Tajemnica świętości Księdza Jerzego
Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Dziś
wypowiadamy to nazwisko z szacunkiem i czcią. A może i z pewnym
zażenowaniem? Żył wśród nas. Był z naszej krwi i naszych kości. Znaliśmy
Go, dotykaliśmy Jego sutanny, słuchaliśmy Jego słów. Pod zewnętrzną
szatą Jego życia kryło się coś wyjątkowego. Potem okazało się, że
Kościół ma na to nazwę niezwykłą. To świętość.
Wiemy już, że
wcale nie definiuje Go bycie społecznikiem ani księdzem zaangażowanym
politycznie. Nie, on patrzył w inną stronę. Nie przestawał wpatrywać się
w swą jedyną Miłość – w Boga.
Wsparty łaską, w której kręgu
zamieszkał, budował w sobie gmach cnót. Wiedział, że najważniejszymi
były roztropność, sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie; że te cztery
cnoty, które zasłużyły na miano kardynalnych, są filarami całego Jego
życie. U Księdza Jerzego nasycone łaską stały się nadprzyrodzone.
To
cnoty, które nazywamy ludzkimi. Dostrzegalne, bo wypływają z wnętrza,
ale działają na zewnątrz; jeśli prawdziwe, cechować muszą codzienność.
Pozwalają one dostrzec w Księdzu Jerzym fundamenty ukrytej świętości.
Była
w Nim święta roztropność. Dzięki niej Ksiądz Jerzy umiał w każdej
okoliczności rozeznać, co jest dobre i znaleźć właściwe środki do
czynienia tego dobra. Umiał nazywać zło po imieniu i skutecznie się mu
przeciwstawiać. Czy nie o tym mówi Jego 26 kazań wygłoszonych podczas
Mszy św. za Ojczyznę? Czy nie objawia się nam ona, gdy słyszymy słowa:
„Trzeba to czynić z (…) rozwagą. Trzeba zdawać sobie sprawę z sytuacji
geopolitycznej, w jakiej się znajdujemy, ale jednocześnie ta sytuacja
nie może być wygodną zasłoną do tego, by rezygnować…”.
Mieszkała w
Nim sprawiedliwość. Wiedział, że trzeba oddać Bogu i bliźniemu to, co im
się należy. Wiedział, że „sprawiedliwość czynić i o sprawiedliwość
wołać mają obowiązek wszyscy, bez wyjątku”. Zdawał sobie sprawę, że
„sprawiedliwość musi iść w parze z miłością, bo bez miłości nie można
być w pełni sprawiedliwym”.
W Księdzu Jerzym była cnota męstwa.
Zapewniała mu wytrwałość w trudnościach i stałość w dążeniu do dobra.
Pozwalała przezwyciężać strach, uzdalniała do wyrzeczenia i ofiary.
Uczył: „Aby zwyciężać zło dobrem, trzeba troszczyć się o cnotę męstwa.
Żądając odwagi i męstwa, sami musimy być na co dzień mężni i odważni.
Kto nie kieruje się cnotą męstwa, staje się niewolnikiem”. Uważał tę
cnotę za dar szczególny: „Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie
złamać groźbą ani torturami. Może to dobrze, że akurat to jestem ja, bo
kto inny by się załamał”. Nawoływał, abyśmy w naszym życiu codziennym
okazywali męstwo.
Było też w Nim święte umiarkowanie: umiejętność
założenia wędzideł pragnieniu przyjemności i używaniu dóbr stworzonych.
Znamienny jest Jego opis pierwszego spotkania z ludźmi pracy, 31
sierpnia 1980 r.: „Gęsty szpaler ludzi – uśmiechniętych i spłakanych
jednocześnie. I oklaski. Myślałem, że ktoś ważny idzie za mną”.
Ksiądz
Jerzy. Błogosławiony, bo kierował się roztropnością, poczuciem
sprawiedliwości, bo był odważny i do wszystko przykładał właściwą miarę.
To był fundament domu dla Świętego Boga, który zbudował w swoim sercu.
W
słowach to takie proste. Na jak wiele wysiłku musiał zdobyć się Ksiądz
Jerzy, by pozyskać te cnoty na własność i ułożyć z nich swoje
„zewnętrzne” życie… Bo „wewnętrzne” z cnotą wiary, nadziei i miłości
pozostanie dla nas tajemnicą.
Wincenty Łaszewski
