Niemcy złożą europejskie wartości w hołdzie Rosji?
Z prof. Zdzisławem Krasnodębskim rozmawia Anna Ludwig
W Niemczech zauważalny jest podział na część progruzińską i część prorosyjską. Czy ma to związek z interesami Niemiec?
– Tak. Niemiecka polityka wschodnia jest polityką, która jest nastawiona w zasadzie na udział w niej Rosji i w związku z tym konflikt w Gruzji jest pod tym względem niewygodny, gdyż zmusza do pewnej reakcji. Tymczasem Niemcy nie chcą pogorszenia stosunków z Rosją, z którą mają bardzo silne związki przede wszystkim ze względu na ropę i gaz. Przesyłanie energii przez terytorium Gruzji jest projektem konkurencyjnym wobec planów niemiecko-rosyjskich. Budują oni Gazociąg Północny i ustawiali się w takiej pozycji, że będą głównym partnerem Rosji i w jakimś sensie dystrybutorem gazu, który będą przekazywać dalej do Europy Zachodniej. W Niemczech mówi się otwarcie, że ważnym partnerem na Wschodzie jest Rosja i dzięki partnerstwu z Rosją Europa może zyskać na znaczeniu politycznym. Są też związki historyczne. To wszystko sprawia, że Niemcom trudno jest się opowiedzieć po stronie gruzińskiej – nie chcą antagonizować Rosji.
Biorąc pod uwagę, że sprawa Gruzji podzieliła Europę na dwie części, czy w obecnej sytuacji jest więc sens dążenia do stworzenia wspólnej polityki zagranicznej?
– Przede wszystkim nie ma wspólnej polityki zagranicznej, i wszyscy o tym wiedzą. Jeżeli natomiast powstanie stanowisko komisarza ds. zagranicznych, to pytanie, kto będzie określał kierunki jego polityki. Czy to przypadkiem nie będzie oznaczało całkowitego podporządkowania krajów mniejszych, słabszych gospodarczo, jak Polska czy kraje bałtyckie, krajom silniejszym? Realnie rzecz biorąc, powinno być tak, że zanim stworzy się tę instytucję, powinna być wspólna polityka, a takowej nie ma. Prezydent Lech Kaczyński odniósł w kwestii gruzińskiej wielki sukces. Jego wyjazd z pozostałymi prezydentami był też głosem całej Europy, że te kraje nie mają zamiaru być tylko przedmiotem polityki europejskiej, tylko starają się być aktywne i mają do tego pełne prawo.
Czego się Pan spodziewa po niedzielnej wizycie Angeli Merkel w Gruzji?
– Nie spodziewam się specjalnie niczego wielkiego. Kanclerz Niemiec Angela Merkel jest zręcznym politykiem, który rzeczywiście potrafi rozładowywać pewne napięcie. Trochę jednak zaniepokoiła mnie wiadomość, że pierwszym odruchem Niemców była rozmowa z Rosjanami, a dopiero później z Gruzinami. Abchazja i Osetia Południowa to nie są żadne prowincje, w których istnieje oddolny ruch demokratyczny, tendencje emancypacyjne czy narodowowyzwoleńcze. Są to enklawy, za pomocą których Rosjanie prowadzą swoją antygruzińską i antyzachodnią politykę. Od Niemców należałoby więc oczekiwać, że użyją swoich wpływów w Rosji, aby doprowadzić do przestrzegania europejskich wartości.
Dziękuję za rozmowę.
