Chrześcijanin w polityce
Relacja pomiędzy chrześcijaństwem a polityką na przestrzeni dziejów
przeszła wiele modyfikacji. Pierwsze ważne odniesienie do tego zagadnienia
odnajdujemy w Ewangelii (Mt 22, 21). Jezusowi postawiono pytanie dotyczące
płacenia podatków. Poruszało ono także problem sprawowania władzy – kwestię
sporną pomiędzy Izraelem a Rzymem. Odpowiedź Chrystusa jest powszechnie znana:
"Oddajcie (…) cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga".
Moglibyśmy w tym miejscu umieścić także inny cytat z Ewangelii o podobnym
znaczeniu: "Królestwo moje nie jest z tego świata" (J 18, 36). Stwierdzenia te
wskazują na to, iż potrzebne jest zachowanie pewnej autonomii pomiędzy religią a
władzą polityczną, że istnieje zarówno sfera sakralna, jak i świecka. Władza
polityczna powinna zatem rządzić się zasadami obowiązującymi w ramach jej
własnej sfery.
Wzajemne przenikanie
Zachowanie autonomii nie powinno jednak pociągać za sobą braku wzajemnego
szacunku ani tym bardziej podtrzymywania wzajemnej nieznajomości czy nawet
wrogości. Pragnienie zachowania autonomii w czasach nowożytnych ewoluowało
pozytywnie. Jest ono zgodne z samą tradycją chrześcijańską. Udowodnili to
chrześcijańscy myśliciele, tacy jak św. Tomasz z Akwinu i Francisco de Vitoria.
Autonomia może być jednak wadliwa. Dzieje się tak wtedy, kiedy jest ona
nadmierna i gdy przeradza się w całkowite oderwanie od siebie rzeczywistości
sakralnej i świeckiej bądź nawet ich wzajemne zantagonizowanie. Innymi słowy,
mimo że religia i polityka są jasno zdefiniowanymi i autonomicznymi obszarami,
powinny jednak zachowywać wzajemne powiązania i w odpowiedni sposób wzajemnie na
siebie wpływać dla wspólnej korzyści.
Era radykalnego sekularyzmu przeminęła. Według opinii wielu myślicieli, takich
jak Jźrgen Habermas, zmierzamy w kierunku ery postsekularnej. Stawiamy sobie za
cel zachowanie autonomii, ale jednocześnie nie chcemy tracić możliwości
wzajemnego ubogacania się. Co więcej, jako ludzie jesteśmy związani tak samo z
religią, jak i z naszymi wspólnotami politycznymi. Gdybyśmy zupełnie oddzielili
te dwie sfery, cierpielibyśmy na pewnego rodzaju schizofrenię. Sam św. Tomasz z
Akwinu przeprowadził jasny podział pomiędzy prawem wiecznym, naturalnym i
pozytywnym. Bronił jednocześnie prawa do ich wzajemnego przenikania się.
Co może zatem wnieść dzisiaj chrześcijaństwo do naszej świeckiej demokracji?
Według mojej opinii, chrześcijaństwo jest niezastąpionym przewodnikiem moralnym,
źródłem solidarności, motywacji i sensu. Społeczeństwo, które stawia sobie za
cel całkowite wyrzeczenie się religii, skazuje się na upadek, relatywizm,
rozbicie, brak motywacji i poczucia sensu. W pewnym wymiarze to właśnie jest
chorobą naszych czasów. A zatem przynagla nas to do rozpoczęcia nowego dialogu
pomiędzy sferą religii i domeną polityki. Powinniśmy zachować ich autonomię, ale
musimy wystrzegać się także patologii wypływającej z przesady. Dobrze, żeby
chrześcijanie podejmowali jakieś formy zaangażowania się w życie polityczne.
Trzeba jednak odpowiedzieć sobie na pytanie – jakie?
Jeżeli chcemy stworzyć właściwą linię działalności politycznej, musimy uczyć się
na własnych doświadczeniach. Powinniśmy także zwracać uwagę na istniejące
współcześnie nowe warunki politycznej działalności oraz sposób kształtowania się
opinii publicznej.
Co mówi nam doświadczenie?
W XX wieku w wielu krajach powstawały partie chadeckie. Stały się one kanałami
zapewniającymi udział chrześcijan w życiu politycznym. Początkowo Demokracja
Chrześcijańska inspirowała się intelektualnie papieskimi encyklikami "Rerum
novarum" (1891) i "Quadragesimo anno" (1931). Chadecja zajmowała w polityce
pozycje centroprawicowe, plasując się pomiędzy partiami liberalnymi a
socjalistycznymi, oczywiście z pewnymi modyfikacjami w poszczególnych krajach.
Obecnie wiele partii chadeckich dryfuje w stronę socjalizmu w ekonomii i
liberalizmu w sferze zagadnień społecznych i moralnych. Na przykładzie
Hiszpanii, który jest mi najbliższy, widać, że pozostały tam jedynie dwie partie
nominalnie chadeckie: Baskijska Partia Nacjonalistyczna (PNV) oraz Demokratyczna
Unia Katalońska (UDC). Obie są bardzo oddalone od nauki moralnej Kościoła.
Centralnym punktem ich wizji politycznej jest ultranacjonalizm. Także i włoska
Chrześcijańska Demokracja skończyła w magmie ideologicznego chaosu i politycznej
korupcji. W dodatku prawdziwe bądź domniemane związki tych partii z Kościołem
okazały się szkodliwe dla obu stron: partii działających w obrębie znacznie
zsekularyzowanego społeczeństwa oraz Kościoła, który stawał się często obiektem
krytyki za błędy popełniane przez polityków.
Polityka potrzebuje odnowy
Czy to znaczy, że chrześcijanie nie powinni włączać się do polityki? Że
społeczeństwo powinno zostać pozbawione pozytywnych wartości, które może
otrzymać dzięki religii? W moim przekonaniu, nie powinno tak być.
Jest rzeczą całkowicie logiczną, iż chrześcijanie, jako obywatele, będą
angażować się w politykę. Jest to tak samo zrozumiałe i pożądane jak to, że
będziemy działać na rzecz wzbogacenia społeczeństwa o wymiar moralny, poczucie
motywacji, sensu działania i wzajemnej solidarności. Normalną rzeczą jest to, że
będziemy się angażować w działania dotyczące sfery publicznej, szczególnie w
obrębie partii, z których programem najsilniej się identyfikujemy. Powinniśmy
próbować wywierać wpływ na ich działania i tak je moderować, żeby nadać im
właściwy kierunek. To ostatnie jest według mnie kluczową sprawą. Poprzez
wywieranie przez grupy chrześcijańskie i chrześcijańskie media społecznego
wpływu i presji na partie polityczne. My, chrześcijanie, powinniśmy być aktywni
na polu kultury, środków komunikacji masowej i tworzenia inicjatyw społecznych.
Musimy pokazać partiom politycznym, że prowadzenie właściwej polityki zapewni im
głosy wyborców i odwrotnie – zła polityka sprawi, że stracą poparcie społeczne.
Jest to sposób na to, żeby pozytywne wartości znalazły miejsce w programach
partii politycznych, a z kolei idee destrukcyjne zostały z nich wyeliminowane
albo przynajmniej ograniczone.
Wpływ na program partii
W jaki sposób możemy efektywnie wpływać na działania partii politycznych? Myślę,
że powinniśmy spojrzeć na to z perspektywy samych polityków. W systemie
demokratycznym szukają oni sposobów na pozyskanie głosów wyborców. Akcje
stowarzyszeń obywatelskich, szczególnie te rozpowszechniane przy użyciu
nowoczesnych środków komunikacji, mogą być tutaj bardzo skuteczne. Żyjemy
obecnie w "zdelokalizowanym" społeczeństwie, w którym informacje i opinie
przekazywane są szybko drogą internetową. Sieci społeczne powstające dzięki temu
medium mogą wywierać silny wpływ polityczny. Powinniśmy wywierać poprzez media
nacisk na polityków, komunikując im, że jeżeli zachowają oni właściwą hierarchię
wartości, zyskają dzięki temu nasze głosy – i odwrotnie, stracą wielu
zwolenników, jeśli będą proponować ustawy przeciwne prawu naturalnemu i zdrowemu
rozsądkowi.
Aktywność chrześcijan jest tutaj bardzo ważna. Może się ona manifestować na
bardzo wiele sposobów – poprzez rozmaite stowarzyszenia działające w świecie
kultury i edukacji, mediów i biznesu, we wszystkich właściwie sferach życia.
Bazując na tym, możemy przekazać partiom politycznym komunikat: jeśli
przyjmiecie rozsądne kryteria, będące zgodne z naturą ludzką, otrzymacie nasze
głosy i wsparcie. Będzie to także działało na korzyść waszego wizerunku. W innym
wypadku przegracie. To jest język, który rozumieją członkowie partii
politycznych – liczba głosów wyborców oraz zachowanie właściwego wizerunku. W
moim przekonaniu tym, czego potrzebujemy we współczesnej Europie – bardziej niż
deklaratywnie chadeckich partii w starym stylu – są autonomicznie działające
partie, na które chrześcijanie wywierają głęboki wpływ. Partie, których
członkowie umieją i chcą zaangażować się w realizowanie polityki zgodnej z
chrześcijańskim humanizmem.
Prof. Alfredo Marcos
Uniwersytet Valladolid w Hiszpanii
tłum. Agnieszka Żurek
