To polski punkt widzenia

W czasie gdy w Niemczech trwa spór o kandydaturę Eriki Steinbach do rady fundacji mającej budować centrum niemieckich wysiedleń, w Berlinie zaprezentowano niemieckie wydanie książki „Wysiedlenia, wypędzenia i ucieczki 1939-1959. Atlas ziem Polski. Polacy, Żydzi, Niemcy, Ukraińcy”, którego autorami są polscy historycy Grzegorz Hryciuk, Małgorzata Ruchniewicz i Bożena Szaynok z Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Andrzej Żbikowski (ŻIH, IPN). Prasa niemiecka pozytywnie komentuje polski atlas, ale środowiska niemieckich wysiedlonych zgłaszają dużo pretensji.

Prezentacja książki, która przedstawia przymusowe migracje ludności na ziemiach polskich w latach 1939-1959, spotkała się z dużym zainteresowaniem strony niemieckiej. Już w październiku 2009 r. niemieckie media pisały o tej książce z wielkim zainteresowaniem. Po berlińskiej prezentacji książki, do której wstęp napisał profesor Stefan Troebst z Uniwersytetu w Lipsku, „Berliner Zeitung” napisał, że jest to dobra książka wydana w dobrym czasie. Autor słowa wstępnego stwierdził natomiast, że: „Atlas ziem Polski dotyczy wprawdzie różnych, ale tak samo naznaczonych przymusowymi migracjami losów Polaków w III Rzeszy i Związku Sowieckim, Żydów w czasie II wojny światowej i w komunistycznej Polsce powojennej, Niemców w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1944-1948, jak również Ukraińców pod okupacją i w Polsce Ludowej”. Telewizja 3SAT, informując o niemieckim wydaniu książki „Wysiedlenia, wypędzenia i ucieczki1939-1959. Atlas ziem Polski. Polacy, Żydzi, Niemcy, Ukraińcy”, także chwali polskich autorów, stwierdzając, że po raz pierwszy przełamali tabu i zmienili sposób postrzegania wspólnej historii. Zdaniem telewizji 3SAT, wrocławscy historycy po raz pierwszy w Polsce pokazali w kontekście innych wysiedleń także tragiczny los niemieckich wypędzonych.

Przedstawiciel niemieckiego Związku Wypędzonych Manfred Kittel, który jest dyrektorem niemieckiej Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, uznał publikację za ważny krok w europejskiej dyskusji na temat wypędzeń i ucieczek. Ale już członek prezydium BdV Sybille Dreher w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zauważa, że kilka kwestii w książce podano fałszywie. – Moje ogólne wrażenie po przeczytaniu książki jest dobre, szczególnie w kwestii wysiedleń na wschodzie dotyczących Polaków, Litwinów czy Ukraińców, o których Niemcy prawie nic nie wiedzą – powiedziała Dreher, dodając, że jednak kwestia niemieckich wysiedleń nie jest opracowana zbyt dobrze i nie za bardzo jej się podoba, co zasygnalizowała już podczas prezentacji polskim autorom. Dreher skrytykowała fakt, że w atlasie w opisie niemieckich losów nie używa się sformułowań „wypędzenia”, a jedynie określeń „przymusowe migracje” czy też „przymusowe wysiedlenia”. – Mówię z całym przekonaniem, że w tym albumie cała problematyka niemieckich wypędzeń nadal nie jest poprawnie wyjaśniona – stwierdziła Dreher, dodając, że w kontekście powojennych niemieckich migracji pomijanie słowa „Vertriebung” jest z niemieckiego punktu widzenia kłopotliwe i szkoda, że w tej książce nie zostało to należycie wyjaśnione. – Książka wydana w dobrym czasie, ale do końca nie jest prawdziwa, ponieważ opisuje sprawy tylko z polskiego punktu widzenia, chociaż może stać się początkiem do dyskusji i wzajemnego zrozumienia – uważa Dreher.


Wypędzeni czy przymusowo wysiedleni?


Jeden z autorów książki, prof. dr hab. Grzegorz Hryciuk – pracownik naukowy Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego, autor publikacji dotyczących m.in. spraw narodowościowych na dawnych Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” potwierdził, że „Atlas ziem Polski” spotkał się w Niemczech z dużym zainteresowaniem i sporą życzliwością. Według niego, środowiska niemieckich wysiedlonych mają najwięcej uwag co do słownictwa używanego w książce, a konkretnie nie podoba im się unikanie w niej w stosunku do nich określenia „wypędzenia” i zastępowanie go innymi zwrotami, takimi jak „przymusowe wysiedlenia” „deportacje” lub „ucieczki”. Na ten problem zwracała także uwagę podczas prezentacji niemieckiego wydania współautorka książki Małgorzata Ruchniewicz, podkreślając, że w trakcie prac redakcyjnych nad niemiecką wersją atlasu zwracała uwagę na to, by zachowano terminy zastosowane w wersji polskiej. – Być może w Niemczech uważa się, że Polacy mają problem ze słowem „wypędzenie”, jednak w języku polskim pojęcie to jest bardzo nasycone emocjami i dlatego historycy wolą używać terminów mniej obrazowych – powiedziała w Berlinie Ruchniewicz. Jak dowiedzieliśmy się od Grzegorza Hryciuka, podkreśliła ona podczas berlińskiej prezentacji, że jeśli chodzi o faktografię, to te same rzeczy znajdują się w polskiej i niemieckiej wersji, natomiast kwestia dobranego słownictwa leżała w gestii autorów, którzy starali się używać terminów nieobciążonych ani polityką, ani dużym ładunkiem emocjonalnym.


Przesiedlenia nie zaczęły się w 1945 roku


Profesor Grzegorz Hryciuk w rozmowie z nami jeszcze raz przypomniał, że niemieckie wydanie jest o tyle ważne, że powinno przybliżyć tutejszemu czytelnikowi fakt, że kwestia wysiedleń nie rozpoczęła się w roku 1945 – jak często myślą Niemcy – lecz już w roku 1939. Jest on przekonany, że wydanie niemieckie wpłynie korzystnie na ogólną wiedzę na temat wysiedleń wśród Niemców. – Z wypowiedzi niemieckich kolegów historyków oraz opierając się na naszej znajomości tutejszej literatury, zauważam, że w Niemczech nie ma prawie żadnej wiedzy na temat wysiedleń Polaków, Ukraińców czy Białorusinów, być może trochę więcej wiedzą o ludności żydowskiej – powiedział polski historyk, dodając, że wiedza przeciętnego Polaka o powojennych wysiedleniach Niemców jest dużo większa.


Waldemar Maszewski, Hamburg
drukuj