Tusk, co klękać nie będzie

Nasz rząd nie będzie klękał przed księdzem – zakrzyknął Donald Tusk na
konwencji Platformy Obywatelskiej i wypełniona jej delegatami gdańska Ergo Arena
zatrzęsła się od oklasków. Ktoś zapyta: o co chodzi? Wszak klękania przed
księdzem nikt od obecnych członków rządu nie wymagał i o takowe klękanie nie
prosił. A że przedstawiciele małopolskiej PO nie tak dawno z własnej inicjatywy
próbowali "klękać" przed księżmi proboszczami, rozsyłając im listy z prośbami o
poparcie, to już inna sprawa.

"Nie będziemy klęczeli przed księdzem, bo do klęczenia jest kościół" –
podkreślał Donald Tusk w ostatnią sobotę w Gdańsku. Już 6 lat temu podczas
posiedzenia Rady Krajowej PO grzmiał: "Polska nie jest skazana na wybór między
czerwonym a czarnym". Więc albo premier, skądinąd deklarujący się jako katolik,
niewiele ze swojego katolicyzmu rozumie, albo wyraźnie sugeruje, że jest
zwolennikiem zamknięcia wiary w murach kościoła. Sądzę, że mamy do czynienia z
jednym i z drugim. Czy jest dziełem przypadku, że przedstawiciele Platformy
Obywatelskiej z jednej strony deklarują się jako katolicy, a z drugiej otwarcie
popierają rozwiązania niemożliwe do pogodzenia z nauczaniem Kościoła
katolickiego, jak choćby sprawa zapłodnienia in vitro czy tzw. związków
partnerskich?
Jest na przykład w naszej polskiej tradycji taki piękny zwyczaj, że przed
reprezentującym Chrystusa kapłanem klęka się podczas spowiedzi. Najwyraźniej
jednak "katolikom" z rządu Donalda Tuska to nie grozi, bo – sądząc po
przemówieniu premiera w Gdańsku – najwyraźniej żadnych grzechów nie
popełniają…
Śmiesznie brzmi absurdalne wezwanie do "nieklękania przed księdzem" w ustach
premiera, który skądinąd udowodnił, że gotów jest klęczeć nawet przed
przywódcami Rosji, by "nie pogorszyć wzajemnych stosunków". Tak czy inaczej
historia lubi się powtarzać. Więc nie ma się co dziwić, iż gdańskie spotkanie PO
przypominało dawny zjazd PZPR z nieodłącznym elementem miarowych oklasków i
dziwnym entuzjazmem, przy czym najbardziej "entuzjastyczni" starali się być ci,
którym zagrażać może jeszcze wypadnięcie z list wyborczych. Zabrakło tylko
okrzyku: "Towarzysz Donald – niech żyje!". A swoją drogą, im bliżej wyborów, tym
bardziej Donald Tusk w swojej retoryce przypomina Władysława Gomułkę…

 

Sebastian Karczewski

drukuj