W Brukseli wiedzieli, gdzie posadzić prezydenta
Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski musiał na szczycie Rady Europejskiej ustąpić miejsca prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu
Polska wraz z innymi państwami Europy Środkowowschodniej zgłosiła zastrzeżenia do przygotowywanych konkluzji ze szczytu Rady Europejskiej w Brukseli w sprawie pakietu klimatycznego. Chodzi o to, aby plany Unii Europejskiej o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla nie zatrzymały wzrostu gospodarczego w państwach – w tym w Polsce – które nie dokonały jeszcze wielkiego skoku technologicznego. Z polskiego punktu widzenia merytoryczne sprawy omawiane na szczycie przyćmione zostały przez kolejne wyczyny rządowej ekipy popisującej się wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego współpracowników brakiem elementarnej kultury osobistej.
Podczas drugiego dnia szczytu Rady Europejskiej w Brukseli przywódcy państw Unii Europejskiej rozmawiać będą między innymi o sprawach polityki zagranicznej. W szczególności o stosunkach państw Unii z Rosją, Ukrainą i Gruzją. Przyjęte zostaną również konkluzje z unijnego szczytu. Do treści proponowanych konkluzji zastrzeżenia wnosi Polska wraz z Bułgarią, Estonią, Litwą, Łotwą, Rumunią, Słowacją i Węgrami. Dotyczą one zapisów w sprawie pakietu klimatycznego. Przywódcy tych państw doszli do porozumienia, że „zmiany klimatyczne są problemem globalnym, dla którego należy znaleźć rozwiązanie”. Jednakże w sytuacji „niepewności na rynku finansowym” polityka Unii w sprawie klimatu „powinna godzić cele środowiskowe z potrzebami zrównoważonego wzrostu gospodarczego”.
Uznali oni, że jest szczególnie istotne, aby „Unia powstrzymała się od przyjmowania rozwiązań, które nie uwzględniają różnic w potencjałach gospodarczych państw członkowskich, tym bardziej że ogromna większość redukcji emisji gazów cieplarnianych państw UE-27 została osiągnięta przez mniej zamożne państwa członkowskie, co zostało okupione wysokimi kosztami społecznymi i gospodarczymi”. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski stwierdził nawet, że gdyby Unia nie przyjęła w konkluzjach tych postulatów, postawimy weto.
Trudno jednak oczekiwać, aby UE pozostała głucha na te postulaty, tym bardziej że już wcześniej na unijnych szczytach formułowano zapowiedzi uwzględnienia „potencjałów gospodarczych państw” przy zapowiedziach o zobowiązaniu krajów Unii do jeszcze większego ograniczenia emisji zanieczyszczeń. Wypowiedź szefa MSZ o twardym stanowisku rządu traktować można jako próbę wykreowania choć jednego sukcesu, którym mógłby pochwalić się po posiedzeniu Rady Europejskiej premier Donald Tusk. Podczas wczorajszego dnia szczytu dyskutowano również o sprawie kryzysu finansowego. Minister finansów Jacek Rostowski stwierdził, że dla stabilności naszej sytuacji gospodarczej Polska powinna jak najszybciej przyjąć euro i do tego rząd zmierza.
Premier do prezydenta: „Prosić to ty sobie możesz”
Obrady rozpoczęto jednak od dyskusji nad traktatem lizbońskim. Wtedy też do stołu razem z premierem usiadł Lech Kaczyński. Przybycie prezydenta na salę obrad skutkowało tym, że miejsca głowie państwa musiał ustąpić szef MSZ Radosław Sikorski.
Gdy z kolei rozpoczęła się dyskusja o kryzysie finansowym, prezydent opuścił salę, zwalniając miejsce dla ministra Rostowskiego. W tym momencie miało dojść do skandalicznego wydarzenia. – Prosić to ty sobie możesz – tak miał według relacji prezydenta powiedzieć do głowy państwa premier Donald Tusk na prośbę o poinformowanie go po zakończeniu spotkania, o czym była mowa w czasie dyskusji o kryzysie finansowym. To jednak nie jedyna sytuacja, w której ekipa rządowa „popisywała się” swoją kulturą osobistą. Ministrowie Kancelarii Prezydenta: Piotr Kownacki, Michał Kamiński i Mariusz Handzlik, zorganizowali krótką konferencję w deszczu, na zewnątrz siedziby Rady Europejskiej. Jak wyjaśniał szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki, ich przepustki do budynku Rady Europejskiej w czasie, gdy byli w drodze z lotniska, zostały na polecenie premiera Tuska anulowane. Wykonano nowe, lecz – jak wyjaśniał Kownacki – zostały one zabrane przez Radosława Sikorskiego.
Zbyt wysoką kulturą osobistą nie wykazali się Sikorski i Rostowski, którzy informując o tym, że „są dżentelmenami, bo kiedy przyszedł prezydent, to oni wyszli z sali, aby zrobić miejsce dla głowy państwa”, przekonywali, iż prezydent przyjechał do Brukseli i szkodzi polskiej delegacji. Chamstwem natomiast „błysnął” szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak, stwierdzając, że prezydent przybył do Brukseli „prywatnie”.
Lech Kaczyński tłumaczył, iż uczestnictwo zarówno premiera, jak i prezydenta z jednego kraju to nie jest żaden ewenement. – To, że na tych spotkaniach jest prezydent i premier z danego kraju, jest częste i nie ma w tym nic oryginalnego. Także nasza Konstytucja mówi o odpowiedzialności prezydenta za bezpieczeństwo, suwerenność i niepodzielność państwa. Niech nikt nie mówi, że traktat lizboński nie jest związany z suwerennością albo że sprawy związane z Gruzją i z Rosją nie są związane z bezpieczeństwem. Ba, że sprawa kryzysu finansowego nie jest związana z bezpieczeństwem Polski – mówił prezydent Lech Kaczyński. W unijnym szczycie, jak wynika z oficjalnych składów delegacji, zarówno prezydent i premier reprezentowali: Francję, Litwę i Rumunię.
Mimo tych różnych incydentów prezydent Lech Kaczyński stwierdził, że ma nadzieję, iż obaj z premierem wyjadą ze szczytu „jakoś pogodzeni”. Prezydent zaznaczył także, że – by ratyfikował traktat lizboński – pozytywnie w tej sprawie muszą się wypowiedzieć w powtórzonym referendum Irlandczycy. Do tego miałoby dojść, według Kaczyńskiego, w przyszłym roku. Poinformował on wcześniej, że prezydent Francji Nicolas Sarkozy namawiał go do jak najszybszej ratyfikacji traktatu.
Artur Kowalski, Bruksela
