Trzeba dostrzec potrzeby chorych
Z ks. bp. Stefanem Regmuntem, przewodniczącym
Zespołu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia Konferencji Episkopatu Polski,
rozmawia Małgorzata Pabis
Podczas niedzielnej homilii wygłoszonej z okazji Dnia Chorego
powiedział Ksiądz Biskup, że kryzys służby zdrowia to dziś w Polsce najbardziej
dotkliwy problem społeczny…
– Wokół nas dostrzegamy wielu ludzi
chorych, w podeszłym wieku, dotkniętych cierpieniem. Jednocześnie widzimy, jak
wielkie są ich potrzeby, ażeby ktoś ulżył im w bólu. A przede wszystkim
przekonał ich o tym, że mogą czuć się bezpieczni.
Słyszymy także o kolejkach
do specjalistów, o tym, że chorzy, aby zarejestrować się do lekarza często stoją
już od 4.00 w kolejce. Jednocześnie lekarze, pielęgniarki skarżą się, że w wielu
szpitalach są wolne łóżka, nie ma jednak odpowiednich kontraktów podpisanych z
NFZ, żeby przyjmować pacjentów. A ci po kilka miesięcy czekają na operacje.
Wielu nie ma pieniędzy nawet na wykup leków, które zatrzymałyby chorobę czy jej
przeciwdziałały. Widzimy także, że człowiek chory często musi być konfrontowany
z takimi koncepcjami rozwiązań, jak eutanazja. Na każdym kroku, w każdej
rodzinie spotykamy się z takimi niepokojami.
Tymczasem ci, którzy są
odpowiedzialni za służbę zdrowia, stawiają ten problem na dalszych miejscach.
Dla nich najważniejsza jest troska o dobre przygotowanie wyborów, kandydatów, o
to, by zyskać w sondażach.
Czyli można powiedzieć, że podstawowe prawo człowieka do
bezpieczeństwa nie jest w Polsce dostatecznie realizowane?
– Są
miejsca, gdzie normalnie troszczy się o chorego. Nam jednak chodzi o powszechny
obowiązek troski o chorego, o dostrzeżenie ludzi, którzy są bezradni, chorzy,
cierpiący.
Co Ksiądz Biskup mówi podczas spotkań z chorymi, którzy zadają
pytanie: „Dlaczego mnie to spotkało”?
– Zawsze przypominam sobie
Ojca Świętego Jana Pawła II, który odwiedzając chorego, najpierw chwalił Pana
Boga, a potem brał tę osobę za rękę i patrzył jej w oczy, dając tym samym
sygnał, że jej cierpienie jest cząstką i jego bólu, jego zatroskania i
tajemnicy. Potem razem odmawiali Różaniec, modlili się. Ojciec Święty zawsze
mówił: „Miałem potrzebę odwiedzić pana/panią w tym doświadczeniu”. Nie mówił
nigdy o rzeczach wielkich, teologicznych. Po prostu chciał uświadomić
człowiekowi, że są w życiu pytania, na które tu, na ziemi, nie znajdujemy
odpowiedzi.
Jaka jest rola Kościoła, jeśli chodzi o ludzi chorych,
cierpiących?
– Musimy przy tych ludziach być, zauważać ich
cierpienia, okazywać im, że są nam bliscy, że nie jesteśmy obojętni wobec tego,
co przeżywają.
Musimy także sprawić, by nie zostali sami w wymiarze
religijnym, by mogli prowadzić życie sakramentalne. Rolą Kościoła jest dobre
ukierunkowanie cierpienia, ale bez moralizowania. Nauka, którą przekazujemy
chorym, musi być wyważona, a jednocześnie przypominać sens choroby, cierpienia,
śmierci.
Warto podkreślić jeszcze i to, że duszpasterze powinni otoczyć
również troską rodzinę cierpiącego, która czasem nie radzi sobie z krzyżem,
którego doświadcza. Kiedy będzie silna Bogiem, będzie umiała przyjąć to
doświadczenie, wywiązać się z obowiązków, które na nią spadły. A pamiętajmy, że
chorzy zawsze najbardziej potrzebują miłości.
Dziękuję za rozmowę.
