„Tu jest Polska”


Marsz Niepodległości i Solidarności 13 grudnia 2011 roku w Warszawie,
wspaniała ponaddziesięciotysięczna manifestacja wolnych Polaków jest już
historią, ale miejmy nadzieję, że powtórzy się za rok. Każda kolejna rocznica
stanu wojennego powinna być okazją do przypomnienia, że wojnę Narodowi Polskiemu
w grudniu 1981 roku wypowiedzieli polscy komuniści sprawujący władzę z nadania
Moskwy od 1945 roku. Każdego 13 grudnia winniśmy przypominać, że tego dnia
zniszczono "Solidarność", wielką, polską nadzieję i szansę na wolność i
niepodległość i że zrobili to we własnym interesie komuniści w polskich
mundurach na służbie obcego mocarstwa.

Winniśmy przypominać, że zagrożenia dla niepodległości i suwerenności
Polski mają także swoje wewnętrzne przyczyny, gdy część Polaków zaczyna gardzić
swoim Narodem i dla własnych korzyści decyduje się służyć obcym. Tak straciła
niepodległość I Rzeczypospolita. Tak funkcjonowała PRL, sowiecki satelita. Tak
zachowuje się od tragedii smoleńskiej tzw. III RP. Oddała śledztwo Rosji,
nawiązuje ścisłe kontakty wojskowe z niedemokratyczną Rosją, a ostatnio składa
hołdy poddańcze Berlinowi. Nie Unii Europejskiej, której jesteśmy członkiem, ale
Niemcom – państwu, które przewodzi UE i nawiązuje coraz ściślejszą współpracę
(także wojskową) z Rosją. Dlatego Marsz Solidarności upamiętniający ofiary stanu
wojennego będący równocześnie Marszem Niepodległości ma dziś głęboki sens. Wśród
rządzących znowu są ludzie słabi, zniewoleni, poszukujący protektorów i
zewnętrznej legitymacji do sprawowania władzy w Polsce, ludzie wątpiący w siły
Narodu, tak jakby Polska nadal była "nienormalnością". Ostatni pomysł prezydenta
Bronisława Komorowskiego, aby świętować rocznicę wyborów w 1989 roku, jest tak
samo dobry, jak świętowanie rocznicy porozumień Okrągłego Stołu. Zapalanie
lampek w oknach Belwederu 13 grudnia tego roku i zaproszenie w ubiegłym roku
gen. Jaruzelskiego na doradcę do spraw Rosji – to rzeczywiście jest przykład
jakiegoś rozdwojenia.
Marsz 13 grudnia 2011 roku w Warszawie, miesiąc po Marszu Niepodległości 11
listopada, (pokazanym w mediach wyłącznie jako wielka uliczna walka kiboli i
chuliganów z policją, co chyba miało skompromitować organizatorów), był jak
tamten godną demonstracją. Pełną śpiewu (hymn Jana Pietrzaka "Żeby Polska była
Polską"), skandowanie wyrażającego emocje polityczne tłumu: "Żądamy prawdy o
Smoleńsku", "Rząd pod sąd", "Bóg, Honor i Ojczyzna", "Cześć i chwała bohaterom",
"Sikorski precz", "Jaruzelski zdrajca", "Obudź się, Polsko!", "Tu jest Polska",
"Gdzie są cuda Tuska?" itd.
Marsz okazał się spokojną, barwną (mnóstwo flag) przechadzką wzdłuż świątecznie
rozświetlonych Alej Ujazdowskich, obok pomników Wincentego Witosa, Ronalda
Reagana, Ignacego Paderewskiego, gen. Stefana Grota-Roweckiego, Romana
Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego. Nie było kordonów uzbrojonej po zęby policji,
pędzących na sygnale wozów, bud policyjnych do pakowania zatrzymanych,
ciężarówek z armatkami wodnymi, chociaż krążący policyjny helikopter niekiedy
zagłuszał tłum i przemówienia, co od razu skojarzyło się komuś z zagłuszarkami
Radia Wolna Europa. Komu dziękować, że nie było tym razem chuliganów, bandyckich
kiboli, prowokatorów, przyjezdnych Niemców walczących z polskim faszyzmem,
neobolszewickich lewaków z Antify i Krytyki Politycznej, awanturników w
kapturach i z zasłoniętymi twarzami, domowych pirotechników palących race i
rzucających ogłuszające hukiem petardy? Komu zawdzięczać ten niezakłócony,
wspaniały marsz? Jakie siły sprawiły, że można się było czuć w tym dniu
swobodnie na polskiej ulicy? Tym bardziej należy dokładnie wyjaśnić kulisy
wydarzeń z 11 listopada, bo ewidentne prowokacje, które miały zniszczyć Święto
Niepodległości, nie mogą się już powtórzyć. Winni tamtych zamieszek muszą być
ukarani. Gdyby tak jeszcze zaprzestano w mediach typowej logomachii w stylu
"autorzy" czy "twórcy" stanu wojennego i zaczęto ich wreszcie nazywać sprawcami,
winnymi, odpowiedzialnymi.

Wojciech Reszczyński
 

drukuj