Utrata obywatelstwa była skuteczna

Jest już pisemne uzasadnienie niezwykle ważnego wyroku Sądu Najwyższego,
mającego pierwszorzędne znaczenie dla roszczeń, z którymi występują tzw. późni
przesiedleńcy. Wynika z niego, że skutecznie utracili oni obywatelstwo polskie,
a ich majątki przechodziły na własność państwa. Jak podkreślają prawnicy,
orzeczenie to będzie mogło być wykorzystywane podczas spraw sądowych.

Od kilku lat tzw. późni przesiedleńcy, wykorzystując zaniedbania i bałagan w
księgach wieczystych, występowali o zwrot majątków, których zrzekli się,
wyjeżdżając do Niemiec. Skuteczną tamę, przynajmniej części roszczeń, powinien
położyć wyrok Sądu Najwyższego z sierpnia tego roku, którego pisemne
uzasadnienie jest już dostępne.
Wynika z niego, że przesiedleńcy, wyjeżdżając do Niemiec, przyjmowali
obywatelstwo tego kraju i tracili polskie wraz z posiadanym majątkiem. A tym
samym nie mogli go przekazać swoim spadkobiercom.
– Wyrok ma duże znaczenie dla innych tego typu spraw – podkreśla mecenas Lech
Obara, zaangażowany w szereg spraw roszczeniowych. Na wagę tego orzeczenia
wskazuje także prof. Aurelia Nowicka (UAM), która specjalizuje się w problemach
prawnych związanych z roszczeniami tzw. późnych przesiedleńców.
Rozpatrywana przez Sąd Najwyższy kasacja dotyczyła rodziny Reinschów, która
wyjechała z Polski w 1981 roku. Jej spadkobiercy, wykorzystując brak zapisów w
księgach wieczystych, odzyskali w 2006 roku dom w Olsztynie. Sądy uznały także,
że nie utracili oni obywatelstwa polskiego.
Ustalenia te zakwestionował w swoim wyroku Sąd Najwyższy, stwierdzając, że
ustawa z 1981 r. "wyraźnie stanowiła, że nabycie obywatelstwa obcego pociągało
za sobą utratę obywatelstwa polskiego". Sąd podkreślił, że twierdzenie sądów, iż
nie nabyli oni obywatelstwa niemieckiego po wyjeździe z Polski, jest
"nieuprawnione". "Nie potrzebowali oni nawet uzyskiwać obywatelstwa
niemieckiego, o które wystąpili, ponieważ na terenie RFN odnowione zostało na
podstawie prawa miejscowego ich obywatelstwo niemieckie sprzed 1945 roku, które
zgodnie z prawem RFN nigdy nie wygasło" – podkreślają sędziowie w uzasadnieniu
wyroku.
– Ci, którzy występują z roszczeniami, nie są polskimi obywatelami, są to
obywatele niemieccy, to bardzo ważne – wskazuje Obara. – To będzie rzutowało na
pogląd sądów administracyjnych – dodaje.
Co ważniejsze, SN uznał, że nie jest "zasadne" kwestionowanie prawnego znaczenia
uchwały Rady Państwa z 1956 r. o zmianie obywatelstwa repatriantów niemieckich.
"Tym samym skład orzekający w niniejszej sprawie nie podzielił częściowo
odmiennego stanowiska w powyższej kwestii zawartego w wyroku Sądu Najwyższego z
17 września 2001 r." – czytamy w uzasadnieniu. W wyroku tym kwestionowano
właśnie ważność uchwały Rady Państwa, wskazując na jej "ogólność".
Wyrok ten ukazuje zmianę linii orzeczniczej z korzyścią dla osób, które
mieszkają w domach objętych roszczeniami niemieckimi i które wskutek zaniedbań
urzędniczych poprzez brak wpisów w księgach wieczystych często na stare lata
muszą szukać innego lokum. – To nie jest dramat Skarbu Państwa, ale tych
staruszków, którzy mieszkają w tych domach – mówi Obara.
Wyrok na pewno może być wykorzystywany w sprawach, w których spadkobiercy
przesiedleńców, którzy skutecznie utracili obywatelstwo polskie, próbują
odzyskać majątek należący dawniej do ich rodziców czy dziadków. Wówczas, jak
wynika z orzeczenia Sądu Najwyższego, te nieruchomości im się nie należą,
ponieważ w wyniku utraty obywatelstwa nie mogły one być spadkiem.
– Ta nieruchomość nie mogła zatem wejść w skład spadku, a spadkobiercy nie mogli
nią rozporządzać, wobec czego nabycie tej nieruchomości nastąpiło od osób
nieuprawnionych – oświadczył sędzia Wojciech Katner, ogłaszając wyrok w sprawie
małżeństwa Reinsch.
– Myślę, że to orzeczenie będzie miało duży wpływ na przyszłe procesy – zaznacza
w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Jerzy Erlik, radca prawny z Olsztyna, który
prowadzi sprawy osób dotkniętych roszczeniami przesiedleńców. – Ogólna tendencja
orzecznictwa Sądu Najwyższego w tych sprawach jest korzystna dla obywateli
polskich. Wystarczy zwrócić uwagę na wyrok, który stwierdzał, iż w sprawach,
które leżą w gestii sądów administracyjnych, to właśnie one powinny się do nich
odnosić, a nie sądy powszechne – dodaje. – Jest to istotne, bo np. w sprawach
administracyjnych są krótkie terminy – 10 lat – na wzruszenie decyzji
uwłaszczeniowej, chociażby była wadliwa. Gdyby wcześniej było takie orzeczenie,
to sprawa Agnes Trawny zakończyłaby się korzystnie dla Skarbu Państwa i rodzin
zamieszkujących w tej nieruchomości – tłumaczy Erlik.
Liczbę tzw. późnych przesiedleńców szacuje się na ok. 400-600 tysięcy. Po 1945
r. przyjmowali oni polskie obywatelstwo, dzięki czemu mogli zachować swój
majątek. Wyjeżdżając do Niemiec, zrzekali się go, ale otrzymywali w zamian od
rządu niemieckiego tzw. świadczenia wyrównawcze.

 

Zenon Baranowski

drukuj