Uczelnia rozumiejąca człowieka

Z prof. dr. hab. Henrykiem Kieresiem, kierownikiem Katedry Filozofii Sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz profesorem i członkiem Rady Naukowej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, rozmawia Katarzyna Cegielska


Panie Profesorze, ukazała się najnowsza książka Pana autorstwa zatytułowana „Człowiek i cywilizacja”. Dlaczego podjął Pan Profesor problem cywilizacji?


– Cywilizacja, mówiąc za Feliksem Konecznym, jest metodą życia społecznego. Człowiek jest bytem rozumnym i wolnym, ale wszystkie potencjalności swojego życia aktualizuje społecznie. Społeczność jest nieodzowna, a nawet konieczna do tego, by człowiek osiągnął pełnię swoich potencjalności – swoje własne człowieczeństwo. I to jest pierwszy powód. Po drugie, problem cywilizacji jest problemem żywotnym, i to na każdym etapie dziejów ludzkiej kultury. Jest tak dlatego, że określenie metody życia społecznego zależy od tego, na ile człowiek rozpoznał samego siebie i na ile określił cel swojego życia. I właśnie w tej perspektywie, a jest to perspektywa poznawcza, będzie on określał ustrój życia społecznego. A jeśli popełni błąd, wówczas metoda życia społecznego będzie zwrotnie determinować jego kulturę i może dojść do różnego rodzaju redukcjonizmów, a nawet zwyrodnień. Zaświadczają o tym dzieje człowieka, historia powszechna.


Jakie są inne powody?


– Trzeci powód natomiast jest taki, że problem cywilizacji jest problemem filozoficznym. Tylko na gruncie filozofii można odpowiedzialnie podjąć ten problem i rozstrzygnąć, rzecz jasna w określonym kontekście poznawczym, a więc należy najpierw wyjaśnić samą rzeczywistość, przyczyny jej istnienia i jej racjonalności, następnie problem człowieka, kim jest i jaki jest ostateczny cel jego życia. I na tym tle dopiero można podjąć problem społeczny, czyli problem cywilizacji. Kolejny powód, już przenoszący nas w czasy nam współczesne, wiąże się z tym, że właśnie w Europie toczy się ogromne zmaganie cywilizacyjne pomiędzy dwoma podejściami do problemu życia społecznego, mianowicie pomiędzy personalizmem, który korzeniami wrasta w tradycję filozofii realistycznej, personalizmem, który zbudował Europę w ideowym jej sensie, a tak zwanymi cywilizacjami gromadnymi, czyli socjalizmem w podejściu do problemu cywilizacji.


Na czym polega różnica między personalizmem a gromadnością – socjalizmem?


– Personalizm głosi, iż człowiek jest jedynym i wyłącznym celem życia społecznego, że jego dobro – a jest nim jego własne, indywidualne życie – jest dobrem wspólnym, czyli celem społeczności, przyczyną zrzeszania się. Natomiast cywilizacje gromadne traktują człowieka jako funkcję społeczności, zazwyczaj państwa. W tej sytuacji człowiek jest jedynie jednostką, która podlega określonej technologii czy ideologii politycznej, która człowieka traktuje jak tworzywo do dowolnego przekształcania. Wokół tej problematyki koncentrują się rozważania zawarte w książce „Człowiek i cywilizacja”.


Wiele miejsca w swojej książce poświęca Pan Profesor walce z cywilizacją łacińską (personalistyczną), dokonującą się na różne sposoby, m.in. za sprawą naporu na centra edukacyjne, a zatem walce z uczelniami. I jeśli nie udaje się wprowadzić obcych ideologii na uczelnie, czego przykładem może być Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, to dokonują się takie rzeczy, których jesteśmy świadkami… Pozbawia się uczelnię zewnętrznych pomocy rozwoju, a przecież zadaniem państwa jest wspieranie nauki…


– Oczywiście ta sprawa ma dwa wymiary – pierwszy, partykularny, właśnie związany z próbami ideologizacji szkolnictwa i ideologizacji edukacji na wszystkich jej szczeblach, począwszy od szczebla podstawowego, a skończywszy na studiach uniwersyteckich czy nawet doktoranckich. I to się właśnie dzieje w kontekście wspomnianego wcześniej sporu – otwartej wojny socjalizmu z personalizmem. Czasy współczesne, te, w których przyszło nam żyć, to czasy dominacji podejść gromadnościowych, różnych form socjalizmu: liberalizmu, komunizmu, nazizmu, faszyzmu czy wreszcie anarchizmu. One wszystkie globalizują się, mają apetyt na człowieka, nawet na całą ludzkość, i dlatego będą bezwzględnie eliminować wszystko to, co stoi im na przeszkodzie w walce o rząd dusz. I to jest kontekst. Natomiast te konkretne działania są konsekwencją tego kontekstu, tej mody na gromadność. I dlatego te decyzje są takie, jakie są. Ci, którzy je podejmują, nie rozumieją, co czynią, bo słusznie zwróciła pani uwagę, że państwo jest jedynie formą życia społecznego i że stoi przed obowiązkiem zagwarantowania środków służących do realizacji celów w życiu społecznym. I to jest zasada personalizmu. Powtórzmy – cele rozstrzyga się na szczeblu życia społecznego, zaś państwo ma zabezpieczyć jedynie środki służące realizacji tych celów.


A jak jest tam, gdzie rządzi gromadność?


– Tam, gdzie cele określa państwo reprezentowane przez jakąś ideologię partyjną, wszystko musi być emanacją państwa. Państwo pozbawia jakąś instytucję społeczną dotacji, bo tak chce, bo działalność tej instytucji jest nie na rękę tym, którzy sprawują tzw. władzę. Natomiast drugi wymiar problemu jest już bardziej partykularny, dotyczy naszego rodzimego podwórka – polskiej polityki i ideologizacji polityki, a mówiąc wprost – jest to po prostu zemsta środowisk liberalnych na środowisku Radia Maryja, także na uczelni, która jest integralną częścią tego środowiska, za poprzednie wybory. Przypomnijmy, że już rozdano wszystkie urzędy, od referenta do prezydenta, i nagle okazało się, że istnieje medium, które ma realne przełożenie społeczne, które nie uprawia ideologii, lecz wszechstronnie i bezstronnie informuje Polaków, w jakich uwarunkowaniach toczy się zmaganie w Polsce, a także w Europie i na świecie. Można sądzić, że działania ministerstwa wyczerpują znamiona najzwyczajniej rozumianej zemsty. Chodzi o wyeliminowanie uczelni i jej środowiska z życia społecznego, bowiem środowisko to nie da się wciągnąć w orbitę ideologii głoszonej przez tych, których dawniej określano mianem „właścicieli Polski Ludowej”; myślę, że ten epitet jest nadal aktualny. Państwo partyjne chce być właścicielem wszystkiego.


Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej proponuje bogatą ofertę edukacyjną, także wachlarz studiów podyplomowych. W systemie szkolnictwa wyższego mamy różne stopnie nauczania – od trójstopniowego po dokształcanie podyplomowe. Jaki jest sens studiów podyplomowych?


– Moim zdaniem i zgodnie z naszą tradycją, wszelkie formy kształcenia są jak najbardziej pożądane, czy są to formy studiów stacjonarnych, czy eksternistycznych, czy wieczorowych, czy jakichkolwiek, dyplomowych czy podyplomowych. Taką inicjatywę należy wspierać, należy wspomagać, bo nie ma w tym nic złego, że człowiek pragnie wiedzieć, pragnie rozumieć, bo kiedy rozumie, to znaczy, że zna przyczyny i wie, jak działać. A więc wpływa to nie tylko na kulturę osobistą człowieka, ale ma też przełożenie społeczne. Jesteśmy mądrzejsi, a więc możemy efektywniej działać w rzeczywistości. Natomiast co do studiów uzupełniających – to wprowadza się w Polsce trójstopniowy system 3 + 2 + 3, a więc studia uzupełniające jak najbardziej są potrzebne. Tym, którzy nie chcą poprzestawać na jakimś elementarnym wykształceniu, a chcą uzyskać tytuł magistra i w ten sposób podnieść swoją rangę społeczną, trzeba jak najbardziej pomagać. To jest oczywiste i nie podlega dyskusji. Inna sprawa to kwestia zorganizowania tych studiów – bo tu już trzeba rozporządzać określonymi środkami, kadrą dydaktyczną, odpowiednim zapleczem z możliwością komunikowania się. Jednak w dzisiejszej dobie niesłychanego rozkwitu mediów można uprawiać rozmaite formy kształcenia, choćby takie jak distance learning, czyli uczenie się na odległość przez internet.


Panie Profesorze, czym wyróżnia się Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej?


– Znam środowiska innych uczelni, również o profilu katolickim. Mój sąd jest zatem sądem zobiektywizowanym. Jest w Polsce wiele osób, którym leży na sercu dobro naszej Ojczyzny, osób, które widzą, że komunizm pozostawił nam nie tylko nędzę materialną, ale dziadostwo moralne, zepchnął Polaków do defensywy. Staliśmy się narzędziem manipulacji i nadal się nami manipuluje, nadal ustawia się nas w szeregu, chce się nas traktować jako ludzi drugiej kategorii w Europie. Ci ludzie, oceniający realnie sytuację, wkładają ogromny wysiłek, żeby w nowych centrach edukacyjnych, jakie powstają, wrócić do tradycji, nie płynąć z prądem wszelkich nowinek, bo wiadomo, co z prądem płynie. Myślę, że Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej jest przykładową, wzorcową uczelnią, bo z jednej strony staje frontem do współczesności, do tego wszystkiego, co się dzieje, bo to są fakty, do życia trzeba się włączyć, trzeba je w określony sposób kształtować, ale, z drugiej strony, kształtując rzeczywistość, trzeba to czynić w oparciu o dorobek tradycji. Bo jeśli się odetniemy od tradycji, będziemy mówić tylko o przyszłości, a nasze wizje będą jedynie funkcją myślenia życzeniowego, na jakim bazuje zideologizowana polityka. I WSKSiM kształtuje rzeczywistość właśnie na tradycji. Podstawą toruńskiej uczelni jest zatem mocny realizm poznawczy, związek z rzeczywistością, rozumienie świata, rozumienie człowieka i rozumienie ludzkiej kultury, a nie pokrzykiwanie w stylu: „Wybierzmy przyszłość, idźmy do Europy, nie bójmy się”. Właśnie powinniśmy się bać – Europa ma różne blaski, ale również rozmaite cienie, i to niekiedy bardzo głębokie i niepokojące.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj