W stronę światła

Zamieszki i zamachy bombowe w różnych miejscach na świecie, relacje z konfliktów zbrojnych, proces Fritzla, dywagacje medialne, czy odłączyć aparaturę podtrzymującą życie Eluany Englaro itp. – nauczyliśmy się patrzeć na te wszystkie wydarzenia jak na reality show. One zdobią czołówki gazet i o nich z wypiekami na twarzy dyskutują dziennikarskie gwiazdy. Zło oglądane z daleka wydaje się niegroźne, czasem komiczne, a gra ludzkim życiem bardziej przypomina zabawę w przestawianie ołowianych żołnierzyków.

Przecież zawsze można wyłączyć telewizor, zagłosować w sondzie internetowej, wysłać SMS – poczuć się spełnionym i bezpiecznym. Inni niech sami zadbają o siebie. Każdemu należy się przecież rozrywka! Show must go on! Igrzyska muszą trwać! Obiektywy kamer w jakości HD rejestrują każdy news, pokazują skwapliwie każde przekroczenie granicy ludzkiej głupoty i przez łącza satelitarne rozsyłają na cały glob. Wszystko da się dobrze sprzedać – byleby tylko nie zabrakło pomysłu. Kryteria decydujące, czy jest to promowanie zła, czy dobra, są drugoplanowe.

Ciemność wielosłowia, jaka coraz częściej zapada nad światem, ma tę własność, że dostatecznie dobrze zagłusza głos sumienia. Nie ma tu już miejsca na zastanawianie się, czy ja – tu i teraz – mogę coś zrobić, aby zła było mniej, jak je zdemaskować i wykluczyć? Ono nie lubi jasności. Woli noc, a jeszcze lepiej – półmrok. Taka jest jego natura. „Ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło” – mówi Jezus. Dlaczego? „Bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków”. Zło generuje kolejne zło. Przyzwolenie na nie, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym, sprawia, że powstają nowe jego struktury. Zło często stroi się w szaty tolerancji i przybiera pozy zatroskania o wolność i rozwój ludzkości. Skomplikowanie argumentacji i chaos pojęciowy znacznie utrudniają jego identyfikację. Absurdalny łańcuch się wydłuża. Kainowa zbrodnia znajduje swoich naśladowców i ciągle zbiera okrutne żniwo. Tak wygląda świat bez Boga. Ponury i ciemny.

Przyjście na ziemię Jezusa Chrystusa obraz ten diametralnie odmienia. „Bóg nie posłał swojego Syna na świat po to, aby go potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. Zostaje zakwestionowana koncepcja życia, wedle której człowiek może znaleźć ratunek, posługując się tylko tym, co sam stworzył (prawo, potencjał techniczny, wiedza), wykluczając interwencję z zewnątrz. W konsekwencji przegrywa. To istota przesłania tzw. fałszywej ewangelii. Porażka bierze się stąd, że nie chce on zaakceptować faktu, iż wobec przewrotności i inteligencji szatana jest bez szans. Przywołane dziś przez Chrystusa wydarzenie: sporządzenie przez Mojżesza miedzianego węża i umieszczenie go wysoko na palu tak, by każdy, kto go ujrzy, spojrzał w niebo, zestawione z proroctwem o Mesjaszu, który będzie ukrzyżowany, to nic innego jak wołanie, by porzucić „logikę ziemi” skażonej palącym jadem nienawiści, śmiercią i szukać ratunku w Bogu. Wąż był tylko znakiem, nie było w nim żadnej ozdrowieńczej mocy. Był zapowiedzią i typem Chrystusa, który wywyższony na krzyżu jest w stanie obdarować nas mocą zwyciężania zła dobrem. Dlatego prawdziwy pokój jest możliwy tylko wtedy, gdy każdy z nas, bez oglądania się na innych, przerwie absurdalny łańcuch śmierci, wyścigu po pieniądze, godności i władzę – mocą Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Nie chodzi o wywyższenie Chrystusa w sensie budowania Mu pomników i monumentalnych krzyży – one są ważne, ponieważ są znakami, ale nie najważniejsze. Intronizacja Chrystusa ma się dokonać w ludzkim sercu. Wtedy nadejdzie zwycięstwo.


ks. Paweł Siedlanowski
drukuj