To skandaliczna sytuacja

Ze Zdzisławem Maszkiewiczem, przewodniczącym Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Ziemia Radomska, rozmawia Krzysztof Losz


Nawet nie próbował Pan ukrywać oburzenia na wieść o tym, że to mecenas Kazimierz Rojewski ma reprezentować Pocztę Polską w procesie, jaki tej firmie wytoczył emerytowany pracownik, działacz „Solidarności”…


– Bo sytuacja jest naprawdę skandaliczna. Pan Rojewski to w naszym mieście jeden z najbardziej znanych byłych esbeków. W 1976 roku kierował specjalną grupa śledczą, która przesłuchiwała uczestników protestu robotniczego, jaki wybuchł 25 czerwca 1976 roku. Zasłynęła ona represjami wobec wielu radomian. To był najczarniejszy okres w powojennej historii miasta. I teraz się okazuje, że ten człowiek prowadzi obsługę prawną Poczty Polskiej.


Może po prostu jest dobrym prawnikiem…


– Ja nie bronię panu Rojewskiemu podejmowania pracy. Wiem, że jest wynajmowany nawet przez jedną z dużych zagranicznych firm z naszego regionu. Jeśli pracuje on dla prywatnej firmy, to jest jej sprawa. Jeśli komuś nie przeszkadza współpraca z byłym wysokim funkcjonariuszem SB, to mogę tylko pogratulować dobrego samopoczucia. Ale w przedsiębiorstwach publicznych powinny być inne standardy. Osoby z taką przeszłością i „zasługami” nie powinny pracować w państwowych firmach. W dodatku sama sprawa sądowa, podczas której ma on reprezentować za kilka dni Pocztę Polską, jest bardzo wymowna. I nie chodzi mi o przedmiot sporu, ale o to, że po jednej stronie sali sądowej stanie były funkcjonariusz SB, a po drugiej działacz „Solidarności”, którego ten sam Kazimierz Rojewski przesłuchiwał w latach 80. w związku z jego działalnością w podziemnych strukturach związku. Osobom, które przeszły komunistyczne śledztwa, nie trzeba tłumaczyć, co to oznacza. Nie wiem nawet, jak nazwać taką sytuację, jak będzie się czuł ten człowiek, gdy znowu stanie oko w oko z Kazimierzem Rojewskim. Zresztą chodzi też o jego związki z wymiarem sprawiedliwości.

Jakie to związki?

– Tajemnicą poliszynela jest fakt, że część radomskich sędziów ma w rodzinach byłych esbeków, często podwładnych pana Rojewskiego. To powoduje, że – naszym zdaniem – część procesów, jakie wytaczają ludzie swoim pracodawcom, jest przegrywana przez pracowników w sytuacji, gdy firmę reprezentuje akurat ten prawnik. Nic więc dziwnego, że nie narzeka on na brak klientów. To jednak jeden z wielu przykładów, jak dawne związki towarzyskie i zawodowe z czasów PRL przeniknęły do struktur wolnej Polski.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj