To tylko akcja humanitarna?
Stany Zjednoczone zaczęły przemieszczać swoje okręty wojenne i samoloty
bliżej ogarniętej niepokojami Libii – podał Pentagon. Jak poinformowała
sekretarz stanu USA Hillary Clinton, mają one posłużyć w akcjach humanitarnych i
ratowniczych. Jednocześnie Waszyngton wyklucza, aby przemieszczenie okrętów
miało jakiś związek z rzekomymi planami działań militarnych na terenie Libii.
ONZ alarmuje, że sytuacja na granicy libijsko-tunezyjskiej osiągnęła swój punkt
krytyczny. Ponad 140 tysięcy uchodźców czeka tam na pomoc ze strony organizacji
międzynarodowych.
– Przemieszczamy okręty bliżej Libii na wypadek, gdyby były potrzebne – ogłosił
rzecznik Pentagonu płk David Lapan, dodając, że to samo dotyczy samolotów. –
Wciąż znajdujemy się na etapie planowania i przygotowań, jeśli zostaniemy
wezwani do wykonania misji humanitarnych lub innego rodzaju – cytuje Lapana PAP.
Szefowa amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton zastrzegła jednocześnie, że
obecnie nie odbywa się żadna operacja wojskowa z udziałem amerykańskich okrętów.
Jest to – zdaniem amerykańskich komentatorów – jedynie sygnał dla Muammara
Kadafiego, że za bardziej zdecydowanymi wypowiedziami Białego Domu mogą pójść
równie zdecydowane działania. Nie wiadomo dokładnie, jakimi okrętami dysponują
USA na Morzu Śródziemnym. Wiadomo za to, że na morzach Czerwonym i Arabskim
znajdują się dwa amerykańskie lotniskowce: Enterprise oraz Carl Vinson.
Pomoc już w drodze
Wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych, a także innych organizacji i państw
oczekuje obecnie ponad 140 tys. uchodźców z różnych części Libii, którzy
gromadzą się przy granicy z Tunezją i Egiptem (po około 70 tys. ludzi w każdym z
rejonów). – Nasze służby pracujące na granicy Libii i Tunezji poinformowały, że
sytuacja osiągnęła tam punkt krytyczny – powiedziała Melissa Fleming, rzecznik
wysokiego komisarza ONZ ds. uchodźców. Większość z uciekinierów stanowią
pracujący w Libii Egipcjanie, sporo wśród nich jest także Chińczyków oraz
obywateli Bangladeszu.
Powoli rozpoczyna się proces dystrybucji jedzenia, lecz według napływających
informacji wciąż jest go zbyt mało, aby zaspokoić potrzeby wszystkich uchodźców.
Duży problem stanowią spadające w ciągu nocy temperatury. Jak informują
wolontariusze pracujący na miejscu, już przynajmniej jedna osoba zmarła w wyniku
wychłodzenia. Rozwiązaniem w tym przypadku byłyby proponowane przez ONZ namioty,
lecz ich budowa jeszcze się na dobre nie rozpoczęła, wobec czego wiele osób śpi
na drogach bądź parkingach. Pierwszy poważny transport z pomocą humanitarną
przygotowany przez oenzetowski Światowy Program Żywieniowy miał przybyć do
wybrzeży Libii wczoraj wieczorem. Na miejscu działa już Czerwony Krzyż, który
obecnie domaga się wstępu na tereny zachodniej Libii. Władze tej organizacji są
bowiem zaniepokojone niepotwierdzonymi jak dotąd doniesieniami o atakach na
lekarzy Czerwonego Krzyża oraz o zabijaniu pacjentów.
Pułkownik Muamar Kadafi w ostatnim swoim wystąpieniu telewizyjnym skierowanym do
zachodniej opinii publicznej powiedział, że tak naprawdę obywatele libijscy go
kochają i że w Trypolisie nie dochodzi do żadnych protestów. Wywiad z
pułkownikiem został wyemitowany w związku z pojawiającymi się doniesieniami, że
Kadafi szykuje się do kontrofensywy i przejęcia niektórych utraconych miast na
zachodzie kraju. Według świadków, zwolennicy Kadafiego przeprowadzili ostatniej
doby kilka ataków na miasta Zawija, Misrata i Nalut, lecz zostali odparci przez
opozycjonistów wspomaganych przez oddziały żołnierzy, którzy wypowiedzieli
posłuszeństwo dyktatorowi.
We wspomnianym wywiadzie pułkownik zaatakował wszystkie kraje zachodnie, które
dotychczas współpracowały z Libią. Zdaniem Kadafiego, Zachód opuścił jego
ojczyznę, ponieważ jest pozbawiony jakiejkolwiek "moralności" i chce
"skolonizować jego kraj". Zaatakował m.in. premiera Wielkiej Brytanii Davida
Camerona, któremu w odpowiedzi na wszelkie rzucane pod jego adresem oskarżenia
obiecał "wsadzić dwa palce w oko". Po raz kolejny podkreślił, że nie zamierza
ustąpić ze swojego stanowiska, ponieważ w jego opinii ci, którzy demonstrują na
ulicach, nie są prawdziwymi Libijczykami, ale osobami pod wpływem narkotyków na
usługach przywódcy Al-Kaidy Osamy bin Ladena.
Tymczasem francuski minister ds. europejskich Laurent Wauquiez stwierdził w
radiu RMC, że Francja poprze inicjatywę europejską, która umożliwi "prawdziwą
kontrolę wszystkich kanałów zasilających libijskie finanse, mogące przedłużać
wojnę w Libii". – Trzeba zamknąć krany, upewniając się przede wszystkim, aby
pieniądze płynące ze sprzedaży ropy naftowej nie trafiały do Kadafiego; by nie
mógł sprzedać swojego majątku, zwłaszcza opcji na zakup akcji, co pozwoliłoby mu
na opłacenie armii najemników – zadeklarował Laurent Wauquiez. Zapewniał, że
Francja chce, by Unia Europejska posunęła się znacznie dalej w swoich
restrykcjach w stosunku do Libii. Chodzi o to, by np. państwo libijskie, które
posiada udziały w europejskich przedsiębiorstwach, nie mogło ich sprzedać.
Powtórzył stanowisko francuskiego rządu, który z rezerwą podchodzi do
dyskutowanej obecnie możliwości stworzenia nad całą Libią strefy zamkniętej dla
ruchu lotniczego pod kontrolą międzynarodowych sił zbrojnych. Co prawda w ten
sposób w powietrze nie mogłyby wzbijać się samoloty sił rządowych bombardujące
pozycje rebeliantów, ale jednocześnie utrudniona byłaby np. ewakuacja ludzi lub
niesienie pomocy humanitarnej.
Łukasz Sianożęcki
Współpraca Franciszek L. Ćwik
