państwo w tym
zakresie nie służyło żadną pomocą, poza podaniem list kancelarii prawnych, które
rekomenduje, a przecież wiadomo, że ktoś musiałby je opłacić. Podejrzewam, że
gdyby wsłuchać się w głos rodzin, takich przykładów można by znaleźć więcej.
Dziękuję za rozmowę.
