W trybach nowego bloku

Dylemat niemieckich wielkomocarstwowych ambicji ujmowany jest następująco:
Niemcy są za duże jak na Europę, za małe jak na świat. Żeby więc odgrywać rolę
mocarstwa światowego, muszą poszukiwać partnera, który swoimi zasobami
powiększyłby ich potencjał. Znajdują go w Rosji.

Myśl o stworzeniu osi Berlin – Moskwa nie jest także obca kołom rosyjskim.
Już uważani za pionierów geopolityki rosyjskiej gen. Milutin i gen. Wandam
postulowali stworzenie bloku geopolitycznego sięgającego od Atlantyku do
Pacyfiku, opartego na przymierzu niemiecko-rosyjskim. Także inicjator kolei
transsyberyjskiej min. Siergiej de Witte był przekonany, że kolej ta stanie się
komunikacyjnym kośćcem wielkiej eurazjatyckiej przestrzeni, spinając brzegi
Atlantyku z brzegami Oceanu Spokojnego.

Niemcy patrzą na Rosję

Idea ta była najbliższa realizacji w 1939 roku, kiedy zawarto sławetny pakt
Ribbentrop-Mołotow, mimo – jak wydawałoby się na pierwszy rzut oka –
niemożliwych do przezwyciężenia różnic ideologicznych między rosyjskim
bolszewizmem a niemieckim nazizmem. Były jednak dowody na przyciąganie się
obydwu totalitarnych systemów. Już w 1923 roku związany z Trockim znany działacz
sowiecki i funkcjonariusz Kominternu Karol Radek (właściwe nazwisko Sobelson)
proponował nawiązanie współpracy między komunistami i nazistami. Główny
propagandysta NSDAP Josef Goebbels w 1925 roku na łamach "NS-Briefe" pisał:
"Spoglądamy na Rosję, ponieważ najprawdopodobniej razem z nami będzie kroczyć
drogą do socjalizmu. Rosja jest nam danym przez naturę sojusznikiem w walce z
diabelską pokusą i zepsuciem Zachodu".

Ale nie tylko podobieństwo ideologiczne zbliżało Moskwę i Berlin. Władimir
Putin, przemawiając na Westerplatte 1 września 2009 roku, powiedział: "Dziś,
obchodząc rocznicę wybuchu II wojny światowej, należy się zastanowić, co
doprowadziło do tego… II wojna światowa nie rozpoczęła się z godziny na
godzinę… Wojna ta ma swój początek w traktacie wersalskim, co doprowadziło do
poniżenia Niemiec po zakończeniu I wojny światowej".

Wypowiedź Putina stanowiła wyciągnięcie ręki w stronę Niemiec, była próbą
odnowienia historycznej zgodności tak żywej w okresie międzywojennym, a opartej
o wrogość zarówno Niemiec, jak i Rosji wobec traktatu wersalskiego. Ale
wystąpienie Putina miało dwojaki wydźwięk. Po pierwsze, ówczesny premier Rosji
poparł współczesną niemiecką interpretację traktatu wersalskiego. Po drugie,
przemówienie rosyjskiego gościa przypominało historyczną zgodność w krytyce
traktatu wersalskiego reprezentowaną przez Berlin i Moskwę w okresie
międzywojennym. Jednym z jego najistotniejszych osiągnięć było reaktywowanie
niepodległego państwa polskiego. I właśnie przeciwko Polsce kierowały się
szczególnie zjadliwe krytyki. Szef niemieckiego sztabu generalnego w czasach
Republiki Weimarskiej gen. Hans von Seeckt wyraził się następująco: "Istnienie
Polski jest nie do zniesienia jako sprzeczne z warunkami życia Niemiec. Polska
musi zniknąć i zniknie". Z jego słowami korespondowała wypowiedź twórcy państwa
sowieckiego Włodzimierza Lenina, który po klęsce Armii Czerwonej pod Warszawą
oświadczył: "Im silniejszą Polska będzie, tym bardziej nienawidzić jej będą
Niemcy, a my potrafimy posługiwać się tą ich niezniszczalną nienawiścią.
Przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski i nawet
sprzymierzyć się z Niemcami".

Jesienią 1939 roku, po uzgodnionej niemiecko-sowieckiej agresji na Polskę i
jej klęsce, znowu zabrzmiał zgodny antypolski duet. Kanclerz III Rzeszy Adolf
Hitler, przemawiając 6 października w Reichstagu, powiedział, że Polska to był
"twór, który już w momencie swojego powstania przez wszystkich, oprócz Polaków,
określany był mianem bękarta". Minister spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesław
Mołotow na forum Rady Najwyższej 31 października określił Polskę mianem
"poczwarnego bękarta traktatu wersalskiego". Zaprezentowano także całkowitą
zgodność poglądów w kwestii przyszłości Polski. Hitler: "Polska traktatu
wersalskiego nigdy już nie powstanie! To gwarantują dwa największe kraje świata"
(tzn. III Rzesza i ZSRS). Mołotow: "O przywróceniu dawnej Polski, jak każdy
rozumie, nie może być mowy".

Unicestwić Albion

Wrześniowa klęska Polski była efektem paktu Ribbentrop-Mołotow. Ale musimy
pamiętać, że w sensie geopolitycznym pakt ten wymierzony był w imperium
brytyjskie. Jego geopolityczne podstawy wyjaśniał Karl Haushoffer w broszurze
"Der Kontinentalblock" (Blok Kontynentalny). Stwierdzał, że największym i
najważniejszym politycznym punktem zwrotnym naszych czasów jest utworzenie
potężnego bloku kontynentalnego obejmującego Niemcy, Rosję i Japonię. Ich
olbrzymi potencjał, przy rozległości terytoriów, czynił bezskuteczną "politykę
anakondy" stosowaną przez Anglosasów wobec eurazjatyckich potęg lądowych. Twórca
niemieckiej geopolityki zwracał się z apelem do kół politycznych Niemiec, ZSRS i
Japonii, aby w swoich działaniach wykazywali "więcej wielkoprzestrzennego i
geopolitycznego myślenia, a mniej ideologii".

Uczestnikom bloku przyświecała idea wyrażona przez Stalina, że "Anglia nie ma
więcej prawa panować nad światem". Hitler stwierdzał zaś, iż "wyłania się nowa
kombinacja państw" złożona z Niemiec, Włoch, Japonii, ale także Związku
Sowieckiego, Francji i Hiszpanii. Kraje te powinny określić "swoje strefy
zainteresowań". Po zwycięstwie nad Wielką Brytanią jej liczące ok. 40 mln km kw.
powierzchni imperium "może być podzielone jak mienie bankruta". Moskwa
zaakceptowała podstawowy sens propozycji Hitlera i Ribbentropa, przyjmując
południowy kierunek ekspansji, w stronę Oceanu Indyjskiego. Stalin zaufał
zapewnieniom niemieckim, jakie z Berlina przywiózł Mołotow. Przystał także na
niemiecką koncepcję eurazjatyckiego bloku kontynentalnego. To tłumaczyło jego
pasywność wobec anonsowanych z różnych źródeł zapowiedzi ataku Niemiec na
Związek Sowiecki, które potraktował jako intrygi Anglosasów wymierzone w
porozumienie niemiecko-sowieckie.

Zmiana polityki niemieckiej zaskoczyła Moskwę. Jak twierdzi Aleksander Dugin,
"eurazjatyści w GRU i szerzej, w armii – Woroszyłow, Timoszenko, Żukow, Golikow
i inni – do ostatniej chwili nie wierzyli w możliwość wojny, jako że poważne
wpływy eurazjatyckiego [a to znaczy rusofilskiego] lobby w III Rzeszy były im
dobrze znane". Sam Dugin wybuch wojny w 1941 roku określił jako "wielką
eurazjatycką katastrofę", jako "straszną, bratobójczą wojnę dwóch
geopolitycznie, duchowo i metafizycznie bliskich, pokrewnych sobie narodów,
dwóch antyatlantycko zorientowanych reżimów, Rosji Stalina i Niemiec Hitlera". W
podobne tony zawodu uderza współczesny zwolennik wskrzeszenia osi Berlin –
Moskwa – Tokio Aleksiej Mitrofanow, pisząc: "Potężny niemiecki Wehrmacht zwrócił
się w 1941 roku nie przeciwko prawdziwemu wrogowi narodu niemieckiego, to jest
międzynarodowej oligarchii finansowej, lecz przeciwko Związkowi Sowieckiemu,
swojemu jedynemu sojusznikowi". Wybuch wojny między dwoma sygnatariuszami
niesławnego paktu nie wyeliminował ich chęci powtórnego związania się sojuszem.
Władimir Karpow w książce "Generalissimus" (Moskwa 2002) pisze, że po
zwycięskiej dla siebie bitwie pod Moskwą Stalin podjął inicjatywę ponownego
porozumienia się z Hitlerem. Proponował zatem zawieszenie broni oraz nową
granicę między Niemcami i Związkiem Sowieckim. Obiecywał także podjąć u boku III
Rzeszy działania zbrojne przeciw Anglii i USA, obwinić o rozpętanie wojny
"międzynarodowe żydostwo" i prowadzić wspólne działania w celu przebudowy
światowej przestrzeni. Zgłaszał także gotowość włączenia się w rozwiązanie
kwestii żydowskiej.

Rozmowy sowiecko-niemieckie toczyły się w Mceńsku, po niemieckiej stronie
frontu, w lutym 1942 roku. Stronę sowiecką reprezentował Mierkułow, pierwszy
zastępca szefa NKWD. Jego rozmówcą był gruppenfuehrer SS Wolf, naczelnik sztabu
personalnego Himmlera. W sprawozdaniu dla Stalina Mierkułow stwierdzał, że
strona niemiecka nie wyszła naprzeciw sowieckim propozycjom. W kwestii
żydowskiej zaś usłyszał od Wolffa taką radę: "Rząd ZSRS powinien niezwłocznie
skończyć z żydostwem. W tym celu należałoby przede wszystkim wysiedlić
wszystkich Żydów w rejon dalekiej północy, izolować ich, a potem w zupełności
unicestwić… Kwestią unicestwienia (uśmiercenia) i utylizacją zwłok ludności
żydowskiej będą zajmować się sami Żydzi".

Od Dublina do Władywostoku

W czasie II wojny światowej nie doszło jednak do odwrócenia sojuszy i Stalin
został za to wynagrodzony przez zachodnich aliantów dominacją w Europie
Wschodniej. Linia rozgraniczenia stref wpływów ustaliła się na Łabie i jako
żelazna kurtyna na ponad 40 lat określała polityczne realia okresu zimnej wojny.
Według współczesnych geopolityków rosyjskich, Związek Sowiecki nie był jednak
tworem geopolitycznie doskonałym. Nie osiągnął bowiem wybrzeży oceanów:
Atlantyckiego i Indyjskiego. Według źródeł niepewnego pochodzenia, które w
latach 70. XX wieku przedostały się na Zachód, w wojskowych kołach sowieckich
zdawano sobie z tego sprawę i snuto plany integracji wielkiego eurazjatyckiego
megakontynentu drogą kombinowanych polityczno-militarnych akcji. Jednak krach
ustrojowy ZSRS i ruch wolnościowy zapoczątkowany robotniczym buntem na polskim
Wybrzeżu położył kres tym zamiarom. Wydawało się, że gorbaczowowsko-jelcynowska
Rosja wejdzie na tory harmonijnej współpracy międzynarodowej i zintegruje się ze
światem zachodnim. Wkrótce jednak doszły do głosu w Moskwie tendencje
neoimperialne, których wyrazicielem jest Władimir Putin. Promował je pod
podniośle brzmiącym hasłem "wstawania z kolan". Równocześnie bujnie rozwijająca
się geopolityka rosyjska wręcz obsesyjnie opanowana jest doktryną eurazjatyzmu i
projektami odrodzenia imperium na skalę większą niż Związek Sowiecki.

Zdecydowanym impulsem na drodze tworzenia nowego bloku kontynentalnego była
wizyta Władimira Putina w Niemczech na zaproszenie Angeli Merkel i wygłoszone
tam przemówienie, opublikowane następnie na łamach "Sueddeutsche Zeitung" (25
listopada 2010 roku). Komentujący wystąpienie swego premiera rosyjski geopolityk
Aleksander Dugin stwierdził, że "plan przedstawiony przez Putina jest
historycznym wyrazem kontynentalnej geopolityki, od początku ukierunkowanej na
zjednoczenie obszarów Europy i Rosji-Eurazji w jedną ekonomiczną, strategiczną i
surowcową strefę". Wskazał na jego oczywistą analogię z blokiem kontynentalnym
Haushoffera z lat 1939-1940. Przypomniał także nowszych propagatorów tej idei,
którymi byli: Belg Jean Thiriart, w ostatnich latach funkcjonowania ZSRS
rozwijający koncepcję "imperium euro-sowieckiego od Dublina do Władywostoku",
czy francuski pisarz Jean Parvulesco, autor książki "Vladimir Poutine et
l´Eurasie" (Putin i Eurazja), wydanej w 2005 roku, pod którego wpływami mieli
pozostawać neogaulliści, w tym były premier Francji Dominique de Villepin. Na
gruncie francuskim konsekwentnym propagatorem bloku kontynentalnego w formie osi
Paryż – Berlin – Moskwa jest od lat Henri de Grossouvre. W przeszłości
projektowane imperium miało podważyć pozycję brytyjskiej potęgi morskiej,
współcześnie kieruje się przeciwko Stanom Zjednoczonym. Hasłem wywoławczym tej
koncepcji jest zerwanie z jednobiegunowością postzimnowojennego świata,
określaną jako hegemonia amerykańska i stworzenie świata wielobiegunowego. Dugin
stwierdza, że dopiero integracja Europy i Rosji pozwoli usunąć w cień USA i
stworzyć świat wielobiegunowy. Sama Europa czy sama Rosja nie są w stanie tego
dokonać, albowiem stosownym do tego zadania potencjałem dysponuje jedynie
"pełnowartościowy euro-rosyjski, eurazjatycki blok kontynentalny".

Eurazja kontra USA

3 października 2011 roku ukazał się w "Izwiestiach" artykuł premiera
Władimira Putina zapowiadający utworzenie na bazie struktur integrujących dawny
obszar ZSRS nowej, ściślejszej, ponadnarodowej struktury w formie Związku
Eurazjatyckiego. Propozycja Putina, adresowana do wszystkich byłych republik
sowieckich, spotkała się jednak wśród nich z rezerwą.
Do konsekwentnych zwolenników putinowskiego programu należy prof. Igor Panarin.
W wywiadzie dla pisma "Kommiersant" podkreśla on, że w wyborach prezydenckich 4
marca 2012 roku Rosjanie zawierzyli Putinowi, jedynemu kandydatowi, który jest w
stanie realizować "projekt imperialny". Sam Panarin przewiduje, że Związek
Eurazjatycki stopniowo będzie wykraczał poza przestrzeń dawnego Związku
Sowieckiego, a już w 2013 roku Rosja wspólnie z Niemcami przystąpi do
"przeformatowania" Unii Europejskiej. Zacznie funkcjonować rosyjsko-niemiecka
"Gazowa Hanza" w oparciu o Gazociąg Północny.

Nikt nawet nie ukrywa, że realizacja powyższego projektu wymierzona jest w
Stany Zjednoczone. Aby skrępować ich swobodę manewru, postanowiono uderzyć w ich
najczulszy punkt. Jeszcze niedawno pokutowała teza, że podstawą potęgi
amerykańskiej jest dolar. Niestety, w znacznym stopniu wskutek
nieodpowiedzialności finansjery z Wall Street stał się on obecnie piętą
achillesową amerykańskiego imperium.

Amerykański ekonomista Michael Hudson postawił przed trzema laty szokującą
tezę: "Miasto Jekaterynburg, największe rosyjskie miasto na wschód od Uralu,
może stać się znane nie tylko jako miejsce śmierci ostatniego cara Rosji, ale
także jako miejsce końca amerykańskiej hegemonii – nie tylko jako miejsce, gdzie
w 1960 roku został zestrzelony pilotujący samolot U-2 Gary Powers, ale także
jako miejsce, gdzie sterowany przez Amerykanów międzynarodowy system finansowy
legł w gruzach". W tak dramatycznych słowach Hudson skomentował spotkanie, które
odbyło się w Jekaterynburgu (w czasach sowieckich Swierdłowsk) 15-16 czerwca
2009 roku. Formalnie była to konferencja Szanghajskiej Organizacji Współpracy,
utworzonej w 2002 roku jako przeciwwaga dla NATO. Jej członkami są Rosja, Chiny,
Kazachstan, Tadżykistan, Kirgistan i Uzbekistan. Status obserwatora posiadają
Indie, Iran, Pakistan i Mongolia. Po dwóch dniach w Jekaterynburgu pojawił się
prezydent Brazylii i dalsze rozmowy toczyły się w formule geopolitycznej
określanej jako BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny). Stany Zjednoczone chciały
uczestniczyć w obradach w charakterze obserwatora, ale spotkały się z odmową. Na
konferencji krytykowano politykę finansową USA, druk pustego, papierowego
pieniądza i przerzucanie kosztów tej polityki na barki innych. Radzono im w
sposób obcesowy poczynić oszczędności w dziedzinie wydatków na amerykańskie siły
zbrojne. Niewątpliwym sukcesem Moskwy było pozyskanie poparcia Chin dla krytyki
instalacji tarczy antyrakietowej. Grożono także odejściem od dolara we
wzajemnych obrotach handlowych, a nawet ustanowieniem nowej waluty światowej. W
tym momencie do dyskusji włączyli się Niemcy. Główny ekonomista Deutsche Banku
Norbert Walter wyraził opinię, że w obecnych okolicznościach jedyną właściwą
alternatywą dla dolara jest euro.

Rozgrywanie przez Rosję dolarowej wojny z Amerykanami w kombinacji BRICS
spowodowało pewien niepokój w kołach berlińskich. Konsekwentny zwolennik osi
Berlin – Moskwa Alexander Rahr (Niemieckie Towarzystwo Polityki Międzynarodowej)
niepokoił się, jak dalece sięgnie zwrot Rosji w kierunku BRICS, czy nie zaniedba
stosunków z Niemcami, z UE. Zwłaszcza że grupa BRICS nie podjęła sugestii o
zastąpieniu dolara przez euro. Jest ono dla nich równie mało interesujące, co
dolar – jest pieniądzem bez realnego pokrycia (tzw. fiducjarnym). Ewentualne
korzyści odnosiłby głównie jego emitent, Europejski Bank Centralny, znajdujący
się pod niemiecką kontrolą. Z drugiej strony ani Chiny, ani Rosja nie mogą
obecnie pozwolić sobie na doprowadzenie do krachu dolara ze względu na ogromne
zasoby tej waluty będące w ich posiadaniu: Chiny – 2 bln dolarów, Rosja – 400
mld dolarów. Mogą zdobyć się ewentualnie na taki krok dopiero po upłynnieniu
swoich dolarowych zasobów np. poprzez inwestycje i wykup różnego rodzaju dóbr w
innych krajach. Pogróżek pod adresem dolara, czasem grubiańskich – Putin np.
określił emisję dolara przez Amerykanów aktem chuligaństwa – używają, aby
uzyskać od Waszyngtonu ustępstwa w innych interesujących ich kwestiach.

Putin w swoim przedwyborczym programie sformułował następujące cele w
obszarze polityki zagranicznej: strategiczne partnerstwo z Chinami, umacnianie
BRICS, ścisła współpraca z UE. Nie ulega wątpliwości, że dwa pierwsze punkty
służą walce ze światową pozycją Stanów Zjednoczonych. Tę walkę Putin zaanonsował
już w swojej mowie monachijskiej z 2007 roku, występując przeciwko wizji świata
jednobiegunowego, czyli hegemonii amerykańskiej. Wydaje się, że umiejscowiona na
trzecim miejscu współpraca z UE (czyli praktycznie z Niemcami) ma równie istotne
znaczenie dla Moskwy. Może ona przyjąć formę czy to nowego bloku
kontynentalnego, osi Paryż – Berlin – Moskwa, Euro-Rosji czy Euro-Syberii, ale
daje Moskwie gwarancje, że nie pozostanie osamotniona w konfrontacji z chińskim
kolosem.

Gra o Międzymorze

Upadek żelaznej kurtyny diametralnie zmienił geopolityczną mapę Europy i
miejsce Polski na niej. Polska, wyzwolona po "solidarnościowej" epopei z
nienaturalnego dla niej bloku wschodniego, powróciła do swojej naturalnej,
prozachodniej, proanglosaskiej orientacji. Generał Gerd Komossa, szef MAD
(niemieckiego kontrwywiadu), napisał, że w 2004 roku "W przeciągu jednej nocy
Polska stała się dla Waszyngtonu bardziej zaufanym partnerem niż Niemcy".
Wzmocnieniu więzi sojuszniczych między Polską a USA służyłaby także instalacja w
Polsce tarczy antyrakietowej, w sensie geopolitycznym oznaczająca wojskową
obecność Ameryki w przestrzeni między Niemcami a Rosją. Eksperci z Heritage
Foundation szli nawet dalej. Uważając, że NATO ze względu na obstrukcję Niemiec
i Francji krępuje swobodę ruchów USA, proponowali także przebudowę systemu
amerykańskich sojuszy. W jej ramach Polska i Czechy miały zyskać status
specjalnych sojuszników Stanów Zjednoczonych, analogiczny do statusu Wielkiej
Brytanii.

Niestety, administracja prezydenta Obamy wycofała się z projektu tarczy.
Decyzję tę poprzedziło znamienne wydarzenie. Jednym z nich była z pewnością
konferencja BRICS w Jekaterynburgu i atak na amerykańską walutę.

Aleksander Dugin w 2009 roku stwierdził, że przeszkodą na drodze realizacji
nowego bloku kontynentalnego są kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w okresie
międzywojennym określane jako kordon sanitarny, współcześnie – w ślad za
Donaldem Rumsfeldem – jako Nowa Europa, a w polskiej myśli geopolitycznej obszar
ten funkcjonuje jako Międzymorze. Od lat też Dugin konsekwentnie stoi na
stanowisku, że kordon sanitarny powinien zostać zniszczony. Stwierdza także, iż
rosyjska praktyka geopolityczna wypracowała dwa modele zniszczenia kordonu
sanitarnego: model traktatu brzeskiego i model paktu Ribbentrop-Mołotow. Obydwa
różnią się linią rozgraniczenia między strefą niemiecką i rosyjską. Linia
traktatu brzeskiego z 3 marca 1918 roku pozostawiała po stronie niemieckiej
Ukrainę, zachodnią Białoruś i kraje bałtyckie. Pierwotna linia paktu
Ribbentrop-Mołotow biegła wzdłuż Sanu, Wisły, Bugu i Narwi. Ale obydwie dają w
efekcie wspólną granicę, czy linię styku rosyjsko-niemiecką. Czy wypowiedź
Dugina jest wyrazem jego osobistych przekonań, czy też refleksem toczonych w
Moskwie i w Berlinie rozważań? W sierpniu 2008 roku pewne niszowe pismo
brytyjskie, powołując się na źródła znanej firmy eksperckiej Stratfor, podało
informację, że prezydent Miedwiediew zaproponował kanclerz Merkel zawarcie paktu
bezpieczeństwa między obydwoma krajami. Zastrzegano się, że oferta nie jest
potwierdzona, a szczegóły nie są znane.

Latem następnego roku inne niszowe pismo ("Trumpet Magazin"), powołując się
również na dane agencji Stratfor z 22 czerwca 2009 roku, podało informację o
podpisaniu jakoby nowego paktu Ribbentrop-Mołotow. Tę informację starała się
zdyskredytować moskiewska "Prawda" (25 czerwca 2009 r.) w komentarzu Iwana
Tuliakowa, który pisał: "Stratfor straszy swoich klientów odnowieniem paktu
Ribbentrop-Mołotow oraz zbliżającą się supremacją Niemiec i Rosji w Europie". 8
września 2009 roku, w tydzień po gdańskim przemówieniu Putina, rozpoczęły się
zakrojone na szeroką skalę rosyjsko-białoruskie manewry o kryptonimie "Zapad".
Scenariusz ćwiczeń przewidywał obronę rurociągów, w tym także będącego w fazie
budowy Gazociągu Północnego. Później, 21 września, uzupełniono go o obronę
Brześcia i Grodna przed polskim atakiem. Wbrew obowiązującym zwyczajom
nakazującym, aby nie wymieniać narodowości strony domniemanego przeciwnika, tym
razem stwierdzono, że tą stroną są Polacy. Scenariusz zakładał także symulację
użycia przeciwko Polsce broni nuklearnej. Uwagę obserwatorów zwrócił fakt, że
ani Stany Zjednoczone, ani władze NATO nie zareagowały stanowczo na powyższe
wydarzenia. Czy wspomniane wyżej fakty nie tworzą przypadkiem politycznego
kontekstu dla decyzji prezydenta Obamy?

Zdemontować blok kontynentalny

Polityka ta spotyka się w samych Stanach Zjednoczonych z coraz większą
krytyką. Dotyczy ona przede wszystkim słynnego resetu w stosunkach z Rosją.
Stwierdza się, że USA w zamian za swoje ustępstwa nie uzyskały istotnych
korzyści od Moskwy. Polityka resetu zachęciła władze UE do ulegania podszeptom
franko-germańskiego duetu i otwartego żeglowania w stronę Rosji, co tę ostatnią
zachęca do agresywnego ustanawiania w Eurazji swojej strefy wpływów. Nie
zabrakło także głosu, że polityka resetu realizowana jest kosztem tradycyjnych
sojuszników USA w Europie Środkowo

Wschodniej, a przede wszystkim Polski. I właśnie tym krajom, ze względu na
ich historyczne doświadczenie, należy przyznać prawo współdecydowania o polityce
wspólnoty transatlantyckiej wobec Rosji.

Odnotować należy także głosy postulujące przewartościowanie amerykańskiego
stanowiska wobec integracji w ramach UE. Są one zawoalowaną krytyką modelu
integracyjnego, jaki narzuca krajom unijnym Berlin popierany w tej kwestii przez
Paryż. Nile Gardiner i Ted Bromund stwierdzają, że tylko "Europa niepodległych
państw narodowych najlepiej zabezpieczy interesy USA w Europie, solidny i trwały
sojusz transatlantycki oraz demokrację wewnątrz Europy". Stany Zjednoczone
powinny popierać zasadę suwerenności narodowej i wolność ekonomiczną w UE. Nie
mają natomiast żadnego interesu w utrzymywaniu przy życiu euro.

Czy powyższe głosy są zapowiedzią zmiany polityki amerykańskiej, zapowiedzią
końca ery appeasementu w stosunkach z Rosją i Niemcami? Czy stanowią zapowiedź
rozmontowywania rysującego się nowego bloku kontynentalnego? Demontaż tej
konstrukcji powinien obejmować trzy podstawowe zagadnienia: demokratyzację Rosji
i bezkolizyjne włączenie jej w obszar cywilizacji zachodniej; uwolnienie Unii
Europejskiej od dyktatu Berlina i kształtowanie stosunków między państwami Unii
w myśl starej polskiej zasady: "wolni z wolnymi, równi z równymi"; podniesienie
znaczenia państw Europy Środkowo-Wschodniej (Nowej Europy, Międzymorza)
odpowiadające ich geopolitycznej wadze na mapie Eurazji. Wszystkie powyższe
zasady odpowiadają żywotnym polskim interesom, odpowiadają polskiej racji stanu.
Nasza klasa polityczna powinna zerwać z nieodpowiedzialną praktyką wmontowywania
Polski w nowy blok kontynentalny, umiejscawiania jej w ramach nowego paktu
Ribbentrop-Mołotow.

Prof. Tadeusz Marczak
kierownik Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego

drukuj