U źródeł rosyjskiej dyplomacji

Historyczne uwarunkowania, w których kształtowały się zasady rosyjskiej
polityki zagranicznej, skutkują specyficznym podejściem władz Federacji
Rosyjskiej do relacji z Polską. Brak uwzględnienia tego czynnika przez polskich
decydentów prowadzi do nierealnych oczekiwań w sferze stosunków między naszymi
państwami, których konsekwencją jest spadek znaczenia Polski na arenie
międzynarodowej.

Skomplikowana materia relacji polsko-rosyjskich wymaga nie tylko delikatnego
ważenia racji obu stron, ale też znajomości uwarunkowań rosyjskiej mentalności
wypływającej z doświadczeń historycznych. Należy przyznać, że jest to jedno z
najtrudniejszych wyzwań polskiej polityki zagranicznej, które ciąży nad nią co
najmniej od XVI wieku. Tymczasem partia rządząca nazbyt łatwo odrzuciła
racjonalną strategię polityki wschodniej Lecha Kaczyńskiego, budowaną stopniowo
na bazie szczególnych relacji zarówno z krajami dawnego ZSRS, jak i tymi, które
były w przeszłości "tylko" satelitami Kremla. Odrzuciła ją w imię hasła bliskiej
współpracy polsko-rosyjskiej, być może nośnego wizerunkowo, ale nierealnego do
zrealizowania. Naraziła w ten sposób na szwank zaufanie naszych niedawnych
partnerów strategicznych co do intencji władz RP i nie zaproponowała w zamian
niczego innego, jak tylko supportowanie interesów Rosji tam, gdzie tylko wydaje
się to możliwe. Czy miłe słowa pod adresem "europejskich Polaków"
("zaściankowi", robiący z siebie pośmiewisko ku uciesze europejskiej gawiedzi
już nie mają głosu) wypowiadane przez przywódców państw zainteresowanych
robieniem interesów z Rosją nie pozwalają dzisiejszym decydentom
Rzeczypospolitej dojrzeć obiektywnego obrazu rzeczywistości międzynarodowej, w
której bez najmniejszej próby "postawienia się" oddaliśmy bezprecedensowo
istotne śledztwo w ręce wyjątkowo "wiarygodnej" strony, w której rezygnujemy z
odgrywania aktywnej roli w Unii Europejskiej?
Normalizacja stosunków polsko-rosyjskich, a nawet przyjaźń i zaufanie we
wzajemnych relacjach, są czymś pożądanym i chwalebnym. Przyjmując jednak
infantylny sposób postrzegania spraw międzynarodowych poprzez uprawianie
politycznego "chciejstwa", a nie analizę stanu faktycznego geopolitycznej
pozycji Polski, ekipa Donalda Tuska konstruuje sielankowy obraz relacji
polsko-rosyjskich, łatwo i chętnie przyswajalny przez młodych, dynamicznych,
dobrze zarabiających, pragnących świętego spokoju. Tymczasem trzeba zadać
pytanie: jak to możliwe, że wnikliwi obserwatorzy stosunków międzynarodowych po
raz pierwszy od długiego czasu serio zadają pytanie o stopień naszej
suwerenności wobec obcego mocarstwa?

Kompleksy leczone siłą
Rosja jest dziś największym państwem świata pod względem powierzchni. W XIX i XX
w., kiedy istniało carskie, a następnie komunistyczne imperium rosyjskie, jego
terytorium było jeszcze większe. Skąd wzięła się skłonność do podbojów,
skutkująca ciągłym rozszerzaniem granic i niekończącymi się aspiracjami w tym
kierunku? W XIII w. ziemie ruskie zostały na dwa wieki uzależnione od
azjatyckich Mongołów. Kiedy w XVI w. rozpoczęto ekspansję terytorialną,
motywowano ją m.in. chęcią zabezpieczenia centrum ziem rosyjskich przed ponownym
popadnięciem w zależność od obcych. Koncepcja "wysuniętych rubieży" wydaje się w
tym kontekście całkiem sensowna, pod warunkiem jednak nakreślenia realistycznych
granic ekspansji. Z tym jednak władcy rosyjscy mieli problem. Strach przed
obcymi, potęgowany przez odmienność ustrojową i mentalną od zachodniej Europy,
nakazywał zabezpieczać się przed nimi poprzez stałe poszerzanie swojej strefy
wpływów. Jej budowanie wywoływało jednak niechęć innych państw przed zbytnim
wzmocnieniem Rosji. To z kolei przekładało się na ponowny wzrost jej poczucia
zagrożenia. To błędne koło strachu dostarczało wygodnego uzasadnienia dla
ciągłego wysiłku zbrojnego na użytek wewnętrzny, ugruntowując jednocześnie wizję
silnej władzy centralnej, która zdolna jest nie tylko dokonywać aneksji coraz to
nowych ziem, ale też utrzymać swoje władztwo nad nimi.
Należy pamiętać, że władza carska, aczkolwiek niemal do końca istnienia
monarchii rosyjskiej mająca charakter patrymonialny, nie dawała automatycznej
gwarancji bezpieczeństwa władcy, uzależniając ją od wielu czynników, wśród
których istotne miejsce zajmowała zdolność zaspokojenia potrzeb różnych grup
społecznych. W wypadku warstw wyższych chodzić mogło o dobra materialne czy
stały dostęp do "uszu" carskich. W odniesieniu do przeważającej części
społeczeństwa rosyjskiego – chłopów – niezwykle ważne było utrzymywanie
wizerunku potężnego i sprawiedliwego ojca, symbolizującego jednocześnie
Opatrzność Boską. Symptomatyczne, że jedną z przyczyn upadku caratu w 1917 r.
była utrata tego autorytetu przez Mikołaja II w wyniku klęsk wojsk rosyjskich
podczas I wojny światowej (nie mając do tego żadnych predyspozycji, zdecydował
się stanąć osobiście na czele rosyjskich sił zbrojnych) czy afery Rasputina.
Fakt, że społeczeństwo rosyjskie potrzebuje samodzierżcy, dostrzegł Józef
Stalin, kreując się na "czerwonego cara" (służyć temu miał m.in. wybitny film S.
Eisensteina "Iwan Groźny", tworzący pomost interpretacyjny pomiędzy carską i
komunistyczną władzą). Kult społeczeństwa rosyjskiego wobec silnej,
"patriarchalnej" władzy rozumie dziś doskonale Władimir Putin, który zyskuje
punkty polityczne za wizerunek "twardziela", który silną ręką kontroluje
sytuację w kraju, zapewniając bezpieczeństwo wewnętrzne oraz prestiż państwa na
arenie międzynarodowej. Tę cechę, skutkującą imperatywem "twardego kursu" w
polityce wewnętrznej i międzynarodowej, powinni brać pod uwagę twórcy naszej
polityki zagranicznej.

Imperialne tradycje
Jednym z ważnych elementów budowania prestiżu państwa rosyjskiego, a także
podtrzymywania patriotyzmu jego obywateli, jest żywa pamięć o imperialnej
historii Rosji, zyskującej uznanie w dzisiejszym społeczeństwie rosyjskim.
Myślenie imperialne charakteryzuje się specyficznym pojmowaniem relacji
dwustronnych, w których dzieli się kontrahentów na silnych i słabych, traktując
tych ostatnich w sposób protekcjonalny, wymuszając od nich, przy pomocy nacisków
ekonomicznych, militarnych czy politycznych, ustępstwa i przyjęcie narzuconych
przez Rosję reguł gry. Nie oszukujmy się. Dla rządzących Rosją Polska jest
partnerem słabym (a w ostatnim czasie zrobiliśmy wszystko, by ta słabość była
jeszcze bardziej widoczna). Dołożywszy do tego silnie zakorzenione w mentalności
władców Kremla dążenie do podporządkowania sobie naszego kraju – jeśli nie
formalne, to przynajmniej na zasadzie "finlandyzacji" Polski, czyli
respektowania przez nasze, formalnie niepodległe państwo rosyjskich celów
polityki międzynarodowej – uzyskujemy niezwykle trudną sytuację dla możliwości
prowadzenia niezależnej wobec Rosji polityki zagranicznej.
Należy w tym kontekście pamiętać również o ambiwalentnej postawie Rosjan wobec
Polaków – swoistej mieszaninie podziwu z niechęcią. Z jednej strony jest to
zazdrość wywołana przynależnością naszego kraju do świata "Zachodu" z jego
dorobkiem cywilizacyjnym, przekładającym się na sposób funkcjonowania instytucji
państwowych, transparentność procedur prawnych itd., czego Rosjanom z pewnością
brakuje. Z drugiej strony gdzieś w podświadomości tkwi nadal XIX-wieczne
postrzeganie Polaków jako zdrajców sprawy słowiańskiej, odżegnujących się od
swoich korzeni etnicznych, flirtujących z zepsutym światem kapitalistycznym.
Dodajmy, że wizja taka, której przyjęcie wymagałoby uznania w Rosji Trzeciego
Rzymu (nie tylko w sensie religijnym, lecz także politycznym), za jaki sama się
uważa, jest wykreowaną przez nią autonarracją, służącą przede wszystkim
interesom rosyjskim. Zamazuje ona fakt przynależności Polski do zachodniego
kręgu cywilizacyjnego już od X w., zanim jeszcze władca Rusi Kijowskiej
Włodzimierz zdecydował się na przyjęcie chrześcijaństwa z Konstantynopola.
Odwołuje się do nienaukowego, ahistorycznego sposobu pojmowania procesów
dziejowych. Zakorzenione w głębokich pokładach świadomości rosyjskiej poglądy
mogą zostać wykorzystane w sytuacji konfliktu, podsycając antagonizm
polsko-rosyjski w wymiarze trudnym do skutecznej neutralizacji przez Polskę.

Dziedzictwo komunizmu
Na aktualny sposób prowadzenia przez Rosję polityki zagranicznej duży wpływ
wywiera nadal dziedzictwo czasów komunistycznych. Wbrew bolszewickim zaklęciom
odżegnującym się od jakichkolwiek związków z ancien régime, założenia
imperializmu carskiego zostały przeformowane i zaadaptowane na potrzeby nowego
ustroju. Dawna ideologia została zastąpiona komunistyczną wizją "raju na ziemi",
do realizacji której niezbędne było dalsze rozszerzanie granic nowego imperium.
Podobne w swej istocie zjawisko można dostrzec we współczesnej rosyjskiej
dyplomacji. Określam je mianem "totalnej polityki zagranicznej" –
charakteryzującej się przekonaniem, że prawo bytu ma tylko własna koncepcja ładu
międzynarodowego, a tych, którzy jej nie podzielają, nie traktuje się jako
równorzędnych podmiotów sceny światowej, mających prawo do własnego zdania, ale
jako wrogów Rosji. Smoleńska tragedia pozwala na dostrzeżenie dwóch kluczowych
aspektów funkcjonowania państwa, które Federacja Rosyjska odziedziczyła w spadku
po ZSRS. Zaginięcie nośników elektronicznych należących do NATO-wskich
generałów, telefonów komórkowych ofiar, niezgodne z konwencją chicagowską
traktowanie czarnych skrzynek polskiego samolotu wydają się wskazywać na ich
profesjonalną działalność w zakresie "zapewnienia bezpieczeństwa" Federacji
Rosyjskiej. Tradycja służb specjalnych, w tym jakże skutecznej w swoich metodach
pracy policji politycznej, to ważny element współczesnej państwowości
rosyjskiej. Obecna władza Władimira Putina bez jego doświadczenia zawodowego i
kontaktów wyniesionych z minionej epoki byłaby prawdopodobnie niemożliwa. Trzeba
pamiętać, że od tworzenia sprawnych, bezwzględnie działających służb specjalnych
rozpoczynano zwykle podporządkowywanie nowych krajów sowieckiej centrali.
W kontekście drugiego kluczowego aspektu, odziedziczonego przez Federację
Rosyjską po Związku Sowieckim, trzeba przypomnieć styczniową prezentację raportu
"międzynarodowej" instytucji o nazwie MAK na temat przyczyn katastrofy
smoleńskiej. Światowa opinia zapoznała się z doskonale przygotowanym przekazem,
skutecznie narzucającym swoją wersję wypadków. Przytoczony przykład wymownie
świadczy o rosyjskich umiejętnościach w dziedzinie manipulacji informacją, a
jednocześnie o niemocy rządu polskiego w skutecznym dotarciu do światowej
opinii. Trudno się dziwić takiej dysproporcji, zważywszy na tradycje sowieckiej
"szkoły propagandy", specjalizującej się w dziedzinie wykorzystania dla potrzeb
reżimu mediów wizualnych.

Rosja godna zaufania?
Powiedzmy sobie szczerze, nikt chyba nie traktuje Rosji jako państwa
demokratycznego, będącego przewidywalnym podmiotem sceny międzynarodowej,
funkcjonującym wedle przyjętych zasad postępowania w dziedzinie stosunków
międzypaństwowych. Zupełnie inne czynniki powodują, że potęgi świata biorą pod
uwagę stanowisko rosyjskie, przymykając oko na jej ewidentne rozmijanie się ze
standardami politycznymi świata zachodniego. Potencjał militarny, demograficzny
i surowcowy Rosji stanowi odpowiednią przynętę dla czołowych graczy na arenie
międzynarodowej. Rządzący Rosją zdają sobie z tego doskonale sprawę. Wiedzą, że
z tego powodu Rosja nie będzie pozostawiona na uboczu zasadniczych decyzji
europejskich i globalnych. Europa nie popełni podobnego błędu, jak na początku
lat dwudziestych XX w., mimo woli wpychając Rosję w objęcia Niemiec. Rzecz w
tym, czy zaproszenie Rosji do współudziału w podejmowaniu kluczowych decyzji
przybierze formę ulegania jej naciskom, czy może to Rosja będzie musiała
zmodyfikować swój tradycyjny sposób uczestnictwa w relacjach międzynarodowych?
Doświadczenie historyczne wskazuje, że uległość względem rosyjskiego kolosa,
skutkująca pozostawieniem mu całkowitej swobody działania, przy jednoczesnej
akceptacji jego postulatów kończy się zwykle eskalacją żądań rosyjskich,
wydających się nie mieć, podobnie jak w przypadku ekspansji terytorialnej,
żadnych przewidywalnych granic. Demonstrowanie dobrej woli pozwalało "wielkiemu
bratu" na potajemne wzmacnianie swojej potęgi.
Niezwykle wymowny jest fakt, że sowieckiego kolosa udało się powalić Ronaldowi
Reaganowi, który prowadził przeciw niemu zdecydowaną, twardą grę, nie uległą i
"empatyczną", ale opartą na realnej ocenie rzeczywistości, zwłaszcza w sferze
ekonomicznej, mającej zasadnicze znaczenie dla możliwości rozwoju potencjału
militarnego. Także dzisiaj ekonomia może być kluczem do zastopowania rosyjskiego
neoimperializmu. Co z tego, skoro to Rosjanie, przy aktywnym wsparciu wielu
państw europejskich, w tym Polski, wykorzystują ją do osiągnięcia własnych
celów?
 

Dr Jarosław Rabiński
 

Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym KUL, stypendystą Polonia Aid
Foundation Trust, autorem monografii "Konstanty Turowski 1907-1983. Życie,
działalność, myśl społeczno-polityczna" (2008) nominowanej do Nagrody im. prof.
T. Strzembosza, a także licznych artykułów naukowych poświęconych historii XX
wieku.

drukuj