Uklękną na Siewiernym
Dziś do Smoleńska przyjadą członkowie rodzin ofiar katastrofy wraz z
prezydentową Anną Komorowską. Złożą wieńce i kwiaty, zapalą symboliczne znicze.
Po południu udadzą się do Katynia, by pomodlić się przy grobach polskich
oficerów.
W Smoleńsku do wczoraj trwały ostatnie gorączkowe przygotowania przed przyjazdem
polskiej delegacji. Rzecznik gubernatora obwodu smoleńskiego zapowiada, że w
uroczystościach będzie uczestniczyć około 300 osób, w tym wielu dziennikarzy z
Polski i Rosji. Przygotowano specjalne drewniane podesty dla kamer. Tam gdzie do
tej pory było błoto i mokry, roztapiający się śnieg, wysypano piasek i żwir,
okoliczne płoty pomalowano świeżą farbą. Pozbijano prowizoryczne drewniane
podłogi, po których rodziny ofiar i prezydentowa będą mogły przejść, by złożyć
kwiaty w miejscu upadku polskiego samolotu. Uroczystości rozpoczną się o godz.
11.00 czasu warszawskiego. Na pierwszą część spotkania wybrano miejsce pod
brzozą, w którą wbił się odłamek samolotu. Tam Anna Komorowska oraz jeden z
przedstawicieli rodzin ofiar wygłoszą przemówienia i złożą wiązanki kwiatów.
Żołnierze z kompanii reprezentacyjnej odczytają nazwiska ofiar oraz ułożą 96
zniczy w kształcie krzyża. Później, w miejscu, gdzie znajdują się kamień i
tablica upamiętniająca prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałe ofiary,
zostanie odmówiona modlitwa ekumeniczna. Do dziś w pobliżu krzyża, obelisku i
brzozy, które znajdują się w jednym miejscu, jest wiele kwiatów, pamiątkowych
tabliczek, różańców i krzyży. Przynosili je ze sobą pielgrzymujący do tego
miejsca Polacy, często bliscy ofiar oraz mieszkańcy Smoleńska. Rok temu tak
bardzo otwarci i chętnie rozmawiający z dziennikarzami, dziś również okazują
współczucie i szacunek, ale o samej katastrofie nie chcą się już wypowiadać
publicznie. Ale nie wszyscy. Na rozmowę z reporterami "Naszego Dziennika" zgadza
się starsze małżeństwo. – Również mam bliskich, Rosjan, których zamordowano w
katyńskim lesie – mówi ze łzami w oczach pani Tatiana. Nie chce, by nagrywano
rozmowę z nią. Jej mąż przyznaje, że mgły w Smoleńsku o tej porze to częste
zjawisko. Pani Tatiana modli się przy jednym z krzyży ustawionych na miejscu
katastrofy. Nie ukrywa wzruszenia. Na otwarte rozmowy z polskimi dziennikarzami
mieszkańcy Smoleńska decydują się niechętnie. Wolą dyskrecję i anonimowość.
Miejsce, w którym rozbił się tupolew, jest podmokłe, jeszcze do niedawna
porastały je chaszcze. Większa część terenu została ogrodzona metalowym płotem.
Jeszcze kilka miesięcy temu można było po nim swobodnie chodzić. O tym, co
działo się rok temu, świadczy przede wszystkim betonowa droga, którą ułożyły
rosyjskie służby, by mógł tam wjeżdżać ciężki sprzęt.
Kilka dni przed uroczystościami roślinność, która porastała obszar przed
podejściem do pasa lotniska, została wykarczowana, a ono samo nieco
uporządkowane. Uwagę zwracają przede wszystkim betonowe słupki, do których
przymocowane zostały pomarańczowe światła nawigacyjne. Przed rokiem, gdy doszło
do katastrofy, stały na starych, czasem zapadłych w grząskiej ziemi drewnianych
gnijących palach. Kilka dni po katastrofie świat obiegły zdjęcia, na których
widać, jak obsługa lotniska wymienia uszkodzone żarówki, potem wymieniono też
całe obudowy i okablowanie. Dziś na pasie podejścia zarówno od strony lotniska,
jak i w kierunku jaru, na zboczu którego rośnie brzoza, o którą zahaczyło lewe
skrzydło Tu-154M, nie ma już ani jednego drzewa. Jedynie w pobliżu radiolatarni,
obok której samolot ściął czubek pierwszej brzozy, roślinność nie została
wycięta.
Po zakończeniu uroczystości w pobliżu lotniska Siewiernyj polska delegacja
pojedzie do Lasu Katyńskiego. Hołd ofiarom sowieckiego ludobójstwa odda zarówno
w rosyjskiej części Memoriału, jak i na Polskim Cmentarzu Wojennym. Tam
zaplanowano wystąpienie przedstawiciela Rodzin Katyńskich, wspólną modlitwę oraz
symboliczne uderzenie w Dzwon Pamięci.
Maciej Walaszczyk, Smoleńsk
