Utopia czy odkupienie


Najnowsza encyklika Benedykta XVI „Caritas in veritate” (Miłość w prawdzie) to już trzecia encyklika następcy Jana Pawła II. Jednak jest to pierwszy dokument tej rangi dotyczący bezpośrednio kwestii społeczno-ekonomicznych w kontekście globalizacji i kryzysu gospodarczego. „Caritas in veritate” wpisuje się w panoramę wielkich encyklik społecznych zainicjowanych „Rerum novarum” Leona XIII, przez „Quadragesimo anno” Piusa XI, „Le Pelerinage de Lourdes” Piusa XII, „Pacem in terris” Jana XXII, „Populorum progresio” Pawła VI czy „Centesimus annus” Jana Pawła II.

Encyklika ma w sobie coś z recepty przepisanej przez Namiestnika Chrystusa na ziemi światu stojącemu w obliczu problemów, które bez szerszej perspektywy i refleksji są nie do rozwiązania. Obecny kryzys, zauważa Benedykt XVI, zobowiązuje nas do przemyślenia drogi, którą podąża zglobalizowany współczesny świat. Ekonomia oderwana od moralności i brak rozpoznania antropologicznej prawdy o człowieku prowadzą na manowce. Ojciec Święty apeluje, by ubodzy nie byli traktowani jako obciążenie, ale jako potencjał. Cierpliwie przekonuje, że ekonomia nie jest grą, w której jeden jej uczestnik musi być wygranym, a drugi – przegranym.

Miasto Boże bez barier

Ekonomia dobrze pojęta potrzebuje – jak pisze Ojciec Święty – „etyki przyjaznej osobie”. Benedykt XVI przypomina, że humanizm chrześcijański stanowi największą siłę w służbie rozwoju całego świata i każdego człowieka. Tylko z Bogiem człowiek wie, kim jest i dokąd zmierza. I przeciwnie, ateizm oraz zamknięcie się na Boga są największymi przeszkodami w rozwoju ludzkim. Humanizm wykluczający Boga jest humanizmem nieludzkim i jako taki jest ideologią destrukcyjną.
Tę oczywistą dla chrześcijan konkluzję obszernego dokumentu poprzedza precyzyjna i wnikliwa analiza problemów nierównomiernego rozwoju narodów we współczesnym świecie. Papież bardzo mocno stąpa po ziemi, stawia bolesne diagnozy, a jego refleksja nad światem wynika z realizmu. Nie tędy droga, potrzebna jest głęboka korekta obecnego modelu stosunków międzynarodowych i neoliberalnego modelu życia gospodarczego sprowadzanego do narzędzi rynku, tj. ekonomii i finansów. Potrzebna jest zmiana myślenia i przyjęcie pozytywnych doświadczeń, a odrzucenie negatywnych. Współczesność potrzebuje odniesienia do sumienia człowieka. Brak tego odniesienia w myśleniu o rzeczywistości jest główną przyczyną nierówności, nierównomierności, zacofania i opóźnień w rozwoju.
Benedykt XVI, wbrew opiniom niektórych komentatorów, nie myśli w kategoriach końca czasów i egzystencjalnego pesymizmu. Jego myślenie jest pozytywne i konstruktywne. „Gdy miłość ożywia zaangażowanie na rzecz dobra wspólnego, ma ono większą wartość niż tylko świeckie i polityczne zaangażowanie. Jak każde zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości, wpisuje się ono w świadectwo miłości Bożej, które działając w czasie, przygotowuje wieczność. Gdy działalność człowieka na ziemi czerpie natchnienie i podtrzymywane jest przez miłość, przyczynia się do budowania powszechnego miasta Bożego, do którego zmierzają dzieje rodziny ludzkiej. W społeczeństwie znajdującym się na drodze do globalizacji, dobro wspólne i zaangażowanie na jego rzecz muszą przyjąć wymiar całej rodziny ludzkiej, to znaczy wspólnoty ludów i narodów, aby nadać kształt jedności i pokoju miastu człowieka, czyniąc je w pewnej mierze antycypacją zapowiadającą miasto Boże bez barier” (CV, n. 7).
Ojciec Święty odwołuje się do ogromnego dorobku katolickiej nauki społecznej. Postuluje, by zamiast zwalczania religii chrześcijańskiej w przestrzeni publicznej twórczo ją wykorzystać w życiu społeczeństw. „Religia chrześcijańska oraz inne religie – stwierdza – mogą wnieść swój wkład w rozwój pod warunkiem, że Bóg znajdzie miejsce również w sferze publicznej, ze szczególnym odniesieniem do wymiaru kulturowego, społecznego, ekonomicznego, a zwłaszcza politycznego. Nauka społeczna Kościoła zrodziła się, aby domagać się tego „uprawnienia obywatelskiego” dla religii chrześcijańskiej. Negowanie prawa do publicznego wyznawania własnej wiary i do działania, aby prawdy wiary kształtowały również życie publiczne, powoduje negatywne konsekwencje dla prawdziwego rozwoju. Wykluczenie religii ze sfery publicznej, podobnie jak fundamentalizm religijny z drugiej strony, przeszkadzają w spotkaniu osób oraz w ich współpracy dla rozwoju ludzkości. Wtedy życie publiczne zostaje pozbawione motywacji, a polityka przyjmuje postać ucisku i agresji” (CV, n. 56).
Uniwersalne i ponadczasowe orędzie Chrystusowe jest fundamentem istoty człowieczeństwa. Bez takiej perspektywy oraz „bez etycznego współdziałania sumień i umysłów” nie uda się ludzkości skierować globalizacji – czyli charakterystycznej dla naszych czasów naszej wzajemnej planetarnej zależności – w stronę rozwoju „naprawdę ludzkiego”. W ten sposób Benedykt XVI w najnowszej encyklice rozwija myśl Jana Pawła II, który w swoim nauczaniu tak często postulował „globalizację solidarności”.

Rozwój ludzki w naszych czasach

Społeczna nauka Kościoła odnosi się również do państwa, które winno ułatwiać człowiekowi życie w prawdzie. Właściwe urządzenie państwa polega zatem nie tylko na zagwarantowaniu i poszanowaniu obszaru wolności, ale przede wszystkim na zapewnieniu możliwości rozwoju każdemu człowiekowi. Osoba przystępująca do społeczeństwa staje się bowiem członkiem wspólnoty nie w celu ograniczenia, lecz poszerzania swej podmiotowości i realizacji swego powołania życiowego. Istota państwa wyraża się więc w służbie, ochronie i promocji człowieka jako autonomicznego podmiotu społeczeństwa.
Pogłębiająca się coraz bardziej wzajemna zależność ludzi oraz jedność rodziny ludzkiej, obejmującej osoby cieszące się równą godnością naturalną, zakłada „powszechne dobro wspólne” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1911). Państwo, które pozbawione jest motywu „dobra wspólnego” i zapomina o swojej służebnej roli kierowania się dobrem wspólnym, a więc służbie każdemu człowiekowi, a realizuje interesy poszczególnych grup społecznych, narodowych czy ekonomicznych, staje się instrumentem przymusu i zniewolenia. Podobnie gdy państwo wprowadza swoją ideologię. „Kiedy – pisze Benedykt XVI – państwo promuje, naucza lub wprost narzuca pewne formy ateizmu praktycznego, pozbawia swoich obywateli siły moralnej i duchowej niezbędnej do zaangażowania się w integralny rozwój ludzki i przeszkadza im postępować naprzód z nowym dynamizmem w swoim zaangażowaniu w bardziej wielkoduszną ludzką odpowiedź na miłość Bożą. Zdarza się, że kraje ekonomicznie rozwinięte lub znajdujące się na drodze rozwoju eksportują do krajów ubogich, w kontekście ich stosunków kulturalnych, handlowych i politycznych, tę zawężoną wizję osoby i jej przeznaczenia. To szkoda, którą autentycznemu rozwojowi wyrządza „nadrozwój”, gdy towarzyszy mu „niedorozwój moralny”” (CV, n. 29).

Człowiek nie jest towarem

Podstawą gospodarowania, czyli zaspokajania potrzeb, a nie urzeczowiającej człowieka maksymalizacji zysków, jest powszechne przeznaczenie dóbr, w którym się wyraża i realizuje Boży dar stworzenia. Fakt stworzenia zobowiązuje nas do solidarności: dostęp do tych dóbr jest przynależny każdemu z samego faktu bycia człowiekiem; służy samourzeczywistnianiu się człowieka, a nie tylko osiągnięciu zysku przez wąskie grupy społeczne. Święty Tomasz z Akwinu (1225-1274) zwrócił uwagę, że w konkretnym historycznym czasie: nemo potest superabundare – nisi alter deficiat – „nikt nie może nadobfitować (w bogaceniu się w materialne środki) bez równoczesnego ubożenia drugich”.
Własność jest zatem zapanowaniem człowieka nad rzeczą, która ma służebny charakter, bowiem jest służbą dobru wspólnemu, a właściciel, który staje się podmiotem władzy, zaciąga zobowiązanie wobec innych i zabezpiecza możliwość realizacji dobra wspólnego. Jest dysponentem i zarządcą instrumentów służących zaspokajaniu potrzeb, czyli posiadanie jest środkiem, a nie celem. Własność jest rozumiana także jako niezbędny warunek autonomii społecznej i rodzinnej.
Często społeczna nauka Kościoła jest uznawana za „lewicową”, co wynika z jej niezrozumienia. Aby właściwie używać pojęć, warto przypomnieć wydaną przed II wojną światową „Katolicką Etykę Wychowawczą” wybitnego dominikanina o. Jacka Woronieckiego, który podkreślał, że są przynajmniej cztery główne rozwiązania dotyczące własności i pożytku, jaki z niej płynie. W komunizmie zarówno własność, jak i pożytek są wspólne. W socjalizmie własność jest wspólna, natomiast pożytek – prywatny. W liberalizmie i własność, i pożytek są prywatne. Natomiast w chrześcijaństwie własność jest prywatna, natomiast pożytek jest wspólny.
Człowiek jest podmiotem gospodarowania. Nieludzkie jest traktowanie go jako towaru czy zwykłego elementu w procesie produkcji, jako „mówiące narzędzie”. Racje ekonomiczne (zysk) nie mogą przeciwstawiać się realizacji dobra wspólnego. Benedykt XVI podkreśla: „Zysk jest pożyteczny, jeśli jako środek skierowany jest do celu, nadający mu sens zarówno co do tego, jak go uzyskać, jak i do tego, jak go wykorzystać. Wyłączny cel zysku, jeśli został źle osiągnięty i jeśli jego ostatecznym celem nie jest dobro wspólne, rodzi ryzyko zniszczenia bogactwa i tworzenia ubóstwa” (CV, n. 21).
W kontekście obecnego światowego kryzysu ekonomicznego mitem okazało się przekonanie, że tak zwane mechanizmy rynkowe w wykonaniu neoliberalnym są w stanie automatycznie regulować całość życia gospodarczego i mechanicznie zaprowadzić sprawiedliwość. Mitem też jest przekonanie, że państwo – co było jedną z przyczyn bankructwa systemu „realnego socjalizmu” – głównie za pomocą środków administracyjnych jest w stanie bezbłędnie regulować procesy gospodarcze i zapewnić wszystkim dobrobyt.

Jądro dramatu

Czytając encyklikę „Caritas in veritate”, trudno nie zadać pytania, dlaczego w neoliberalnym modelu globalizacji jest negowany transcendentalny wymiar osoby ludzkiej, są za to adorowane jedynie ludzkie, intelektualne, twórcze siły jako droga do samozbawienia. Człowiek zdaje się zasiadać na tronie swego Stwórcy, ogłaszając swoje władanie pomiędzy niebem a ziemią.
Sam usiłuje stworzyć siebie na nowo pod hasłem „nowego człowieka” i „nowego społeczeństwa”, a rodzina, naród i państwo, dotychczasowe struktury cywilizacji, mają być zastąpione nowymi paradygmatami. Próbując przekroczyć samego siebie bez Boga, człowiek załamuje się we własnej pustce wewnętrznej określanej jako tragiczny sens historii. Ukazuje się z całą wyrazistością jądro dramatu, który trapi współczesność.
Utopia czy odkupienie? Dwa światy: pierwszy, nakierowany na życie wieczne i oświetlany wolnością w Chrystusie, uznający prawdę o własnym grzechu po to, by uzyskać nadzieję życia wiecznego; i drugi, doczesny, mroczny, akcentujący wolność od Chrystusa. Ten drugi świat ubóstwia historię i postęp, konsekwentnie dąży do zawładnięcia człowieka. Aby to osiągnąć, usiłuje zniszczyć jego nadzieję i wykreślić Boga z jego życia. Jedną z przyczyn tego tragicznego pęknięcia jest kryzys wiary dzisiejszego człowieka, który utracił sens egzystencji. Zamiast poszukiwać prawdy i przemieniać siebie, doświadczać wyzwolenia od grzechu i śmierci, człowiek, który chce być bogiem, usiłuje zbawić się sam.
Mentalność pooświeceniowa neguje prawdę, że spełnienie historii człowieka dokonuje się w dziele jego odkupienia. Chrystus w dialogu z Nikodemem wyjawia tę prawdę: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (por. J 3, 16). Całkowite zjednoczenie ludzi urzeczywistni się w sposób pełny w Bogu na końcu czasów za cenę Ofiary Chrystusa na krzyżu za nasze grzechy. Wtedy prawdziwie poznamy, kim jesteśmy, a trwając we wnętrzu Boga, będziemy uczestniczyć w Jego własnym życiu (por. List Apostolski Jana Pawła II „Tertio millennio adveniente”, n. 7-8).


Jan Maria Jackowski
drukuj