Uniezależnić się od pogody
Pierwsze wiosenne przymrozki zagroziły niektórym uprawom
Ubiegłotygodniowe przymrozki stały się sporym zmartwieniem dla niektórych rolników. Wynika z tego, że przyroda, która szybko obudziła się do życia po łagodnej zimie, nieco za wcześnie zaczęła nam rozkwitać. Nocne chłody zaszkodziły niektórym warzywom i drzewom owocowym. Jednak sytuacja na razie nie jest zła. Rolnicy twierdzą, że o wiele gorsze mogą być majowe przymrozki, które – miejmy nadzieję – okażą się w tym roku łagodniejsze.
Poprzedni tydzień należał do bardzo chłodnych. W ciągu dnia wiał silny, zimny wiatr, a w nocy temperatura spadała poniżej zera – w niektórych regionach nawet 5-6 kresek poniżej zera. Nic więc dziwnego, że taka aura zaniepokoiła rolników pamiętających, iż rok temu wiosenne przymrozki zniszczyły w całym kraju tysiące hektarów upraw. Teraz na szczęście nie jest jeszcze tak źle.
– Przymrozki nie były zbyt długie i ciężkie – mówi Mikołaj Siennicki, doradca rolny. – Poza tym warzywa czy drzewa owocowe jeszcze się nie rozwinęły, a zbożom ozimym takie przymrozki nie są straszne – dodaje.
Nieduże straty
Tym niemniej, jak przyznaje Siennicki, lokalnie rolnicy mogli ponieść jakieś straty, zwłaszcza jeśli nie zadbali o zabezpieczenie upraw. Wystarczy bowiem, że ktoś na polu nie przykrył dopiero co posadzonych lub zasianych warzyw i delikatne jeszcze oraz słabe rośliny były wówczas narażone na mróz. To spotkało m.in. Antoniego Siczka, ogrodnika spod Radomia. Stracił on kilka arów kapusty, która wymarzła. – Kupiłem odmianę odporną na mróz, ale widocznie nad kawałkiem pola przeszła jakaś fala wyjątkowego chłodu – mówi żartobliwie. – Na szczęście starty są niewielkie, wykopiemy wymarznięte rośliny i zasadzimy nowe – dodaje.
Przymrozki dobrze zniosły za to drzewa owocowe. Sadownicy z rejonu grójecko-wareckiego, największego sadu jabłoniowego w Europie, mogą na razie spać spokojnie. Kwiaty i pąki na drzewach przetrwały chłodne noce i powinny się z nich zawiązać owoce.
– Przymrozki w kwietniu to w końcu normalna sprawa – podkreśla sadownik Zbigniew Kaczmarski. – Nie pamiętam jeszcze roku, aby na początku wiosny było tylko ciepło. O wiele bardziej obawiamy się dużych przymrozków, które mogłyby nadejść za kilka tygodni. Wtedy mogą wymarznąć delikatne zawiązki owoców – tłumaczy.
Tak było w tamtym roku, gdy nie tylko w okolicach Grójca, ale także w wielu innych regionach przymrozki zniszczyły znaczną część upraw. Niektórzy rolnicy stanęli nawet przed widmem bankructwa.
Obawa przed suszą
Przymrozki to jednak przejściowe zjawisko atmosferyczne, które trwa zaledwie kilka dni. Już teraz rolnicy o wiele bardziej martwią się zapowiedziami kolejnej suszy, która ma nawiedzić Polskę. Jeśli przybrałaby takie rozmiary lub podobne jak w ubiegłym roku, sytuacja będzie naprawdę zła. Nic dziwnego, że długoterminowe prognozy napawają złymi przeczuciami zarówno producentów zbóż, jak i owoców, warzyw czy mleka. Dlatego, jeśli tylko ktoś ma ku temu możliwości, stara się zabezpieczyć przed brakiem wody.
Antoni Siczek i Zbigniew Kaczmarski zainwestowali w systemy nawadniające. Zwłaszcza w sadzie był to spory wydatek, bo rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jest to jednak opłacalna inwestycja. – Pierwszą część instalacji założyłem w tamtym roku i plony z nawadnianego sadu były o wiele lepsze od tego, który dotknęła susza. Za dwa-trzy lata cały sad będzie miał już system nawadniający – mówi Kaczmarski. – Tak samo zresztą robią wszyscy moi sąsiedzi. Przecież nikt nie będzie podlewał drzew z beczkowozu, a bez nawadniania uschną młode jabłonie i grusze, które mają jeszcze płytki system korzeniowy – dodaje.
Także eksperci od uprawy roślin nie mają wątpliwości, że w naszym klimacie, gdzie suma opadów jest w ostatnich kilkunastu latach niska, system sztucznego nawadniania stanowi jedyne rozwiązanie. Tylko to gwarantuje wysokie plony i dobrą jakość artykułów rolnych, które znajdą nabywców na rynku. W konsekwencji rolnik może być spokojny o swoją przyszłość.
