Ukraińskie obawy przed działaniami Moskwy
Decyzje prezydenta Ukrainy w sprawie stacjonującej w tym kraju rosyjskiej Floty Czarnomorskiej nie powinny być dyskutowane, lecz wykonywane – oświadczył wczoraj Ihor Dołhow, szef departamentu polityki zagranicznej w kancelarii Wiktora Juszczenki. Odpowiedział tym samym na czwartkowe słowa krytyki ze strony szefa rosyjskiej dyplomacji Sergieja Ławrowa.
Jednocześnie trwa propagandowa wojna medialna między przeciwnymi rosyjskiej agresji w Gruzji, związanymi z Juszczenką mediami publicznymi, a prywatnymi, znajdującymi się w rękach związanych z Rosją oligarchów. Kampania podzieliła ukraińskie społeczeństwo, w którym coraz bardziej daje się odczuć napięcie i obawy o możliwość dokonania przez Rosję agresji na Ukrainę. Oczy wszystkich są obecnie zwrócone na sporne terytorium Krymu jako na potencjalne casus belli. W zachodnich regionach Ukrainy przy milczącej zgodzie władz lokalnych rozwieszane są masowo plakaty paramilitarnej organizacji UNA-UNSO, nawołujące do formowania oddziałów zbrojnych. Miałyby one podjąć walkę z Rosjanami na gruzińskim terytorium.
Jeszcze nigdy w historii niezależnej Ukrainy nie dochodziło do sytuacji, w której na tak dużą skalę następowałaby eskalacja poczucia zagrożenia ze strony Rosji, powoli przybierająca rozmiary histerii. Nastroje podsyca intensywna kampania medialna przeciwników i zwolenników Rosji w konflikcie z Gruzją. Po stronie tych pierwszych wydaje się stać prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. Nie wszyscy Ukraińcy podzielają jednak jego stanowisko. – Zaskakuje mnie, iż dziś prezydent Juszczenko faktycznie spełnia dyrektywy UNA-UNSO, tak że w zachodnich obwodach Ukrainy wszędzie są rozwieszone apele, aby formować bojówki ochotników i jechać bronić Gruzję przed Rosją.
Tymczasem na wezwanie prorosyjskich sił wrogo nastawionych do prezydentów Gruzji i Ukrainy w Sewastopolu odbyły się w czwartek manifestacje poparcia dla Rosji. Udział w nich wzięło około 800 osób. Zebrani skandowali hasła: „Hańba Juszczence!” i „Hańba Saakaszwiliemu!”. Demonstranci przyjęli rezolucję potępiającą „gruzińskich agresorów”. W dokumencie skrytykowali także Kijów za opowiedzenie się po stronie Gruzji oraz za zaostrzenie zasad przekraczania ukraińskiej granicy przez stacjonujące na Krymie rosyjskie samoloty i okręty wojenne. Do Moskwy z kolei zwrócili się o uznanie niepodległości Osetii Południowej i Abchazji.
Gruzja przegrała
– Rosja skorzystała z sytuacji na północnym Kaukazie i wygrała jednoznacznie ten konflikt – uważa były prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk. Jego zdaniem, rosyjsko-gruziński konflikt jeszcze nie jest zakończony i trudno powiedzieć, kiedy się zakończy. – Ale już dziś można wyciągnąć z niego wnioski, przynajmniej na Ukrainie. Rosja wykorzystała sytuację na Kaukazie Północnym i wygrała. Gruzja przegrała w tym momencie – zaznaczył Krawczuk. Nadzieje na to, aby przedstawić Rosję jako agresora, jego zdaniem, po prostu zawiodły. Europa zajęła neutralną pozycję, a USA, na wsparcie których oczekiwał prezydent Saakaszwili, ograniczyły się jedynie do słów krytyki. – Rosja jest uważana w Europie nie jako strona wojująca, lecz jako państwo, które razem z UE występuje jako strona regulująca (!) sytuację na Kaukazie w trójkącie Gruzja – Osetia – Abchazja – skomentował były prezydent Ukrainy.
W antygruzińską retorykę wpisuje się zdecydowana większość ukraińskich politologów. Oskarżają oni prezydenta Gruzji o dopuszczanie się przez gruzińskie wojsko zbrodni na własnym narodzie. Prowadzoną przez Saakaszwiliego politykę krytykuje ukraiński politolog Oleksandr Majstrenko. – Skrajnie proamerykański Saakaszwili swoją nieprzemyślaną polityką idzie na rękę Putinowi – powiedział Majstrenko w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Eugeniusz Tuzow-Lubański,
Kijów
