To nie kolizja prawa, a zachowań
Z senatorem Piotrem Łukaszem Andrzejewskim, konstytucjonalistą, rozmawia Izabela Borańska
Jak powstawały zapisy Konstytucji o bezkolizyjnym ukształtowaniu najważniejszych organów władzy w państwie?
– Kiedy pracowaliśmy nad Konstytucją w składzie Komisji Konstytucyjnej, to po skończonych pracach w podkomisjach wstrzymano prace na bodaj półtora roku nad treścią Konstytucji ze względu na to, że szykowały się wybory prezydenckie. To, co wyszło spod komisji, miało zostać doprecyzowane w zależności od tego, kto zostanie prezydentem. A ponieważ prezydentem został nie Wałęsa tylko Aleksander Kwaśniewski, a był to okres dominacji SLD – PSL, prognozujący dobrą współpracę z nowo wybranym prezydentem, w związku z tym te bardzo ogólne zapisy nie zostały bliżej sprecyzowane, tylko zostały omówione w charakterze kompetencji, które miały być realizowane, zakładając wolę współdziałania między prezydentem a premierem.
Jak powinno wyglądać z punktu formalnego to współdziałanie?
– Moje zastrzeżenia już wtedy w okresie prac nad Konstytucją wzbudzało to, że prezydent mający większy mandat ponadkadencyjny i z woli całego Narodu z wyborów bezpośrednich jest organem władzy wykonawczej, jak również Rada Ministrów, natomiast nie ma żadnych norm kolizyjnych. Czyli brakowało odpowiedzi na pytanie, co będzie, jeżeli między tymi organami powstanie animozja, czy to na tle kompetencyjnym, czy na tle zwykłej ludzkiej przeciwstawności, czy walki frakcyjnej lub partyjnej. Wówczas tej odpowiedzi nie uzyskaliśmy, natomiast stwierdzono, że podział kompetencji określony w Konstytucji może być doprecyzowany w ustawach.
Jak wygląda rozdział kompetencji między premierem i prezydentem?
– Niewątpliwie większy mandat ma prezydent i z przepisów wynika, że to prezydent jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej, gwarantem ciągłości państwowej. Ważne są stwierdzenia, które nie są tylko hasłami, ale konkretnymi uprawnieniami, które muszą być realizowane, czyli jeżeli Konstytucja RP mówi, że prezydent stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium, to rozumiemy, że w ramach władzy wykonawczej służą prezydentowi środki realnego wykonywania jego konstytucyjnych uprawnień. Z tym że suwerenność i bezpieczeństwo dotyczy nie tylko kwestii wojskowych, co do tych podlega prezydentowi minister obrony narodowej, ale dotyczy również w sensie bezpieczeństwa energetycznego, polityki międzynarodowej i europejskiej. W związku z tym nie można tutaj określić tylko granic, w jakich może poruszać się prezydent, jest to pozostawione jemu do uznania w ramach środków, którymi dysponuje i którymi może dysponować, a które wynikają z Konstytucji. Jeśli nie doprecyzowane są ustawami, to Konstytucję stosuje się wprost. Jest to uprawnienie dyrektywne, a nie tylko hasło intencji. W myśl tego zasada współdziałania władz i wzajemnego powściągania w ramach ich podziału domniemywa się racjonalności działania zarówno Rady Ministrów, jak i racjonalności działania prezydenta.
Jak ten podział ma się do tego, co wydarzyło się podczas przygotowań do szczytu Rady Europejskiej?
– Praktyka pokazuje, kto zachowuje się racjonalnie i kto narusza tę zasadę współdziałania. Nie chcę oceniać tych zachowań, bo one są dość smętne z punktu widzenia interesu państwa i myślę, że nie zasługuje to na baczniejszą uwagę. Natomiast na baczniejszą uwagę zasługuje doprecyzowanie kompetencji prezydenta. Moim zdaniem, prezydent, będąc najwyższym przedstawicielem, wszędzie tam, gdzie są sprawy, które są w Konstytucji opisane, ma prawo się wtrącić i reprezentować organy władzy wykonawczej. Wydaje mi się, że obecność prezydenta na tym szczycie wzmocniła rolę Polski i rządu. Niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego jeżeli prezydent reprezentuje tę samą linię działania w interesie państwa polskiego, stojąc na straży suwerenności i bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, jest blokowany jako przedstawiciel, przecież wzmacnia on tylko rolę decyzji rządu i nie można mu ograniczać jego kompetencji, inaczej można byłoby przypisać łamanie norm konstytucyjnych. Wzajemne kontrowanie się w zakresie konstytucyjnych kompetencji jest naruszeniem ducha prawa i jest naruszeniem zasad współdziałania i powściągania organów władzy wykonawczej. Władza wykonawcza jest tak naprawdę wykonywana dwuinstytucjonalnie, przez prezydenta z większym mandatem i przez rząd z czasowym, mniejszym, ale decyzyjnym w zakresie określania charakteru polityki wewnętrznej i zagranicznej. Jedna dopełnia drugą. To, co się dzieje, jest widowiskiem, które pokazuje degradację personalną najwyższych organów władzy i tak naprawdę obraca się ona nie przeciwko osobom, a przeciwko sprawności wykonywania władzy. Jednym słowem, mamy do czynienia z anarchizacją zarządzania państwem przez małostkowość, zawiść i chęć konkurencji między osobami.
Należy wzmocnić konstytucjonalnie urząd prezydenta?
– W zakresie struktury zarządzania państwem przez organy władzy wykonawczej w okresie pracy nad Konstytucją uważałem, że albo trzeba stworzyć silny system kanclerski, albo silny system prezydencki, bo inaczej kiedyś dojdzie do tego, do czego doszło właśnie dziś. Ludzie mają swoje wady i zalety, mają swoje cechy charakteru, mogą się nie cierpieć ze względu na różne elementy, mogą być konkurencyjni politycznie, mogą zabiegać o jeden elektorat, mogą się nienawidzić albo kochać. Kiedy tworzono Konstytucję, to wówczas zakładano jako duch tej Konstytucji kierowanie się nie swoim interesem partyjnym czy personalnym, ale interesem nadrzędnym państwa i funkcjonowania struktur zarządzania państwem. Jak się okazuje, nie było to założenie, które się sprawdza w każdych okolicznościach.
Dziś w dalszym ciągu jestem zwolennikiem systemu prezydenckiego. Uważam, że łączy się to z wysunięciem na pierwszy plan albo kanclerza, albo prezydenta, ale wiąże się to także z ich odpowiedzialnością przed Narodem.
Wtedy, kiedy rządził prezydent Kwaśniewski z premierem Millerem, proszę przypomnieć sobie, jak szybko były podejmowane decyzje, nie oceniam ich, ale państwo wtedy funkcjonowało jak dobry mechanizm. Za rządów braci Kaczyńskich również państwo funkcjonowało dobrze. A dzisiaj, niestety, nie funkcjonuje dobrze. Trzeba sobie zadać pytanie: kto i w jakim zakresie ponosi za to odpowiedzialność. Nie można zamykać oczu na to, że jest to destrukcja państwa i naruszenie porządku konstytucyjnego.
Koalicja zapowiada skierowanie kwestii podziału kompetencji premiera i prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego.
– Myślę, że Trybunał Konstytucyjny w tej chwili nie ma funkcji opiniującej w takim zakresie, musiałaby być bardzo poważna kolizja prawa. Ja tu nie widzę kolizji prawa, tutaj mamy kolizję wynikającą ze sposobu zachowania się polityków, którzy nie potrafią sprostać ani duchowi Konstytucji, ani obowiązkowi obrony tego, co jest w interesie państwa. Jaki jest koń, każdy widzi, ale pamiętać należy jedno, że szyjemy buty, ale włoży je za chwilę kto inny. Jeżeli ktoś chce ograniczać dzisiaj władzę prezydenta, a prezydentem w przyszłości chce być, to sam sobie już dziś buduje klatkę.
Dziękuję za rozmowę.
