Tory mylono już wcześniej

Polskie Linie Kolejowe sprawdzają, czy dzień przed katastrofą pod
Szczekocinami doszło do skierowania pociągu na nieprawidłowy tor – dowiedział
się "Nasz Dziennik".

Taką sytuację opisuje jeden z pasażerów. Chodzi o pociąg relacji Kraków –
Łódź Kaliska, który musiał zostać cofnięty do rozjazdu, by powrócić na właściwy
tor. Informacja nie jest jeszcze oficjalnie potwierdzona. Ale internetowy wpis
pasażera z niewiadomych przyczyn został usunięty z forum. Z pierwszego
komentarza uzyskanego od przedstawicieli PLK SA wynika, że taki manewr jest mało
prawdopodobny; wykluczają go przepisy, które w normalnym ruchu nie zezwalają na
poruszanie się składu w kierunku przeciwnym do zasadniczego. Wyjątkiem jest tzw.
jazda manewrowa, np. na stacjach podczas zestawiania składu. "Nasz Dziennik"
otrzymał jednak z PLK zapewnienie, że sygnał zostanie zweryfikowany. Czekamy na
oficjalne stanowisko.

Gdyby taka sytuacja faktycznie zaistniała, mogłoby to zmienić dotychczasowy
sposób oceny przyczyn katastrofy. Jak wiadomo, prokuratura wydała postanowienie
o przedstawieniu dyżurnemu ruchu z posterunku Starzyny zarzutu nieumyślnego
spowodowania katastrofy ze skutkiem śmiertelnym. Mężczyźnie dotąd nie można
przedstawić zarzutu, a nawet go przesłuchać, ze względu na stan zdrowia. Wczoraj
rano zwolniona została zatrzymana na 48 godzin dyżurna ruchu, która była
przesłuchiwana w charakterze świadka. Jak tłumaczy Jerzy Polaczek, były minister
transportu, poseł PiS, jeśli rzeczywiście doszło do wycofania pociągu, to fakt
ten musi być odnotowany przez służby dyżurne. Odcinek, na którym wydarzyła się
katastrofa, jest objęty kontrolą z Lokalnego Centrum Sterowania w Kozłowie. W
ocenie naszego rozmówcy, jest to miejsce, w którym można szukać informacji na
temat potencjalnych przyczyn katastrofy. – Z pewnością forum internetowe nie
zawsze jest wiarygodnym źródłem informacji. Został jednak wskazany pewien
intrygujący trop i gdyby on uzyskał potwierdzenie w relacjach pasażerów,
pracowników kolei, w dokumentacji, to mógłby okazać się cenny zarówno dla
prokuratury, jak i komisji badającej okoliczności tej tragedii – tłumaczy
Polaczek. I zaznacza, że pasażerowie składu relacji Kraków – Łódź Kaliska
informacje związane z tą sprawą mogą przekazywać poprzez e-mail na jego adres
sejmowy.

W ocenie parlamentarzysty, na pewno należy wstrzymać się z kategorycznymi
ocenami zarówno co do funkcjonowania techniki kolejowej, jak i działań
człowieka. Jedno jest pewne. Na nowym odcinku, na którym doszło do tragedii,
oddanym do użytku po modernizacji zaledwie w grudniu ubiegłego roku, awarie czy
kłopoty ze sterowaniem ruchem pociągów nie powinny się zdarzyć w ogóle. A jeśli
były, to powstaje pytanie o jakość wykonanych robót, sposób przetestowania
systemu oraz o warunki dopuszczenia do użytkowania. Poseł uważa, że wątpliwości
w tym zakresie są jak najbardziej uzasadnione, bo już w 2010 r. powołano na
stanowisko prezesa Urzędu Transportu Kolejowego osobę bez doświadczenia
kolejowego i praktycznego. A później odwołano w jednym czasie wszystkich siedmiu
dyrektorów oddziałów terenowych UTK. Spowodowało to – jak zaznacza Polaczek –
praktyczne wyeliminowanie nadzoru nad inspekcją terenową. Na domiar złego od pół
roku w UTK jest wakat na stanowisku dyrektora departamentu bezpieczeństwa ruchu
kolejowego, a w ostatnich dwóch latach zatrudniono w nim szereg osób bez
przygotowania do pracy w kolejnictwie. Równocześnie doszło do odejścia
merytorycznych pracowników. – Z informacji, jakie posiadam, wynika, że w
centrali tego urzędu w departamencie bezpieczeństwa ruchu kolejowego nie ma już
nikogo z inspektorów od automatyki kolejowej – tłumaczy poseł. Jak w takiej
sytuacji działał nadzór?

Sam Urząd Transportu Kolejowego twierdzi, że w ubiegłym roku przeprowadził
476 kontroli bezpieczeństwa ruchu kolejowego; to prawie o 57 proc. więcej niż w
roku 2010. Pod lupę kontrolerzy mieli wziąć m.in. naprawę i wymianę szyn, stan
techniczny i utrzymanie urządzeń sterowania ruchem kolejowym, stan techniczny
pojazdów kolejowych czy czas pracy pracowników oraz ich kwalifikacje. Wszystko
miało służyć zwiększeniu szeroko pojętego bezpieczeństwa na kolei.

Marcin Austyn

drukuj