W aktach nie czytałam o naciskach na pilotów
Z Beatą Gosiewską, wdową po Przemysławie Gosiewskim, wicepremierze w
rządzie PiS, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem,
rozmawia Paulina Jarosińska
Na jakim etapie jest Pani wniosek o ekshumację ciała męża?
– Mój wniosek jest na takim samym etapie, jak w momencie jego złożenia, to
znaczy, nie został on jeszcze rozpatrzony. W najbliższych dniach zamierzam
złożyć ponowny wniosek, żądanie rozpatrzenia tamtego wniosku do prokuratury,
ponieważ od lipca nic się nie zmieniło, prokuratura jest w tym zakresie zupełnie
bezczynna. Wniosek leży cały czas nierozpatrzony. Prokuratura nie poinformowała
mnie, dlaczego tego nie uczyniono. Przypomnę tylko, że na początku przekonywano
nas, że protokoły sekcji zwłok trafią do Polski w sierpniu. Wielokrotnie już
prokuratura co innego deklarowała, a co innego faktycznie się działo. Byłam nie
raz wprowadzana w błąd przez prokuraturę. W kwestii mojego wniosku o ekshumację
jest dokładnie tak samo. Dlatego czuję się zmuszona, żeby złożyć ponowny wniosek
do prokuratury.
Jakie jeszcze kwestie są dla Pani teraz najważniejsze, jeśli chodzi o dostęp
do materiału dowodowego?
– Przyczyny tej katastrofy mogą być zapisane w czarnych skrzynkach. Rząd,
blokując dostęp do poznania zapisu czarnych skrzynek, ukrywa tym samym prawdę.
Według ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza, robi to bezprawnie. Rodziny
ofiar, pokrzywdzeni mają prawo do pełnego dostępu do dowodów w sprawie
katastrofy. Uważam, że gdyby rząd polski ujawnił zapis czarnych skrzynek, to
niezależni eksperci, którzy zgłaszają się do nas, np. z Niemiec, mogliby po
analizie parametrów lotu określić przyczynę katastrofy. Wówczas możliwe byłoby
również np. potwierdzenie albo zaprzeczenie meaconingowi, czyli zakłócenia
nawigacji. Odczytanie skrzynki szybkiego dostępu trwa, według ekspertów, do
godziny. Minęło natomiast siedem miesięcy. Moim zdaniem, rząd celowo nie chce
ujawnić zapisów czarnych skrzynek, kluczowej sprawy, choć sam zna ich treść.
Ciągle nie ma kluczowych dowodów, a z mediów wybrzmiewają co jakiś czas
"przecieki", które jednoznacznie za śmierć 96 osób na pokładzie Tu-154M
obwiniają pilotów. Większość z nich nie znajduje potwierdzenia w materiale
dowodowym.
– Bardzo współczuję pani generałowej Ewie Błasik, że jej mąż od tylu miesięcy
jest bezpardonowo i bezpodstawnie atakowany. W mojej ocenie, jest to również
celowe działanie rządu, który utajniając prawdę zapisaną w nagraniach z czarnych
skrzynek, dopuszcza do obiegu medialnego tzw. przecieki kontrolowane, które bez
oparcia na jakichkolwiek dowodach mają winę za katastrofę rządowego samolotu
zrzucić na pilotów albo na domniemywane naciski ze strony generała Błasika. To
jest skandaliczne. Rząd polski zamiast informować nas na bieżąco o przebiegu
całego postępowania, co zgodnie z konwencją chicagowską nam się należy,
przyzwala na takie medialne, szkalujące pamięć ofiar insynuacje. Trwa w
najlepsze dezinformacja i w tym miejscu rodzi się pytanie: kto jest
zainteresowany, aby w ogóle miała ona rację bytu? Według mnie, to właśnie rząd
polski ma w tym jakiś swój cel. Czytając akta sprawy, nie zauważyłam w ani
jednym miejscu, aby przewinął się w tych dokumentach jakiś wątek nacisku na
pilotów. Te wszystkie medialne spekulacje są bardzo bolesne dla rodzin.
Do tej pory odbyło się jedno spotkanie prokuratorów z rodzinami ofiar i ich
pełnomocnikami. Wiadomo już, czy odbędzie się kolejne i jeśli tak, to kiedy?
– To było spotkanie pod wpływem mediów i nacisku z naszej strony. Co ważne, nie
została podjęta na nim ani jedna kwestia, która już wcześniej nie byłaby
poruszana. Zapewniano nas, że będą się one odbywały cyklicznie, ale to było
tylko jedno z zagrań na rzecz dobrego PR rządu i organów odpowiedzialnych za
śledztwo. O kolejnym takim spotkaniu nic mi nie wiadomo. Była deklaracja zarówno
premiera Donalda Tuska, jak i prokuratorów, że społeczeństwo, a zwłaszcza
rodziny, będą na bieżąco informowane. Tak się jednak nie dzieje. My żądamy
pełnego, rzetelnego komunikowania nas na temat aktualnego stanu śledztwa. Cały
czas mamy jednak do czynienia z ukrywaniem prawdy.
Jak już Pani wspomniała, wciąż nie mamy protokołów sekcyjnych, co w znaczny
sposób blokuje pracę polskich śledczych.
– Nie wiadomo nadal, kiedy one do nas trafią. MAK opracował raport i polska
strona ma teraz przeprowadzić jego analizę i wnieść "ewentualne" poprawki. Jak
może tego dokonać, na jakiej podstawie, skoro nie ma najważniejszych dowodów,
takich jak wrak samolotu czy rzeczone protokoły sekcji zwłok. Nie rozumiem,
dlaczego ten raport jest tajny. Wydaje mi się, że fakt jego tajności może
spowodować, że poprawki, które będą przez polską stronę do niego wprowadzane,
będą tylko iluzoryczne.
Często Pani podkreśla swój brak zaufania do obecnych władz polskich, jak
również do instytucji, w których rękach są losy śledztwa.
– Nasz brak zaufania łączy się ściśle z nieudolnością i brakiem dobrej woli
rządu. Gdyby jego działanie od początku było bardziej rzeczowe, dynamiczne i
przede wszystkim, gdyby była w nim choćby odrobina dobrej woli, nasza dzisiejsza
sytuacja byłaby zupełnie inna. U źródeł tego kompromitującego śledztwa jest
oddanie go w ręce Rosji. To nie jest w pełni kraj demokratyczny, wszystkie
instytucje są w nim zależne od władzy. Właściwym działaniem władz polskich tuż
po katastrofie byłoby dążenie do powołania międzynarodowej komisji. Ze
zdumieniem wysłuchałam słów generała Krzysztofa Parulskiego na jednej z
konferencji, który na pytanie o materiał z "Misji specjalnej" obrazujący
poczynania rosyjskich funkcjonariuszy na wraku samolotu powiedział, że w
przyszłości w takich sytuacjach powinna być powołana międzynarodowa komisja. My
przecież żądamy tego od kilku miesięcy! Poza tym oburzające jest to, że z
dokumentów, które otrzymuję z prokuratury, wynika, że prokuratura polska
prowadzi postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania wypadku w ruchu
powietrznym. Mam też pytanie w związku z tym: dlaczego kwestia zamachu jest
nadal tematem tabu? Nie potrafię tego zrozumieć.
Czy uważa Pani, że wszelkie inicjatywy oddolne, chociażby takie jak apel
Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 czy pismo mec. Stefana Hambury do Komisji
Europejskiej, mogą wywrzeć jakiś faktyczny nacisk na kompetentne instytucje?
– Te wszystkie inicjatywy są rezultatem zamierzonej indolencji władz, o której
mówiłam. Apele, które podnosimy, są dla nas jedyną możliwością jakiegokolwiek
działania w celu wyjaśnienia sprawy. Nie możemy być bezczynni, nawet jeśli nie
sprzyja nam władza.
Czy Pani osobiście zwracała się kiedykolwiek do rządu polskiego w sprawie
śledztwa?
– My jako stowarzyszenie zwróciliśmy się w lipcu do kancelarii premiera, by szef
rządu zażądał wraku samolotu, na co minister Tomasz Arabski odpowiedział nam, że
to leży w gestii prokuratury. To jest nieprawda. Rząd mógłby na to wpłynąć.
Zbliża się kolejna miesięcznica tragedii i wciąż nierozwiązana jest sprawa
jej godnego upamiętnienia. Od początku negatywnie Pani oceniała projekt pomnika
na Powązkach, który jest już w całości gotowy.
– Oceniam ten pomnik jako nieudany, bez żadnej symboliki, po prostu brzydki. Nie
przemówią do mnie nigdy te dwa przełamane bloki. Przypomnę, że indywidualny
nagrobek wywalczyłam po długim czasie. W czwartek stanął nagrobek mojego
projektu. Nikt z nami nie dyskutował, jak ma wyglądać ten pomnik. Poza tym żadna
z rodzin nie wnioskowała o to, żeby stał on w tym konkretnym miejscu.
Uniemożliwiono nam nawet umieszczenie w pobliżu pomnika krzyża. Ten pomnik
symbolizuje to, jak działa nasza władza. Uznała, że to jest najwłaściwsze
upamiętnienie i jedyne, na jakie ją stać.
Powiedziała Pani ostatnio, wspominając miejsce, gdzie jest grób Pani męża, że
jeszcze przed pogrzebem przypominało ono "rów wykopany jak w Katyniu". To bardzo
sugestywne i przejmujące słowa.
– Dla mnie to było niesamowicie ciężkie przeżycie, kiedy musiałam załatwiać
wszystkie sprawy związane z pogrzebem. Mój mąż leciał do Katynia, aby złożyć
hołd oficerom zamordowanym przez NKWD w 1940 roku właśnie w tym miejscu. Bardzo
dbał o to, żeby pamięć o ofiarach była ciągle żywa. Współpracował z Instytutem
Pamięci Narodowej w województwie świętokrzyskim, aby ustalić, z jakich powiatów
pochodziły ofiary mordu katyńskiego z tego regionu, aby posadzić w tych
miejscach pamiątkowe dęby. Gdy przekazano mi program jego wystąpień poselskich
tydzień po katastrofie, okazało się, że dotyczyły one głównie upamiętnienia
Katynia. Bardzo walczył o krzewienie tej pamięci wśród ludzi młodych. Gdy
pojechałam na cmentarz i zobaczyłam koparkę, to niestety wzbudziło to we mnie
skojarzenie z Katyniem… Miałam przed oczyma zdjęcia zbiorowych grobów z tego
miejsca. Bardzo to przeżyłam. Mój mąż leciał w delegacji, która miała oddać hołd
ofiarom masowej zbrodni. Teraz my musimy dbać o to, aby również ofiary
tragicznego lotu do Smoleńska doczekały się godnego upamiętnienia. Dla mnie
niezwykle bolesne jest to, że tak niewiele mówi się o ofiarach tragedii
smoleńskiej w kontekście ich dokonań, o tym, jak były one oddane Polsce, jak jej
służyły. Bardzo ważne jest, aby również pamięć o ich dorobku trwała w
świadomości naszego Narodu, aby po ich poświęceniu dla Polski pozostał trwały
ślad w historii. Niestety, pomnik na Powązkach budzi tylko grozę i poczucie
beznadziei.
Dziękuję za rozmowę.
