Uczymy, jak budować dobre projekty

Z dr. Tomaszem Hoffmannem, ekspertem ds. funduszy unijnych, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Dorota Zbierzchowska

W nowym okresie finansowania 2007-2013 przed Polską stoi szansa wykorzystania funduszy rzędu ponad 60 miliardów euro. Jakie są najważniejsze priorytety, na które zostaną przeznaczone te pieniądze?

– To przede wszystkim inwestycje w badania i rozwój, nowoczesne technologie, zasoby ludzkie czy infrastrukturę. Wynika to w pewnym sensie z założeń Strategii Lizbońskiej, która została przyjęta przez Unię Europejską i stanowi pewien wyznacznik kierunku rozwoju Europy, a tym samym Polski. Inwestycje w badania i rozwój to obecnie priorytet, gdyż dzięki nim Polska buduje wartość dodaną gospodarki. Podobnie przedstawia się sytuacja w odniesieniu do nowoczesnych technologii, które stymulują rozwój małych i średnich przedsiębiorstw. W nawiązaniu do zasobów ludzkich środki zostały przeznaczone na wszelkiego rodzaju projekty polegające na podnoszeniu konkurencyjności pracowników na rynku pracy. W przypadku infrastruktury środki są kierowane na drogi, inwestycje środowiskowe czy poprawę infrastruktury społecznej. Wszystkie wymienione priorytety mają podnieść stan polskiej gospodarki, infrastruktury i sfery badawczo-rozwojowej.


A na które programy operacyjne przewidzianych jest najwięcej środków?


– Najwięcej środków przeznaczono na program operacyjny „Infrastruktura i Środowisko”. Założono, że Polska może otrzymać prawie 22 miliardy euro. Wzrost atrakcyjności Polski i regionów ma być osiągnięty dzięki inwestycjom w sześciu obszarach – transportu, środowiska, energetyki, kultury, ochrony zdrowia i szkolnictwa wyższego – poprzez realizację następujących projektów: budowy infrastruktury, zapewniającej, że rozwój gospodarczy Polski będzie dokonywał się przy równoczesnym zachowaniu i poprawie stanu środowiska naturalnego; zwiększeniu dostępności głównych ośrodków gospodarczych w Polsce poprzez powiązanie ich siecią autostrad i dróg ekspresowych oraz alternatywnych wobec transportu drogowego środków transportu; zapewnieniu długookresowego bezpieczeństwa energetycznego Polski poprzez dywersyfikację dostaw, zmniejszenie energochłonności gospodarki i rozwój odnawialnych źródeł energii; wykorzystaniu potencjału kultury i dziedzictwa kulturowego o znaczeniu światowym i europejskim dla zwiększenia atrakcyjności Polski; wspieraniu utrzymania dobrego poziomu zdrowia zasobów pracy oraz rozwoju nowoczesnych ośrodków akademickich, w tym kształcących specjalistów w zakresie nowoczesnych technologii. Zgodnie z ustaleniami Rady Europejskiej w Goeteborgu, ważnym elementem programu będą też działania wpływające w korzystny sposób na środowisko. Są to m.in. działania wspierające ograniczenie zmian klimatycznych i wzrost znaczenia „zielonej” energii, usprawnienie i zwiększenie efektywności oraz bezpieczeństwa systemu transportowego (m.in. poprzez wsparcie systemów transportu publicznego i kolejowego).


Pojawiają się informacje, że tempo wykorzystania środków unijnych jest wolniejsze niż w okresie 2004-2006. Jak Pan Doktor ocenia na chwilę obecną stopień wykorzystania przyznanych Polsce funduszy?


– Tempo wykorzystania środków alokowanych na lata 2007-2013 rzeczywiście jest wolniejsze w porównaniu do ubiegłego okresu programowania. Złożyło się na to kilka przyczyn. Wydaje się, że najważniejszą jest dość późne sfinalizowanie negocjacji programów operacyjnych z Komisją Europejską. O ile konkursy w ramach Programu Operacyjnego „Kapitał Ludzki” ruszyły już w grudniu 2007 roku, o tyle niektóre działania w ramach „Regionalnych Programów Operacyjnych” PO „Infrastruktura i Środowisko czy „PO Innowacyjna Gospodarka” zaczęto uruchamiać niedawno. Brakowało spójnych działań ze strony administracji rządowej do uruchomienia owych programów. Ponadto w trakcie ich negocjacji wynikły problemy związane z brakiem koherentności, a raczej niedostosowaniem prawa ochrony środowiska z unijnym prawem środowiskowym. W szczególności chodziło o regulacje dotyczące obszarów Natura 2000 czy sporządzania raportów oddziaływania na środowisko. Bez tych zmian żadna inwestycja nie mogła być realizowana, co skutkowało tym, że we wszystkich projektach, gdzie w grę wchodziła budowa, rozbudowa czy nawet modernizacja, trzeba było wydać decyzję o uwarunkowaniach środowiskowych lub sporządzeniu raportu oddziaływania na środowisko. Administracja publiczna nie mogła tego uczynić, ponieważ nie miała instrumentów prawnych zgodnych z rozwiązaniami europejskimi. Niedawno minister rozwoju regionalnego próbował tę kwestię rozwiązać poprzez wydanie wytycznych. To jednak nie zlikwidowało problemu, bo wytyczne nie są źródłem prawa, i samorządy wojewódzkie zawiesiły wszelkie konkursy.


Co może być największym zagrożeniem w pełnym wykorzystaniu tych funduszy przez Polskę?


– Wydaje się, że największym zagrożeniem w efektywnym wykorzystaniu funduszy unijnych przez Polskę mogą być przewlekłe bariery biurokratyczne, konstruowanie wytycznych przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, które są często w zapisach ze sobą sprzeczne. Brakuje też wypracowanej metodologii sporządzania analiz finansowanych i społeczno-ekonomicznych, nierozwiązane są regulacje z zakresu pomocy publicznej, następuje odpływ młodej, dobrze wykształconej kadry do prywatnych firm konsultingowych. Reasumując, można stwierdzić, iż istnieją trzy bariery w wykorzystaniu funduszy UE: prawne, instytucjonalne oraz organizacyjne. Nieefektywna polityka personalna jest chyba największą bolączką instytucji zarządzających i wdrażających. Nie lepiej to wygląda na poziomie powiatowym czy gminnym. Znam przypadki, gdy marszałkowie województw deklarują, że zatrudniają najlepszych, jednak już na rozmowie rekrutacyjnej okazuje się, że reklamowane 2000 zł to wynagrodzenie brutto, ponadto umowa o pracę na czas określony i brak jakichkolwiek szkoleń przez pierwsze pół roku zatrudnienia. Efekt jest taki, że młody człowiek, nabywając doświadczenia, szybko opuszcza urząd i z łatwością znajduje pracę w prywatnej firmie, gdzie zaczyna zarabiać na początek dwa razy tyle. Nie wiem, gdzie tu logika, ponieważ utrata pracownika to także utrata pamięci instytucjonalnej urzędu. Zatem trzeba znowu zatrudnić kogoś nowego i wdrażać na stanowisku pracy, a to kosztuje. Ewenementem jest też zajmowanie stanowisk przez dyrektorów wydziałów rozwoju regionalnego czy polityki regionalnej. Zdarza się, że istotnymi działami odpowiedzialnymi za politykę regionalną czy wdrażanie programów operacyjnych kierują osoby posiadające zawód fotografa, instruktora tańca czy ogrodnika, bez doświadczenia w funduszach. Liczy się pochodzenie i rekomendacja. To, w moim przekonaniu, jest niedobra praktyka.


Większość mediów pokazuje, że Polska te pieniądze dostaje od Unii jako „darowiznę”. Jak to wygląda w rzeczywistości?


– Nie, Polska nie dostaje tych środków jako darowizny. Aby uzyskać dotację na wymarzoną inwestycję, należy posiadać środki własne, które zabezpieczają prawidłowe wykonanie umowy cywilnoprawnej zawartej z instytucją zarządzającą. W efekcie jest tak, że składając projekt inwestycyjny, musimy zaangażować swoje środki, a po trzech miesiącach wystąpić z wnioskiem o refundację. Refundacja powinna być dokonana na nasze konto w ciągu miesiąca. Potem realizujemy dalej projekt aż do zamknięcia pomocy i rozliczenia go. Tyle teoria, praktyka jest taka, że często wniosek dobrze oceniony w trakcie realizacji jest kwestionowany. Eksperci kwestionują koszty kwalifikowane, a więc koszty, które Unia zgodnie z prawem refunduje. Powołują się znowu na polskie nieścisłości w wytycznych, bo na przykład jest zapis, że „instytucja może zrefundować”. Czyli jest to decyzja uznaniowa, a zatem równie dobrze może je zakwestionować, co ma dość często miejsce. Tym samym obniża się nam dotacja. Potem składamy wniosek o płatność, który często trzeba poprawiać, bo np. zapomniano przecinka, i teoretycznie w ciągu miesiąca powinna nastąpić wypłata środków. Ten zapis też nie jest przestrzegany, gdyż zdarza się, że refundacja zostaje dokonana w ciągu 100 dni, a znam przypadki, gdzie nastąpiło to w ciągu 300 dni. Efekt – beneficjent może stracić płynność finansową.


Czy wiedza na temat pozyskiwania funduszy unijnych jest tylko dla ekspertów?


– Aby nauczyć się budować i zarządzać projektami, które są współfinansowane przez środki unijne, trzeba albo już w trakcie studiów wybrać kierunkową specjalność, albo ukończyć studia podyplomowe. Studia te są realizowane w cyklach jedno-, dwu-, czasami trzysemestralnych. Na takich studiach powinny przeważać przedmioty praktyczne, aby student jak najwięcej musiał wykonać własnej pracy. Uczelnie oferują różne programy takich studiów, jednak dość rozsądnym wyborem są studia prowadzone przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Dobra kadra, praktycy, ludzie biznesu i naukowcy. Daje to wspaniałe rezultaty.


Co więc może zrobić osoba, która ma pomysł na wykorzystanie tych funduszy dla dobra swojego środowiska lokalnego?


– Osoba taka musi mieć przede wszystkim wizję. Powinna wiedzieć, jak będzie wyglądała jej gmina, osiedle, wieś za kilka lat. Mając wizję, należy ją przelać na papier. Wtedy po konsultacjach ze środowiskiem lokalnym, władzami należy dokonać gradacji projektów i wskazać, które są najbardziej potrzebne, a których realizacja może jeszcze poczekać, oczywiście biorąc pod uwagę środki finansowe. W ten sposób można skutecznie budować dobre projekty, które będą przyczyniać się do rozwoju lokalnego naszej gminy, osiedla czy wsi.


Dziękuję bardzo za rozmowę.

drukuj