Ujawnione prześladowanie chrześcijan

Radio Watykańskie poinformowało o kolejnych prześladowaniach chrześcijan w okupowanej przez Turcję części Cypru. Turecka policja uniemożliwiła odprawienie Mszy św. w klasztorze św. Barnaby w Famaguście. Incydent ten przeszedł bez szerszego echa ze strony europejskiej opinii publicznej, choć jest bardzo znaczący w kontekście planów akcesji Turcji do Wspólnoty Europejskiej.

Informacje o wypadkach w Famaguście przekazała ambasada Cypru przy Stolicy Apostolskiej. Według komunikatu wydanego przez ambasadę policja turecko-cypryjska (zdaniem władz Cypru, nielegalna jak cała okupacja) uniemożliwiła odprawienie Mszy św. w prawosławnym monastyrze św. Barnaby w tym mieście. Klasztor już wcześniej został zamieniony na muzeum, ale do tej pory chrześcijanie mogli się w nim modlić po wykupieniu biletu wstępu. Tym razem grupie wiernych z archimandrytą Gabrielem nie pozwolono na modlitwę: policjanci wypędzili wszystkich wiernych z monastyru, po czym obraźliwymi okrzykami i bluźnierstwami przeciw religii chrześcijańskiej zagłuszyli kapłana. I archimandryta, i wierni zostali spisani przez policjantów. Przy okazji przypomniano, że na terenach okupowanych przez Turcję pozostało już tylko 300 z 15 000 prawosławnych. Mieszka tam również 200 katolików.

„Meczety to nasze koszary, kopuły to nasze hełmy, minarety to nasze bagnety, wierni to nasi żołnierze”. To nie cytat z kolejnego oświadczenia Osamy bin Ladena ani też wyjątek z podręcznika Hamasu. Te słowa wygłosił obecny premier Turcji Recep Tayyip Erdogan, lider Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, określanej oględnie mianem „odwołującej się do korzeni islamskich”. Faktem jest, że za te słowa, wypowiedziane w 1997 r., a nawiązujące do poematu napisanego przy okazji wojen bałkańskich, został skazany na 10 miesięcy więzienia, uznano je bowiem za nawoływanie do nienawiści religijnej, zaś dwa lata później jego Islamska Partia Cnoty została zdelegalizowana. Jednak po kilku latach wewnętrznych przekształceń w środowiskach islamskich Erdogan stanął na czele przedstawiającej się jako umiarkowana Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (APK) i po wygranych przez nią wyborach parlamentarnych w 2002 r. został premierem.

W Europie zazwyczaj przedstawia się Turcję jako państwo świeckie, jedynie o muzułmańskiej większości. Miałoby to stanowić dowód na niejako „kompatybilność” ustroju Turcji i krajów europejskich.

Istotnie, po I wojnie światowej, która dla Turcji oznaczała upadek imperium osmańskiego, ówczesny przywódca Kemal Pasza, zwany Atatürkiem (ojcem Turków), dokonał sekularyzacji państwa na wzór zachodniej idei „neutralności światopoglądowej”, jednak nie w kierunku demokratyzacji, ale wręcz faszyzującej etatyzacji. Mimo oficjalnego zeświecczenia dla większości społeczeństwa islam nadal stanowi układ odniesienia nie tylko kulturowy, ale i cywilizacyjny. Wyjątkiem może być Ankara, zbudowana w latach 20. od początku – niczym Gdynia – i świadomie kreowana na miasto nowoczesne. Co więcej, elity budujące nową Turcję na ideologii nacjonalistycznej, chcąc nie chcąc, musiały uwzględnić w swoich rachubach również islam. To w dużej mierze eskalując nienawiść na tle religijnym, przeprowadzano w Turcji czystki etniczne, przede wszystkim ludobójstwo Ormian, ale także pogromy i wypędzenia Greków.

Ostatni incydent na Cyprze wpisuje się w ten schemat. Północna część Cypru, gdzie leży Famagusta, została zagarnięta przez Turków w 1974 r. Wprawdzie w 1983 r. ogłoszono powstanie Tureckiej Republiki Północnego Cypru, ale jej niepodległość uznały jedynie Ankara, Nachiczewań i Organizacja Konferencji Islamskiej. Cypr Północny przez cały czas pozostaje w widoczny sposób związany z Turcją, m.in. w latach 90. greccy demonstranci, którzy próbowali usuwać zasieki na granicy, byli atakowani przez organizację Szare Wilki – tę samą, której członkiem był Mehmet Ali Agca. Ostatnio zaś zwierzchnik tureckich sił zbrojnych gen. Yasar Buyzkanit przypomniał, że wojsko tureckie nigdy nie opuści terenów zajętych w 1974 r. na Cyprze. Właśnie w tym kontekście północno-cypryjscy chrześcijanie odbierają incydent w Famaguście.

Zajście to powinno wzbudzić poważne zaniepokojenie również w Unii Europejskiej. Współczesna Turcja jawiąca się jako mieszanka odradzającego się islamu i państwowego nacjonalizmu wydaje się zbyt odległa od tego, co ogólnie nazywa się wartościami europejskimi. Mimo to ze strony Zachodu nadal daje się zauważyć daleko idący optymizm, a w czasie oficjalnych spotkań wszyscy zapewniają, że Turcja jak najbardziej powinna wstąpić do brukselskiego klubu. Spraw takich jak negowanie ludobójstwa Ormian czy ujawnione teraz prześladowanie chrześcijan nie porusza się, pozostając przy tematach miłych i bezpiecznych, jak choćby osławione oczekiwanie na posła Lechistanu.

Krzysztof Jasiński
drukuj