Tusku, nie musisz
Premier Donald Tusk musiał bardzo zmartwić swoich najbardziej zagorzałych
zwolenników, bo w Pile zapowiedział, że jeśli wygra wybory, to druga kadencja na
fotelu szefa rządu będzie jego ostatnią. – Jeśli wygram, to będę dobrym
premierem, ale ostatnią kadencję – powiedział Donald Tusk, czym zapewne wywołał
falę domysłów i spekulacji, jaki był cel tej wypowiedzi. Mam dwa możliwe
wytłumaczenia.
Pierwsze: premier Tusk dobrze wie, w jak trudnym stanie jest Polska, a zwłaszcza
nasza gospodarka. Przez cztery lata przy tym samym premierze i ministrze
finansów pewnie jakoś się przeczołgamy, nie zbankrutujemy, ale potem to już może
być różnie: i dług państwa wzrośnie, i pieniędzy unijnych może być mniej, niż
obiecują na wyścigi działacze PO na czele z samym przewodniczącym partii. Jednak
w 2015 roku Donald Tusk pożegna się z fotelem przy Alejach Ujazdowskich i
zostawi komuś do posprzątania cały ten bałagan. On już za nic nie będzie
odpowiadał.
Drugie: szef rządu postanowił wziąć Polaków na litość. Wypowiedź Donalda Tuska
przypomina wręcz żebranie u wyborców o głosy: "Proszę, dajcie mi jeszcze cztery
lata porządzić, ostatnie cztery lata. A potem zejdę wam z oczu i pójdę sobie na
polityczną emeryturę". To pokazuje, że premierowi brakuje już wyborczej
amunicji. Objazdy "tuskobusem" po kraju nie spowodowały wzrostu poparcia dla
Platformy, wręcz przeciwnie – dystans między PO a PiS zaczyna się zmniejszać.
Takie są oto efekty gospodarskich wizyt premiera, który najwyraźniej jest
jeszcze w stanie czarować zaprzyjaźnionych dziennikarzy z zaprzyjaźnionych
mediów, ale już nie zwykłych ludzi, którzy patrzą, jak ostatnie cztery lata
wpłynęły na ich życie, i na tej podstawie podejmują decyzję o oddaniu głosu w
wyborach. Donald Tusk musi więc chwytać się wszelkich możliwych sposobów, aby
przypodobać się wyborcom – i mówienie tylko o dwóch kadencjach na fotelu
premiera temu właśnie służy.
Ten minimalizm premiera jest mimo wszystko jakiś dla niego nienaturalny. Tusk,
którego rozsadza ambicja, miałby się zadowolić tylko dwiema kadencjami? Przecież
byli w Europie premierzy, którzy o wiele dłużej dzierżyli ster rządów i Tusk z
chęcią by ich rekord pobił. Chociaż niewykluczone, że praca premiera dla Donalda
Tuska jest naprawdę wyczerpująca. Jakoś jeszcze cztery lata chłop się przemęczy,
ale więcej po prostu nie da rady, będzie musiał odpuścić. Ale po co, panie
premierze, czekać cztery lata, jeśli wcześniej można pójść sobie na długi urlop.
A politykom PO, którzy marzą o schedzie po Tusku, radzimy mimo wszystko raczej
się nie wychylać, bo jeśli tylko któryś zgłosi swoje aspiracje, to jak nic
szybciej znajdzie się na politycznej trawce niż przewodniczący partii. Tusk
szansy na kolejną kadencję na pewno nie da.
Krzysztof Losz
