Puszka Pandory
Na łamach „Naszego Dziennika” pisaliśmy już o prawie dzieci do aborcji, forsowanym przez Parlament Europejski. Niestety, nie jest to jedyne unijne „prawo człowieka”, które wspólnotowi decydenci postanowili zapewnić swoim wyborcom. Na szczególną uwagę zasługuje przy tym uzasadnienie proponowane przez Komisje wspólnotowe
Przewrotność unijnych regulacji, nawet jeżeli są to tylko wskazówki, jest zadziwiająca. Wspominanie o zdrowiu reprodukcyjnym w kontekście zapewnienia matce i dziecku godnych szans rozwoju stanowi kuriozum na niespotykaną wprost skalę. Tymczasem ostatnie wyroki Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu, w tym stanowiące precedens orzeczenie przyznające lesbijkom i homoseksualistom prawo do adopcji dzieci, jest najlepszym dowodem na to, w jakim kierunku zmierza unijna polityka społeczna i rodzinna.
Nowo przyjęta strategia unijna na rzecz praw dziecka wydaje się z pozoru dokumentem wartościowym. Porusza bowiem tak aktualne problemy, jak uzależnienia, przemoc oraz wykorzystywanie seksualne. Wskazuje także na inne patologie oraz metody walki z nimi. Takie zresztą są deklarowane w dokumencie założenia. W punkcie A raportu o strategii na rzecz praw dziecka czytamy, iż powstał on: „mając na uwadze, że głównym celem komunikatu Komisji 'W kierunku strategii UE na rzecz praw dziecka’ jest pozytywna afirmacja praw dziecka, w tym przede wszystkim prawa do własnej tożsamości, do dorastania w bezpiecznych warunkach/prawa do opieki, prawa do posiadania rodziny, prawa do uczuć i zabawy, prawa do ochrony zdrowia, do nauki integracji społecznej, równych szans, sportu oraz czystego i podlegającego ochronie środowiska, a także prawa uzyskiwania informacji na ten temat, w celu rozwijania społeczeństwa przyjaznego dziecku i do niego przystosowanego, w którym dzieci będą mogły czuć się chronione i którego będą uczestnikami”. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się zmierzać do zagwarantowania dzieciom optymalnych warunków rozwoju. Jeżeli jednak głębiej wczytamy się w tekst, zauważymy, że pod niewinnie brzmiącymi sformułowaniami kryje się zwykła patologia i aberracja.
Z jednej strony bowiem przyjęta strategia wzywa do walki ze zjawiskiem sprzedaży i konsumpcji narkotyków i alkoholu w placówkach oświatowych oraz do informowania dzieci o zagrożeniach płynących z konsumpcji tego rodzaju substancji (p. 73). Z drugiej jednak za substancję szkodliwą dla zdrowia dziecka nie uważa związków chemicznych doprowadzających do zabicia nienarodzonego jeszcze człowieka (sic!!!). Najwyraźniej, zdaniem unijnych ekspertów, do substancji szkodliwych nie należą ani pigułka antykoncepcyjna, ani wczesnoporonna. Tymczasem większość lekarzy jest zgodna co do tego, że środki antykoncepcyjne negatywnie wpływają na organizm, natomiast kwestia tych powodujących poronienia (czyli odbierająca życie istocie, którą powinno się chronić) nie podlega żadnej dyskusji.
Strategia praw dziecka propaguje ponadto takie hasła jak zdrowie seksualne i reprodukcyjne (p. 133), o czym pisaliśmy już na łamach „Naszego Dziennika”. – Zdrowie seksualne i reprodukcyjne oznacza w zasadzie to samo – ocenia prawnik Konrad Szymański, europoseł z ramienia PiS. – Czytałem memorandum europejskich stowarzyszeń młodzieżowych, które pod termin „zdrowie seksualne” podkładały np. bezpłatnie rozdawane tabletki antykoncepcyjne, które – jak stwierdziły – są podstawą zdrowia seksualnego, w szczególności u ludzi młodych – powiedział w rozmowie z nami. Dodał przy tym, że tendencja ta jest szczególnie wyraźna w kręgach liberalnej lewicy.
Jeszcze dalej niż sama strategia posuwa się w wydanej przez siebie opinii Komisja Spraw Zagranicznych PE, która w punkcie 25, zwracając uwagę na „dostęp dzieci i ich matek do opieki medycznej”, obejmuje tym zapisem „świadczenie podstawowych usług związanych ze zdrowiem seksualnym i rozrodczym”.
O tym, że sprzeciw wobec takich praktyk istnieje i jest dosyć znaczący, mogliśmy się przekonać, uczestnicząc bądź obserwując organizowane najpierw w Hiszpanii, później we Francji i Stanach Zjednoczonych marsze dla życia. Cały problem polega jednak na tym, że owa libertyńska – chciałoby się rzec – mniejszość, ma dosyć duże wpływy i jeszcze większą siłę przebicia, wzmacnianą dodatkowo przez bierną postawę bezpośrednio zainteresowanych, czyli samych społeczeństw i ich przedstawicieli we wspólnotowych strukturach. Wezwanie, aby państwa członkowskie UE ułatwiały młodym dziewczętom dostęp do informacji i edukacji na temat zdrowia reprodukcyjnego i usług zdrowotnych (w tym aborcji!!! – p. 144, 162-167), powinno spotkać się ze zdecydowanym sprzeciwem, a tymczasem tak się nie stało.
Tylko wskazówki?
– Przyjęta strategia to nic innego, jak tylko stanowisko Parlamentu Europejskiego w formie doradczej – ocenił Konrad Szymański. Dodał, że ono oczywiście nie rodzi żadnych zobowiązań, wytwarza jedynie złą atmosferę. – Rzecz w tym, iż ta zła atmosfera nie jest bez znaczenia, ponieważ przekłada się na przyzwolenie np. na działania unijnych dyplomatów w krajach trzecich na rzecz dostępności aborcji. Tak było chociażby w Nikaragui – stwierdził.
Przyjęcie tej strategii oznacza zatem, że będzie ona mogła być wykorzystywana dla uzasadniania sprzecznych z wolą społeczną poczynań, w tym właśnie nawoływania do przeprowadzania aborcji.
Należy podkreślić, że wspomnian a w punkcie A kwestia ochrony dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym nie jest do końca jednoznaczna. W punkcie 13 wydanej przez Komisję Kultury i Edukacji opinii czytamy wprawdzie o zjawisku wykorzystywania dzieci i młodocianych w świecie mody, muzyki, filmu i sportu, ale – co należy podkreślić – Komisja nie wzywa do podjęcia jakichkolwiek środków, które miałyby ukrócić ten proceder. Tymczasem z takim wezwaniem, tyle że do „zdrowia seksualnego”, mamy do czynienia w punkcie 156 strategii, której ów dokument jest uzupełnieniem.
Na szczególną uwagę zasługuje również punkt 168, w którym czytamy, że UE: „wzywa państwa członkowskie do zagwarantowania, że wszystkie dzieci i nastolatki zarówno uczęszczające, jak i nieuczęszczające do szkoły, uzyskają odpowiednio dostosowane i zrozumiałe informacje na temat zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, aby mogły dokonywać opartych na wiedzy wyborów w sprawach dotyczących ich dobra osobistego, w tym w zakresie zapobiegania chorobom przenoszonym drogą płciową oraz HIV/AIDS”.
Z jednej strony zatem specjaliści w zakresie problematyki AIDS zgadzają się z tym, że najlepszym sposobem na zapobieganie tej chorobie jest wierność oraz rozsądek przy dokonywaniu wyborów, co zresztą zostało zawarte w kampanii billboardowej na temat tej choroby. Z drugiej strony unijni decydenci, wykorzystując strach przed HIV, usiłują promować liberalne metody planowania rodziny, oparte na stosowaniu środków antykoncepcyjnych, wczesnoporonnych oraz zabijaniu nienarodzonych dzieci, nie zwracając przy tym uwagi na aspekt moralno-mentalnościowy, psychologiczny oraz zdrowy model podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina. W tym kontekście niczym szyderstwo brzmią zapisane w przyjętej strategii akapity traktujące o rodzinie, wartościach rodzinnych oraz dobru dzieci.
Unijne wartości rodzinne
W punkcie 116 dokument „przypomina, że przyszła strategia UE powinna uznać ważną rolę rodziny jako podstawowej instytucji społecznej dla przeżycia, ochrony i rozwoju dziecka; jest zdania, że należy w pełni uwzględniać prawa dzieci przy godzeniu pracy z życiem rodzinnym oraz godzinami pracy, ze szczególnym naciskiem na sytuację matek niepełnosprawnych oraz matek dzieci niepełnosprawnych, a także politykę wsparcia publicznego lub prywatnego dla dzieci oraz dla ojców i matek, aby oboje rodzice byli w stanie brać na siebie i dzielić odpowiedzialność za wychowanie i opiekę dzieci”. Ustęp ten okazuje się jednak bezwartościową retoryką, rzeczywiste bowiem intencje zawiera jego ostatni fragment, w którym czytamy: „należy również uwzględniać fakt, że coraz więcej osób żyje dziś w alternatywnych strukturach rodzinnych (sic!!!), niebędących tradycyjną rodziną dwupokoleniową, składającą się z matki, ojca i wspólnych, biologicznych dzieci”.
Pod sformułowaniem „alternatywne struktury rodzinne” kryje się nic innego jak tylko wszelkiej maści nieformalne związki, począwszy od konkubinatów, skończywszy zaś na związkach homoseksualnych. Z przykrością należy stwierdzić, że Wspólnota usiłuje nadać wchodzącym w jej skład społeczeństwom szkodliwy dla nich kierunek. – Echo tego myślenia jest chociażby widoczne w uzasadnieniu ostatniego wyroku Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu – podkreślił Konrad Szymański. – Jest to zadziwiający dokument w szczególności na tle orzeczenia z 2002 r., kiedy ten sam Trybunał wydał dokładnie odwrotne orzeczenie – zauważył. Wyjaśnił, że sprawa była dokładnie taka sama, tyle że chodziło o mężczyznę, któremu odmówiono pozwolenia na dokonanie adopcji, ponieważ Trybunał nie był przekonany, iż jest to bezpieczne dla dziecka. Natomiast w najnowszym orzeczeniu uznano akurat odwrotnie. Warto też zwrócić uwagę, że decyzja zapadła większością dziesięciu głosów wobec siedmiu sprzeciwu. – Trybunał się bardzo mocno podzielił, ale nie zmienia to sytuacji, że jest to skandaliczny wyrok – skonstatował Szymański.
Wspólnotowa propaganda
Kolejnym istotnym problemem są wskazania dotyczące sfery edukacji, która budzi coraz większe obawy. Punkt 156, oprócz zwrócenia uwagi w kwestiach „dyskryminacji różnorodności społecznej, wychowania do zdrowego trybu życia, edukacji żywieniowej, zapobiegania nadużywaniu alkoholu, narkotyków, leków i produktów psychotropowych oraz innych środków odurzających” wzywa do „nauki tolerancji w szkole” oraz „odpowiedniej edukacji w zakresie stosunków międzyludzkich i zdrowia seksualnego”. Podobne treści zawierają punkty 25 i 26 opinii Komisji Spraw Zagranicznych.
Jak zastosowanie tego zapisu wygląda w praktyce, mieli okazję przekonać się Hiszpanie, gdzie do szkół trafił znany nam z czasów przyjaźni polsko-radzieckiej przedmiot „wychowanie obywatelskie”.
– Obowiązkowe lekcje wychowanie obywatelskiego mają wyjaśniać zmiany społeczne, wpajać zasady demokratyczne, laicystyczne – tłumaczy Konrad Szymański. – Mają być wychowaniem obywatelskim w zbliżonym kształcie do tego, co mieliśmy za komunizmu. Są to kompletnie ideologiczne zajęcia, uderzające w prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, na których z całą pewnością będzie się uczyło tolerancji wobec homoseksualistów, wrogiego rozdziału Kościoła od państwa i całej tej ideologii, która aktualnie panuje w Hiszpanii – skonstatował.
Dodał, że nie ma zobowiązania, aby curriculum szkolne w Polsce się zmieniło, ale jest sugestia wytworzenia atmosfery sprzyjającej tego typu działaniom. – Kampania homofobii z pewnością będzie się mogła na ten dokument powołać – ocenił. – Nie zgadzam się z tymi, którzy uspokajają, że to nic nie zmienia, bo to nie jest legislacyjne, że to nie jest dyrektywa. Rzeczywiście nie jest, ale daje przyzwolenie polityczne – dodał.
Ubolewanie z powodu normalności
Tymczasem Komisja Rozwoju w punkcie 17 wydanej przez siebie opinii „wyraża ubolewanie z powodu nacisków podkopujących politykę w zakresie praw zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, co prowadzi do wzrostu liczby chorób przenoszonych drogą płciową (w tym HIV/AIDS) i do braku zrozumienia przez młodych ludzi ich potrzeb w zakresie zdrowia reprodukcyjnego, co z kolei prowadzi do niechcianych ciąż i niebezpiecznych, a czasem nielegalnych aborcji wśród młodych ludzi”. „Logika” tego ustępu jest zatrważająca. Po pierwsze, Komisja ubolewa nad tym, że nietknięta jeszcze prowadzoną przez nią demagogią, zdrowa tkanka społeczeństw europejskich sprzeciwia się próbom narzucenia jej zdegenerowanych wzorców. Komisja odwołuje się przy tym do naturalnego strachu człowieka przed śmiertelną chorobą, jaką jest AIDS, co stanowi niestety niemoralny, aczkolwiek skuteczny chwyt socjologiczny, niemający zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Po drugie, autorytatywnie stwierdza, że „brak zrozumienia przez młodych ludzi ich potrzeb” w zakresie stosowania środków antykoncepcyjnych, wczesnoporonnych oraz dokonywania zabiegów przerywania ciąży doprowadza do niechcianych poczęć i nielegalnych aborcji (sic!!!).
Warto w tym momencie przypomnieć, że przykłady Francji i Wielkiej Brytanii już dawno obaliły ów chory sposób rozumowania, jaki starają się przeforsować unijni liberałowie. Do „niechcianych poczęć” oraz „nielegalnych aborcji” doprowadza wczesna inicjacja seksualna, będąca m.in. wynikiem propagowania środków antykoncepcyjnych, brak poszanowania życia związany bezpośrednio z liberalnym wychowaniem, a także brak zdrowych wzorców oraz więzi rodzinnych, ale o tym zapewne panowie z Brukseli nie chcą słyszeć.
W dalszej części powyższego akapitu nalega się, aby Komisja i państwa członkowskie utrzymywały poziom finansowania pełnej gamy usług zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego w celu osiągnięcia 5. Milenijnego Celu Rozwoju (poprawa opieki zdrowotnej nad matkami). Najwyraźniej zatem UE chce zalegalizować aborcję, a nawet włączyć ją do listy podstawowych usług medycznych, refundowanych przez państwo (sic!!!). Unijni specjaliści uważają, że legalne przerwanie ciąży jest bezpieczne i bezpośrednio związane z poprawą opieki medycznej nad matkami.
Rola mediów
Opinia Komisji Kultury i Edukacji w punkcie 15 podkreśla, że w ramach europejskich programów Media i Kultura należy intensywniej promować „kulturę dziecięcą”. Wzywa więc Radę oraz Komisję do „budzenia zainteresowania europejską kulturą i językami poprzez odpowiednio dostosowane innowacyjne projekty oraz do wczesnego motywowania ich do nauki”. Zapis ten można interpretować na różne sposoby. Warto jednak zauważyć, że „promowanie europejskiej kultury” może mieć także ateistyczno-liberalne konotacje, czyli reprezentować podobny poziom, co wiele propozycji „najlepszych programowo” telewizji, propagujących zdegenerowaną sztukę teatrów czy wydających bardzo „nowoczesne” publikacje wydawnictw. Owa pseudokultura ma jednak niewiele wspólnego z naszą tradycyjną kulturą, opartą na stałych wartościach i mającą na celu rozwój człowieka, nie zaś sprowadzenie go do poziomu półki w supermarkecie.
Dalsza część punktu 15 „podkreśla rolę wychowawczą mediów, aby poprzez wprowadzanie treści pedagogicznych wspierać bardziej świadome zastosowanie rozmaitych mediów”. Można sobie zadać pytanie, jakich treści pedagogicznych? Czytając całość strategii, należy przypuszczać, że niewiele będą one miały wspólnego z chrześcijańskimi wartościami, szacunkiem dla drugiego człowieka oraz zdrowym spojrzeniem na otaczającą rzeczywistość. Skłania przy tym do refleksji na temat miejsca mediów katolickich.
Wszystko wskazuje na to, że celem propagowania unijnych rozwiązań jest uderzenie w tradycyjne wartości, rodzinę jako podstawową komórkę społeczną oraz prawa do życia, czyli w to wszystko, co stanowi trzon narodu. Nie inaczej bowiem należy interpretować punkt L, uznający prawo dziecka do niezależnej osobowości prawnej, czyli de facto uszczuplający rodzicielskie prerogatywy. – Nigdy nie było tak, że dzieci były własnością rodziców, ale to sformułowanie oznacza atak na uprawnienia rodziców, co się najsilniej objawia w tzw. prawie do prywatności dzieci – ocenił Konrad Szymański. Dodał, że według unijnej centrolewicy prerogatywy rodziców powinny być zminimalizowane na rzecz państwa, jako gwaranta. – Państwo ma rzekomo bronić wolności dzieci, która najsilniej, zdaniem niektórych, jest zagrożona w środowisku rodzinnym – podkreślił.
Można zadać sobie pytanie, czy nie jest to przypadkiem działanie celowe, mające na celu stworzenie społeczeństwa zdolnego do maksymalnej integracji, czyli podatnego na działanie neoliberalnej ideologii, stojącej u podstaw Wspólnoty Europejskiej?
– Unia wpycha się ze swoimi pomysłami tam, gdzie nie czuje oporu państw – ocenił Szymański. – Tam, gdzie opór ten jest widoczny, jest w stanie wstrzymać swoje działania. Tam, gdzie jest przyzwolenie, tam będzie się rozpychała, dlatego jest tak istotne, w jaki sposób my zabieramy głos. Już nie mówię o Parlamencie Europejskim, ale o polskim rządzie. Im szybciej się wyraża sprzeciw, im lepiej on jest uzasadniony, tym łatwiej uzyskać efekt wyhamowania. Jeżeli jednak wszyscy milczą, nawet ci, którzy powinni być zainteresowani, a tak bywało często i w przypadku Malty, i Irlandii, a także Polski, to oni będą się posuwali coraz dalej – skonstatował.
Najgorsze jest to, że owa ideologia jest forsowana również przez organizacje statutowo zajmujące się ochroną praw dziecka, jak np. Save the Children, która chore, unijne wartości oficjalnie włączyła do planu swoich działań. Najwyższy czas zacząć się przed tym bronić, póki nie jest jeszcze za późno.
Anna Wiejak
