Tajemnica grobu nr 13

Z dr. Jerzym Sikorskim, badaczem życia i dorobku Mikołaja Kopernika,
rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Odkrycia grobu Mikołaja Kopernika w katedrze fromborskiej dokonała
ekipa kierowana przez prof. Jerzego Gąssowskiego, jednak to Pan wskazał miejsce,
gdzie trzeba go szukać. Skąd posiadał Pan taką wiedzę?

– Po studiach
historycznych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, na którym obroniłem
pracę magisterską i doktorską o Koperniku i jego epoce, miałem to szczęście, że
gdy wróciłem do rodzinnego Olsztyna, udostępniono mi dawne archiwum kapituły
warmińskiej. Było ono w Moskwie w rękach sowieckich, lecz w 1952 roku przekazano
je Polsce i spoczęło w podziemiach Muzeum Narodowego w Warszawie. Przed 1960 r.,
prawdopodobnie w 1958 r., zostało zwrócone prawowitemu właścicielowi, którym
była kuria biskupia diecezji warmińskiej. Jako jeden z pierwszych mogłem
korzystać z tego archiwum, w którym znajdują się m.in. rękopisy Kopernika i
dzieje kapituły warmińskiej. Moim badaniom patronował nieżyjący już ówczesny
biskup Jan Obłąk, który był równocześnie dyrektorem archiwum.

Już wtedy zastanawiał się Pan nad miejscem pochówku
astronoma?
– Nad różnymi rzeczami: nad datą jego śmierci, która do
dziś jest błędnie podawana w wielu encyklopediach, miejscem zamieszkania
Kopernika we Fromborku, które udało mi się ustalić, no i oczywiście miejscem
jego pochówku, co było jedną z zasadniczych spraw. Ustalenie tego wymagało
jednak długiego czasu. Przez około 10 lat, przy różnych okazjach, dochodziłem do
pełnej wiedzy na temat pochówków przy wszystkich szesnastu ołtarzach w katedrze
fromborskiej, ośmiu w prawym i ośmiu w lewym rzędzie. Panowało przekonanie, że
Mikołaj Kopernik został pochowany tam, gdzie biskup warmiński Marcin Kromer,
który 40 lat po śmierci Kopernika ufundował mu przy jednym z ołtarzy epitafium.
Otóż, to epitafium wprowadzało w błąd wszystkich badaczy, którzy uważali, że
gdzie epitafium astronoma, tam i jego grób. Okazało się to nieprawdą, ale żeby
to udowodnić, potrzebna była rekonstrukcja wszystkich pochówków dokonywanych
przez stulecia w katedrze.

Fakt, że kanoników chowano w pobliżu ołtarza, przy którym posługiwali
za życia, nie był powszechnie znany? Pan dopiero musiał tego
dowieść?

– W 1939 r. niemieccy uczeni ustalili, który ołtarz należał
do Kopernika. Był nim nie siódmy ołtarz w prawym rzędzie, jak uważano do tej
pory, przy którym znajdowało się epitafium wystawione Kopernikowi przez Kromera,
lecz czwarty, przy którym faktycznie posługiwał za życia. Mimo to historycy
niemieccy w dalszym ciągu sugerowali się epitafium, wskazując miejsce pochówku
astronoma w pobliżu siódmego ołtarza. Jak wiemy, nie znaleźli go tam.
Rekonstrukcja wszystkich miejsc pochówków w katedrze ustaliła ich ciąg
chronologiczny, dowodząc, że Kopernik musiał zostać pochowany przy czwartym
ołtarzu, dzisiejszym ołtarzu Świętego Krzyża. To był argument dla obecnego
prepozyta kapituły warmińskiej ks. bp. Jacka Jezierskiego, który zlecił
poszukiwania grobu Mikołaja Kopernika. Muszę jednak dodać, że już w 1972 r.
namawiałem wspomnianego przeze mnie ks. bp. Jana Obłąka do poszukiwań szczątków
astronoma, bo fakt jego pochówku przy czwartym ołtarzu był mi już wtedy
znany.

Od początku wierzył Pan, że prace archeologiczne prof. Jerzego
Gąssowskiego w katedrze fromborskiej zakończą się sukcesem?


Oczywiście, że tak. Byłem w 100 procentach pewny, że znajdą grób Kopernika.
Musiałem wierzyć w sukces, żeby ekipa poszukiwawcza była przekonana, że to
przedsięwzięcie ma sens.

Ale jak wiemy, badania były trudne…
– Według mnie,
musiały się zakończyć sukcesem, bo nigdzie indziej Mikołaj Kopernik nie został
pochowany. Mogłem ustalić, kto i gdzie został pochowany w katedrze fromborskiej,
znany był też wiek tych osób. Ponieważ jeden tylko Kopernik został pochowany w
pobliżu swojego ołtarza, gdy miał 70 lat, to czaszkę mężczyzny zmarłego w tym
wieku, którą znaleziono w grobie nr 13, łatwo było do niego przyporządkować.

Ciekawym tropem były odkształcenia, które zgadzały się z portretami
astronoma…
– Na to zwracali już uwagę nie tylko historycy sztuki,
lecz także artyści malarze, konserwatorzy, którzy dostrzegali je w portretach
Kopernika. Mam tu na myśli chociażby prof. Leonarda Torwirta z UMK, który
jeszcze w latach 50. XX wieku zwracał uwagę na jakieś nieprawidłowości u nasady
nosa Kopernika oraz bliznę nad okiem.

Żeby jednak potwierdzić tożsamość Mikołaja Kopernika, potrzebne było
porównanie kodu genetycznego DNA znalezionych szczątków ze szczątkami jego wuja
biskupa Łukasza Watzenrodego. Jego grobu niestety nie udało się odnaleźć,
dlaczego?
– Faktycznie, jak określił prof. Gąssowski, pewność, że
znalezione szczątki należą do Kopernika, wynosiła wówczas ok. 94 czy 96 procent.
Te kilka brakujących procent musiało znaleźć potwierdzenie w przekazie
genetycznym członków jego rodziny ze strony matki. Rozpoczęto więc poszukiwania
w katedrze grobu wuja Kopernika. Ponieważ siedmiu biskupów, a wśród nich
chociażby Marcin Kromer, Łukasz Watzenrode czy Jan Dantyszek nie mają wewnątrz
katedry ani epitafiów, ani płyt nagrobnych, musieli więc zostać pochowani w
świątyni w jakiejś krypcie. Musi ona istnieć, bo jeden z nich Tideman Giese,
zresztą najbliższy przyjaciel Kopernika, który później został biskupem
chełmińskim, życzył sobie w swym testamencie, żeby być pochowanym tam, gdzie
jego poprzednicy. Czyli gdzie? Właśnie w krypcie. Jej poszukiwań zaniechano, gdy
szczęśliwym trafem znaleziono w Szwecji dwa włosy z cebulkami należące do
Kopernika.

Jest Pan więc pewien, że wuj Kopernika Łukasz Watzenrode spoczywa w
katedrze fromborskiej?

– Tak, on musi leżeć we wspomnianej krypcie.
Kiedy Dantyszek pytał listownie Kopernika o szczegóły biografii wuja, bo chciał
mu ułożyć poetyckie epitafium, Kopernik odpisał, że ma on już epitafium. Wiadomo
więc, że dano mu jakąś inskrypcję. Skoro żadne przekazy źródłowe na przestrzeni
dziejów kapituły nie mówią, żeby tych siedmiu biskupów miało gdziekolwiek
wewnątrz katedry jakieś swoje epitafia, musi istnieć podziemna krypta, w której
spoczywają. Ona niewątpliwie istnieje, wierzę w to tak samo, jak wierzyłem w
miejsce pochówku Kopernika przy czwartym ołtarzu. Należałoby więc kontynuować
jej poszukiwania…

Mimo że nie jest już potrzebne potwierdzenie tożsamości Mikołaja
Kopernika?
– Teraz jest to osobna sprawa, zupełnie niezależna od
Kopernika. Mamy już pewność, że odkryte szczątki należą do niego. Tutaj istotny
jest nie tylko sam Łukasz Watzenrode, lecz – jak wspomniałem – również Marcin
Kromer czy Jan Dantyszek, warto by przecież wiedzieć, gdzie ci sławni ludzie są
pochowani. Ekipa prof. Gąssowskiego starała się dowiercić do poszukiwanej krypty
od strony krypty kanonicznej, która jest pod prezbiterium. Robili w ścianie
sondy wiertnicze w kierunku głównej nawy, lecz nic one nie wykazały. Są jednak
przecież miejsca domniemane, tak jak było w przypadku pochówku Kopernika. Trzeba
jedynie zdjąć płyty posadzkowe i doszukać się sklepień, które muszą być tuż pod
ich warstwą.

Nie wymaga to więc skomplikowanych operacji?
– Nie, nie
wymaga i jeżeli tylko znalazłby się w przyszłości jakiś sponsor, warto wznowić
te poszukiwania. Krypta, jak wspomniałem, z całą pewnością istnieje. Gdyby ją
zburzono czy na przestrzeni dziejów na nią natrafiono przy okazji jakichkolwiek
prac, to ślad tego byłby w dokumentach. Zapisano by, że takie, a takie szczątki
gdzieś przeniesiono, gdzie indziej złożono etc., bo istnieją opisy prac
remontowych, także tych przy przekładaniu posadzki. Skoro nie ma nigdzie nawet
śladu takich zapisów, trzeba sądzić, że gdzieś w nienaruszonym stanie znajduje
się miejsce pochówku siedmiu biskupów.

Wróćmy jeszcze do niecodziennego odkrycia, jakim było znalezienie
włosów Kopernika. Nie dziwi Pana fakt, że takowe się zachowały?

Profesor Göran Henriksson z Królewskiego Uniwersytetu w Uppsali w Szwecji, który
opiekował się biblioteką uniwersytecką, w tym także przechowywanym tam
księgozbiorem Kopernika, wpadł na pomysł, że warto sprawdzić, czy nie zachowały
się w nim jakieś ślady włosów astronoma, skoro ten ślęczał nad tymi księgami
przez długie lata.
Jak wiemy, opłaciło się, bo znaleziono dwa włosy, których
DNA zgadzało się z DNA pobranym ze szczątków znalezionych w katedrze
fromborskiej. Paradoksalnie – jakie to szczęście, że te książki znalazły się w
Szwecji, bo gdyby one były u nas, byłyby już wielokrotnie wietrzone,
przedmuchiwane, konserwowane i nic w nich nie moglibyśmy dziś znaleźć. A Szwedzi
ich po prostu nie ruszali…

Parę wieków przeleżały nietknięte?
– Tak. Dziś także nie
poddaje się ich żadnym zabiegom konserwatorskim, bo leżą w warunkach, które nie
wymagają jakiejkolwiek konserwacji. Niedawno na podsumowaniu badań nad odkryciem
grobu Kopernika prof. Henriksson dodał na marginesie, co jest dla mnie
rewelacją, że oprócz włosów ludzkich była jeszcze w księgach sierść dwóch kotów
– rudego i burego.

Kopernik był więc miłośnikiem kotów?
– Musiał mieć te dwa
koty, które czochrały się gdzieś na pulpicie, na którym trzymał swoje otwarte
księgi – kalendarium, z którego często korzystał. Ciekawostką jest także fakt,
że według badań, Mikołaj Kopernik najprawdopodobniej miał niebieskie oczy.

A co możemy dziś powiedzieć o wynikach poszukiwań pavimentum, czyli
podestu badawczego, który Kopernik skonstruował i używał do obserwacji
nieba?
– Badania te podjęto w zeszłym roku z inicjatywy marszałka
województwa warmińsko-mazurskiego, obecnie zakończył się pierwszy ich etap.
Pavimentum jak na razie nie zostało znalezione, ale odkryto na zapleczu kurii
bruk z czasów Kopernika, pięknie wyprofilowany z rynsztokiem, który znajduje się
jakieś 1,20 m poniżej dzisiejszego gruntu. Na miejscu, gdzie stał dom Kopernika,
zachowane są do dzisiaj jego fundamenty. Astronom miał przy nim warsztat pracy,
gdzie ustawiał swoje instrumenty. Nieżyjący już wybitny historyk astronomii
prof. Jerzy Dobrzycki z Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, z którym byłem
kiedyś w tym miejscu, powiedział mi, że tutaj może znajdować się pavimentum.
Twierdził, że jest to jedyne miejsce we Fromborku, z którego Kopernik mógł
wykonywać swoje obserwacje, zważywszy na tzw. horyzont astronomiczny, z którego
astronom korzystał, a więc wgląd w kierunku południa. Dom stał w najwyższym
punkcie wzgórza, więc Kopernik miał niezakłócony widok. Skraju tego wzgórza
jeszcze archeolog nie badał.

Czyli istnieje wciąż szansa na znalezienie pavimentum?

Jest, ale nawet jeśli go nie znajdzie, mamy tutaj w Olsztynie postulat, żeby
odtworzyć tę płytę obserwacyjną. Chcemy ustawić na niej instrument, już nie
drewniany, bo nie wytrzymałby warunków atmosferycznych, ale zrobiony z metalu
np. kwadrant słoneczny. Wszyscy ludzie będą mogli wówczas naocznie przekonać
się, jak wyglądały obserwacje Kopernika, kiedy w samo południe badał wysokość
położenia słońca na tym instrumencie. Jest to bardzo spektakularna i
interesująca rzecz, wysoce edukacyjna, więc bardzo by się przydała.

Powtórny pochówek Mikołaja Kopernika to z pewnością dla Pana także
osobiste święto, bo stanowi podsumowanie kilku dziesiątek lat Pana pracy nad tym
wielkim astronomem…
– To prawda, nie myślałem, że dożyję tego
szczęścia, że Mikołaj Kopernik zostanie odnaleziony…

Dziękuję Panu za rozmowę.

 
 

drukuj