Szkoła przetrwania
Z dr Urszulą Dudziak, psychologiem, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Agata Mańkowska
Z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli na temat zjawisk patologii w szkołach i placówkach oświatowych wynika, że wprawdzie w latach 2005-2007 nastąpił spadek najcięższych przejawów patologii, tj. zażywania narkotyków i spożywania alkoholu, to jednak co dziesiąty uczeń sprawia znaczące problemy wychowawcze. Zjawiska takie jak zachowania agresywne, palenie papierosów, wagary miały miejsce w każdej z 55 placówek odwiedzonych przez kontrolerów.
– Zmniejszenie rozmiarów każdej patologii jest zawsze dobrym sygnałem, ale raport pokazuje, że istnieje też potrzeba zauważenia, iż nie wolno doprowadzić do uśpienia czujności. Każdy przypadek patologii jest niepokojący i nie można spocząć na laurach, gdy takiej czy innej patologii jest mniej i niejako zaprzestać bardzo intensywnego przeciwdziałania jej. Przeciwdziałanie jest konieczne, ponieważ tutaj nie tylko są istotne ograniczenia procentowego występowania konkretnej patologii, na przykład narkomanii czy uzależnienia, ale dla nas każda osoba się liczy i problem każdej jednostki ma bardzo duże znaczenie.
Na pewno cieszy każda informacja o zmniejszaniu uzależnienia od narkotyków czy od alkoholu, ale też trzeba zwrócić uwagę na bardzo dużą przestępczość w szkołach, dużą przemoc, czasem jakieś próby kradzieży. Nie można tego tylko przeliczać na procenty, uwzględniać jedynie statystyki ogólne, ale trzeba zwrócić uwagę na jednostkę, która jest zagrożona. Czasem kwestia agresji i przemocy pozostawia rany psychiczne na całe życie. To są też cierpienia. Przykład tak zwanych kozłów ofiarnych związanych z agresją zarówno słowną, jak i fizyczną, której dziecko faktycznie doświadcza. Czasem wymuszenia od rówieśników, mające na celu odebranie jakiś dóbr materialnych czy pieniędzy przeznaczanych na różne cele. Uczniowie niejednej szkoły, uczniowie z tzw. porządnych domów, dobrych rodzin mówią, że dla nich pójście do szkoły to jest jak pójście na wojnę. Szkoła jest dziś nierzadko szkołą przetrwania. Dla niektórych dzieci przetrwanie jednego dnia w szkole to jest naprawdę niesamowity cud, niesamowity wysiłek, gdyż częste zaczepki od rówieśników, częste jakieś wulgaryzmy utrudniają i uprzykrzają im życie. Trudno koncentrować się na procesie dydaktycznym, na zdobywaniu wiedzy, kiedy jest ogromna uciążliwość ze strony rówieśników i ten trud przeżycia każdego dnia, kiedy faktycznie tego spokoju brakuje.
W Pani ocenie, główne patologie polskiej szkoły to…
– Edukacja seksualna – istnieje ogromne niebezpieczeństwo deprawowania dzieci. Widzimy, że są środowiska w Polsce, które chcą realizować to zagadnienie w duchu liberalnym. Odrzucają wszelkie normy moralne. Tymczasem najistotniejsze w wychowaniu młodego człowieka jest wychowanie moralne. W tej chwili mamy tak dużo treści pornograficznych, które napływają za pośrednictwem rozmaitych mediów. Są to sprawy, przed którymi na pewno trzeba dzieci chronić, trzeba uwrażliwiać je na wychowanie do miłości, do czystości. Jeżeli jest zbyt mało wychowania moralnego, to stanowi to bardzo duże niebezpieczeństwo dla rozwoju indywidualnego i osobistego młodego człowieka.
Obserwujemy też w szkołach zjawisko przemocy. Wcześniej wydawało się, że tzw. fala to jest sprawa dorosłych ludzi w wojsku. Tymczasem coraz częściej to zjawisko jest zauważalne w szkołach i na pewno stanowi bardzo duży problem wychowawczy. Inne niebezpieczeństwo, które czyha na dzieci szkolne, to działalność różnego rodzaju sekt. Pod różnymi szyldami, często aprobowanymi przez rodziców, próbują przeniknąć z rozmaitymi prelekcjami, próbują zwerbować dzieci do swoich ugrupowań. Kolejny ważny problem to wspomniane już uzależnienia.
Ale przecież tyle się mówi o programach profilaktyki uzależnień, realizowanych m.in. w szkołach!
– Owszem, coraz więcej mówi się o przeciwdziałaniu narkomanii czy używaniu alkoholu, niemniej jednak są to kwestie, które wciąż wymagają bardzo dużej troski. Niewątpliwie wielkie obawy rodziców rodzą kontakty dilerów z różnymi szkołami i wszelkie sposoby nagabywania dzieci do używania narkotyków. Ważna jest także kwestia palenia papierosów – jest to nałóg bardzo często tolerowany przez dorosłych. Myślę, że wiele osób niesłusznie przymyka oczy na to uzależnienie wśród dzieci, zwłaszcza że jest to w jakiś sposób oznaka słabości woli i może być traktowane jako furtka do innych uzależnień.
Są jeszcze problemy związane z deprawacją seksualną, o czym świadczą takie przypadki, które w tej chwili możemy zauważyć, jak nagrywanie w internecie różnych scen molestowania seksualnego, które dokonywane jest w szkole. Te przykłady to jest coś przerażającego, wskazują na jakąś zdecydowaną demoralizację i na przekroczenie bariery wstydu. Na te sprawy trzeba bardzo zwrócić uwagę i zdecydowanie temu przeciwdziałać. Do czego jeszcze musi dojść, zanim wreszcie powiemy „dość”?
Nauczyciele nie są chyba w tego typu sytuacjach bezradni, potrafią pomóc takiemu uczniowi? W badaniach ankietowych Najwyższej Izby Kontroli około 95 proc. nauczycieli stwierdziło, że w szkole czuje się bezpiecznie lub raczej bezpiecznie, choć brak poczucia bezpieczeństwa zgłaszali najczęściej nauczyciele gimnazjum.
– Niestety, niejednokrotnie się zdarza, że nauczyciele mówią, iż nie dają sobie rady z problemami wychowawczymi. Faktycznie, jeżeli mają do czynienia z klasami trzydziestoosobowymi, to jest im trudno zdobyć czas na indywidualny kontakt z uczniem. Jeżeli mają przeładowane programy edukacyjne, rzeczywiście kwestia oddziaływania wychowawczego jest usuwana w cień. Co więcej, często sami nie mają indywidualnego przygotowania do działań wychowawczych czy wprost terapeutycznych. A niektórym uczniom faktycznie potrzebne byłyby działania terapeutyczne. Już nie tylko prewencja czy profilaktyka, ale wprost terapia czy wprost resocjalizacja. Dlatego konieczne jest położenie akcentu na wychowanie, konieczna też jest dla samych nauczycieli pomoc psychologa. Gdy trudno jest utrzymać dyscyplinę w klasie, to jak można mówić o realizacji procesu dydaktycznego? Potrzebna jest też współpraca z Kościołem, docenienie roli katechety. Poza tym niepozostawianie incydentalnych zjawisk kradzieży czy przemocy bezkarnie. Ponieważ osoby, które będą się czuły bezkarnie, będą po prostu dalej tak postępować. Potrzebne są prelekcje na temat różnego rodzaju form agresji i przemocy i sposobów zapobiegania im, potrzebne są informacje na temat mobbingu w szkole. Wydaje mi się, że pomysł, jaki miał były minister Roman Giertych: „Zero tolerancji dla przemocy w szkole”, był czymś bardzo cennym, wartościowym dla uczniów. Zarówno tych uczniów, którzy nie zostali dotknięci patologią, bo byli przed nią chronieni, jak i dla tych uczniów, którzy różnym patologiom ulegli i mają z nimi do czynienia – po prostu, żeby ich wydobyć, żeby podjąć działanie mające na celu przywrócenie ich normalnemu życiu. Wydobycie ich z tego niedostosowania społecznego.
Dziś minister Giertych wspominany jest głównie z perspektywy „mundurków”, czyli jednolitych strojów, od których MEN w zasadzie odeszło.
– Ja z żalem stwierdzam, że niektóre szkoły rezygnują z mundurków. To było też wielkie dobrodziejstwo. Chociażby z tej racji, że identyfikowanie uczniów z konkretną szkołą utrudniało bardziej dostęp osób przygodnych, w tym dilerów będących niejednokrotnie rówieśnikami tych uczniów. A w sytuacji, kiedy dzieci w ogóle nie mają mundurków, tacy dilerzy mogą bardziej niepostrzeżenie przeniknąć do klas. Ważne jest objęcie specjalistyczną pomocą przypadków, u których można mówić wręcz o jakimś zdegenerowaniu. Warto skorzystać nie tylko z doświadczeń pedagogów, psychologów, ale nawet trenerów komandosów, bo dla niektórych uczniów z poważnymi zaburzeniami psychospołecznymi takie doświadczenie, taka konkretna pomoc byłaby bardzo przydatna. Byłaby to pomoc ukierunkowująca ich aktywność fizyczną na właściwe tory.
Dlaczego dochodzi do takich zjawisk, do utraty wrażliwości na istotną sferę wartości, sferę dobra drugiego człowieka? Co się dzieje ze współczesną młodzieżą?
– To są pytania, które współczesne starsze pokolenie dorosłych, zwłaszcza rodziców i wychowawców, powinno sobie zadać. Zasadniczym powołaniem człowieka jest powołanie do miłości. Wszelka patologia bierze się z odrzucenia realizacji tego powołania, braku odpowiedzialności człowieka za miłość. Zarówno człowieka dorosłego, jak i odpowiedzialności za wychowanie do miłości w stosunku do dziecka. Realizacja tej miłości, uczenie, wychowywanie powinny mieć miejsce w każdym środowisku, w jakim człowiek się znajduje – począwszy od domu rodzinnego, poprzez szkołę, poprzez jakieś grupy, stowarzyszenia, organizacje. Także kwestia oddziaływania mediów i wydaje mi się rzeczą niepokojącą, jeżeli takie treści sprzeczne z miłością przekazywane są na różne sposoby, zwłaszcza za ich pośrednictwem. Jeżeli tego typu treści docierają do człowieka, jeżeli nie stwarzamy odpowiedniej bariery poprzez jakiś osąd moralny czy przez jakąś ocenę, komentarze kształcące, wychowujące, to wówczas mamy to, co mamy. Dziecko niemal jak gąbka wchłania w siebie te treści, które zamiast kształtować jego osobowość, oddziałują deprawująco czy demoralizująco.
Wychowawcy na pewno nie powinni być bierni wobec tych zjawisk – jak powinniśmy im przeciwdziałać?
– Myślę, że nie byłaby może potrzebna profilaktyka i zapobieganie patologii, gdyby realizować wychowanie do miłości. Ksiądz profesor Czesław Cekiera – wybitny psychoprofilaktyk, jeden z pierwszych psychoprofilaktyków w Polsce, nieustannie podkreśla, że rozwój ku wyższym wartościom jest najwłaściwszą formą przeciwdziałania patologii. Zatem wszelkie uzależnienia, wszelka degradacja człowieczeństwa mogłyby nie mieć miejsca, gdyby akceptowano właśnie rozwój ku wyższym wartościom. Tego trzeba życzyć każdej szkole i każdemu dziecku, aby faktycznie było wychowywane, czyli kształtowane w oparciu o wartości, aby było wychowywane, a nie manipulowane.
Nie wszyscy rodzice poświęcają dziś wiele czasu i uwagi wychowaniu swoich dzieci. Skutki tego są widoczne w szkole.
– Kształtuje się to różnie, w zależności od konkretnej rodziny. Bywają bowiem rodziny, dla których jest to naprawdę priorytetowa sprawa i przywiązują do tego dużą uwagę. Bywają inne rodziny, w których rodzice zajęci są innymi sprawami. Na przykład mówi się teraz coraz częściej o tak zwanych eurosierotach, ponieważ rodzice dzieci zarabiają gdzieś poza granicami kraju i praktycznie dzieci wychowywane są przez dalszych członków rodziny, a nie przez własnych rodziców. Nie mają tej bliskiej relacji z ludźmi, którzy powinni, z racji naturalnych – rodzicielstwa, być najbliżsi, nie tylko w sensie psychicznym, ale także w sensie fizycznym. Zajęcie się karierą może rzutować na to, że wychowanie będzie niewłaściwe, nie takie, jak byśmy oczekiwali, nie będzie stymulowało rozwoju psychicznego, fizycznego, duchowego czy społecznego młodego człowieka. Czasami też problem uzależnień dotyka ludzi dorosłych, którzy mają być odpowiedzialni za wychowanie dziecka. Wówczas trudno mówić o odpowiedzialności za dzieci, gdy nie ma odpowiedzialności za samego siebie. Pewne aspekty wychowawcze, które są istotne dla rozwoju młodego człowieka, musimy też postawić w odniesieniu do siebie, ponieważ nie można oczekiwać czegoś, czego się samemu nie realizuje. Zwłaszcza kwestia bliskości, kwestia akceptacji pewnych wartości – to jest to, co stanowi o pozytywnym wychowaniu. Myślę, że istnieje pewne niebezpieczeństwo przekazywania odpowiedzialności wychowawczych rodziców na instytucje czy na jakieś dalsze osoby z rodziny. Niektórym rodzicom wydaje się, że dziadkowie czy kuzyni zrealizują zadanie ojca i matki. A takie myślenie jest zgubne, szkodliwe dla dziecka. Tak samo wyrywanie dziecka przedwcześnie do wszelkich instytucji „wychowawczych”, na przykład oddawanie do żłobka – niesie ze sobą niebezpieczeństwo jego emocjonalnego okaleczenia.
Dziękuję za rozmowę.
