Unia superpaństwem
Z prof. Bruno Gollnischem, eurodeputowanym do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodniczącym Frontu Narodowego, rozmawia Franciszek L. Ćwik
Skąd ten pośpiech w ratyfikacji traktatu reformującego?
– W całym przedsięwzięciu chodziło o niedopuszczenie do publicznej debaty nad samym traktatem i formą jego ratyfikacji, by nie doszło do jego odrzucenia, tak jak to się stało w 2005 roku. Przyznał się do tego Nicolas Sarkozy w rozmowie ze mną, stwierdzając, że referendum oznaczałoby duże ryzyko ponownego nieprzyjęcia traktatu z Lizbony. Jego szybka ratyfikacja przez francuskie Zgromadzenie Narodowe jest też daniem znaku dla rządu Wielkiej Brytanii, by poszedł tą samą „skuteczną” drogą. Jedynie naród irlanadzki będzie mógł mieć okazję wypowiedzenia się w narodowym referendum.
Co się stanie, jeśli Irlandczycy odrzucą traktat reformujący?
– Nawet gdyby do tego doszło, to zrobi się wszystko, by został z czasem przyjęty. Znajdzie się jakieś inne metody i naciski na Irlandię, by go w końcu zaakceptowała, chociażby pod szantażem odmowy unijnych subwencji. Obecni europejscy politycy nie szanują swoich społeczeństw, nie liczą się z ich opinią, pogardzają nimi.
Francuski rząd broni przyjętej formy ratyfikacji traktatu reformującego, twierdząc, że z racji jego niekonstytucyjnego charakteru ta właśnie metoda była najodpowiedniejsza. Co Pan sądzi o tej argumentacji?
– Trzeba tu jasno powiedzieć, że tzw. traktat reformujący w niczym się nie różni od odrzuconej przez Francuzów i Holendrów unijnej konstytucji. Dokonano jedynie kosmetycznych zabiegów, by był on bardziej zakamuflowany i do „przełknięcia”, ale zachowano sedno tego, co zawierała dawna konstytucja. Powiedział o tym wyraźnie jej autor Valéry Giscard d’Estaing. Potwierdziło to także szereg europejskich przywódców, m.in. Angela Merkel, mówiąc, że „zmienia się słowa, a zachowuje substancję”.
Co oznacza przyjęcie tego traktatu przez Francję i pozostałe kraje unijne?
– Traktat zmienia diametralnie naturę dotychczasowej Unii Europejskiej, która od tej pory staje się państwem kierowanym nie jak dotychczas kolejno przez poszczególne kraje członkowskie, ale przez prezydenta. Unia będzie też posiadać swoją obronę związaną z NATO, na której czele będzie stać, nienazywany ministrem, najwyższy reprezentant obrony. Po ratyfikacji traktatu Unia Europejska otrzyma osobowość prawną i wszystko, co się z nią wiąże na arenie międzynarodowej. Odbędzie się to kosztem ogromnego ograniczenia niepodległości jej członków. Tym bardziej że głosowania będą odbywały się drogą większościową, uniemożliwiającą skuteczne weto jakiegokolwiek państwa. Aż 41 dziedzin będzie leżeć w kompetencji Brukseli. Niewiele więc pozostanie spraw, o których będą decydować rządy krajowe.
Traktat przewiduje także prawo przemieszczania się i osiedlania na terytorium całej Unii wszystkim osobom posiadającym prawo pobytu w jednym z państw członkowskich. Oznacza to, że 600 tys. Afrykańczyków, którzy niedawno takie prawo otrzymali we Włoszech, będzie mogło zamieszkać we Francji.
Podobnie jak w dawnej konstytucji, również w traktacie reformującym nie ma wzmianki o chrześcijańskich korzeniach Europy. Czym, Pana zdaniem, były spowodowane sprzeciwy przed umieszczeniem takiego zapisu?
– Traktat nie określa ani kulturalnego charakteru Unii, ani jej granic geograficznych. Od lat planuje się przyjęcie Turcji do UE. Zapis o chrześcijańskich korzeniach zamykałby Ankarze do niej wrota. Przyjęcie Turcji spowoduje nie tylko najazd wielu jej muzułmańskich mieszkańców na Europę, ale także danie jej bardzo silnej w niej pozycji z racji dużej liczby ludności.
Jakie konsekwencje ekonomiczne przyniesie traktat reformujący?
– Będzie ich zapewne wiele, ale chciałbym zwrócić uwagę, moim zdaniem, na podstawowe zagrożenie, jakie niesie decyzja o wolnej wymianie towarów, nie tylko w Unii, ale także poza jej granicami. W tej sytuacji wolne od cła i podatków chińskie towary, produkowane kilka razy taniej, bo nie respektuje się tam europejskich norm ochrony pracownika, zaleją unijny rynek, powodując wzrost bezrobocia i delokalizację naszych przedsiębiorstw. Nad całością finansów będzie czuwać, niezależny od nikogo, bank europejski.
Front Narodowy od lat wskazuje na cel Unii Europejskiej, jakim jest demontaż jej państw członkowskich. Uważa też, że traktat reformujący jest ewidentnym dowodem na budowę superpaństwa. Czy jednak proces integracji europejskiej musi zawsze wiązać się z ograniczaniem suwerenności jej członków? W Polsce istnieją przecież obawy, że skorzystają na niej największe państwa, kosztem mniejszych, zwiększając swoje wpływy i znaczenie, a więc poszerzając swoją suwerenność. Może więc nie jest aż tak źle z tą integracją?
– Oczywiście, że największe ludnościowo państwa będą mieć więcej eurodeputowanych czy wysokich unijnych urzędników, ale na dłuższą metę wszystkie kraje zostaną pozbawione swojej polityki zagranicznej, obronnej i finansowej. Ich demontaż prowadzi się już od lat poprzez tzw. politykę regionalizacji. Obecnie, o czym się specjalnie głośno nie mówi, poszczególne regiony każdego kraju mają swoich dyplomatycznych przedstawicieli w Brukseli. Regiony posiadają też rodzaj własnego sejmu.
Jaka filozofia stoi za tą polityką?
– Dobre pytanie. Myślę, że stoi za tym pewna koncepcja filozoficzna i interes ekonomiczny z nią związany. Dam tylko dwa przykłady z francuskiego podwórka. Były socjalistyczny premier Michel Rocard twierdzi w swoich publikacjach, że tak naprawdę to jest przeciwny nazywaniu Unii Unią Europejską, bo jest ona dla niego obszarem wolności, pokoju, praw człowieka… Dlatego Unia nie jest ograniczona geograficznie, bo Rocard sądzi, że powinno się do tego obszaru włączyć kraje basenu Morza Śródziemnego. Inny ideolog, główny doradca Fran?ois Mitterranda, Jacques Attali, który obecnie doradza Nicolasowi Sarkozy’emu, w książce pt. „Cywilizacja nomadów” twierdzi, że obecne możliwości przemieszczania się stwarzają nową jakość w kształtowaniu światowego społeczeństwa, które nie będzie definiowane przez rasy, kulturę, religię, bo stanie się wielką mieszanką w ciągłym ruchu, kierowaną przez światowy rząd złożony z ekspertów, do których zapewne zalicza siebie. Tego typu pomysły popierają wszyscy globaliści, widzący w tym ogromne szanse zrobienia wielkiego interesu. Moim zdaniem, wiek XXI będzie walką między globalistami i obrońcami suwerenności narodowej.
Dziękuję za rozmowę.
